To był jego wieczór i zamierzał go wykorzystać w pełni, nie tracąc nic z niego. Nie zamierzał martwić się tym, co będzie dalej. Dziś jest ta jedyna, wyjątkowa noc i nadszedł czas na zapomnienie.
Narzeczona Monika wyjechała już wczoraj do Stolicy ze swoimi przyjaciółkami i rozpoczęła swój panieński wieczór, o którym bohater naszej dzisiejszej opowieści nie chciał rozmyślać. Samo zahaczenie jego umysłu o to, co mogłaby tam robić przyprawiało go o delikatny obłęd, tak więc wybrał w to miejsce skupienie się na samym sobie. W swych rozmyślaniach nie mógł przewidzieć tego, że Stolica tej nocy zawita gwałtownie również i do jego życia…
Świadek Michała zapowiedział, że przygotował na jego wieczór kawalerski wiele atrakcji, w których wezmą udział również osoby mu nieznane. Nie chciał zdradzić szczegółów, ale dodał, że choć pewne rzeczy mogą wydać się Michałowi niezrozumiałe, to może i powinien korzystać z nich w pełni, bez obaw o to, że stanie się mu lub komukolwiek krzywda. Michał słyszał o grupach aktorskich, tworzących na zamówienie wyjątkowe spektakle na żywo, w których bierze udział także jeden zupełnie nieświadomy aktor, dla którego ten spektakl powstaje. „Nie jestem głupi” pomyślał i z przekonaniem, że właśnie takie przedstawienie jest tuż przed nim powiedział w duchu sobie „czas na zabawę” i wsiadał wraz ze świadkiem Andrzejem do czarnego Lincolna Town Car. W środku wyściskał się z elegancko ubraną drużyną jego najbliższych kumpli, którzy otworzyli i rozlali należycie schłodzony szampan i butelkę whisky.
Zmierzali do nocnego klubu, mieszczącego się przy jednej z głównych ulic miasteczka „Szkarłatne Wzgórze”, opróżniając w drodze dwie butelki wspomnianych już trunków. Na miejscu przywitały ich roznegliżowane kobiety w młodym wieku i zaprowadziły towarzystwo do stolika z widokiem na scenę. Michał wiedział, że tu dziś odbędzie się jego noc i był na to gotowy. Bez względu na to, co kto pomyśli, nie zamierzał dziś w żaden sposób zdradzać swej ukochanej, nie biorąc do siebie w swym naiwnym i prostym postrzeganiu świata, że z takim nastawieniem nie powinien też się dziś tutaj znaleźć. Uznał, że wszystko jest ok i zaczął rozlewać zimną wódkę sobie i swym kolegom, z którymi siedział już przy zarezerwowanym wcześniej stoliku.
Czuł się wspaniale, alkohol wprawił go w rewelacyjny stan lekkości, gdzie rzeczywistość zaczyna już nabierać ten nierealny, baśniowy kształt . Humory dopisywały wszystkim, a dziewczyny były tak piękne i miłe. Oglądał z zaciekawieniem te tańczące na scenie. Zagadywały go i obejmowały, na co przyzwalał ochoczo. Stawiał im drinki, aż w końcu jedna z dziewczyn, z którą spoufalił się najcieplej zaprowadziła go na scenę, posadziła na krześle i rozpoczęła swoje show.
Chłopacy krzyczeli, gwizdali, a czarnowłosa, szczupła dziewczyna usiadła na nim i ocierała się o niego swymi krągłymi pośladkami. Bardzo chciał powstrzymać się, resztkami siły woli trzymając swe ręce za oparciem krzesła, ale to okazało się zbyt silne. Złapał obiema dłońmi jej gorące uda, co wzmogło jedynie wrzawę jego kompanii. Z głośników rozbrzmiewał Chris Isaak z jego klimatycznym „Wicked games”, gdy nagle zza ścian włączyły się w to wszystko odgłosy trzech następujących szybko po sobie wystrzałów, przebijające znacznie każdy dotychczasowy dźwięk wnętrza klubu.
Z drzwi prowadzących do biura klubu wyskoczyło dwóch na czarno ubranych ciemnych typów w skórzanych kurtkach, każdy z pistoletem w ręku. Isaak zaprzestał urwanie śpiewać o niegodziwych grach, a wszystkie dziewczyny panicznie zbiegły się do siebie i stanęły pod jedną ze ścian głównego pomieszczenia klubu. „Zaczynamy spektakl” pomyślał Michał i z uśmiechem, pewny siebie podniósł się z krzesła. Powiedział do stojącej obok niego tancerki:
– Nie martw się, obronię cię.
Puścił do niej 'oczko’, klepnął ją w pośladek i zszedł ze sceny. Zmierzał wprost do wymachującego pistoletem najbliżej niego „gangstera”, który uciszał wszystkich pozostałych klubowiczów i nakazywał im nie ruszać się. Widział na twarzach swych kumpli przerażenie i stwierdził jedynie „nieźle grają”. Wczuł się w swą rolę i krzyknął do stojącego przed nim tyłem „zbira”:
– Hej, ty! – a gdy ten odwrócił się, wytrącił mu z dziecięcą łatwością pistolet z ręki prostym, zamaszystym ruchem swej dłoni. Podniósł go sprawnie i zaczął mierzyć do niekiepsko zdziwionego „łotra”.
– Ty, śmieciu, odłóż pistolet szybciutko, zanim twojemu koledze zrobię dziurę w klacie – krzyknął do drugiego w jego mniemaniu „aktora”, ale ten nie zamierzał tego zrobić.
– Co ty robisz? – krzyknął do Michała jego wstrząśnięty świadek Andrzej.
– Mamy tu patową sytuację – powiedział pewnie i z uśmiechem zmierzający ku niemu drugi „aktor” z wymierzoną w jego stronę bronią – Zamknąć się – dodał już groźnie i stanowczo do wszystkich pozostałych uczestników „spektaklu”.
Z biurowych drzwi wyłoniła się trzecia postać. Ubrana była w elegancki, jasny garnitur oraz ciemny, długi płaszcz. Na głowie miał kapelusz z wbitym pawim piórem, na oczach ciemne okulary i w zębach rozpalone cygaro. Dłonie wyglądającego na „szefa wszystkich szefów” nowego gościa ociekały krwią. Michałowi coraz bardziej zaczynał podobać się jego udział w tym „przedstawieniu”, ale zupełnie nie wiedział teraz, co ma zrobić dalej.
– No dobra, Andrzej, chodź mi pomożesz – krzyknął w stronę swego przyjaciela, ale ten nie chciał się ruszyć, a odpowiedział jedynie:
– Ty idiotą, co ty robisz?
Michał podrapał się w głowę, gdyż wyraźnie zgubił wątek. Rozglądał się wokoło, widząc śmiertelnie przestraszonych wszystkich uczestników rozgrywającego się właśnie przedstawienia i zgłupiał. „Czy mogą grać, aż tak dobrze?”
Wtedy przypomniał sobie słowa Andrzeja. „…Choć pewne rzeczy mogą wydać ci się niezrozumiałe, to możesz i powinieneś korzystać z nich w pełni, bez obaw o to, że stanie się tobie lub komukolwiek krzywda…” Uśmiechnął się do Andrzeja i puścił też jemu 'oczko’. Andrzej z niedowierzaniem obserwował dalszą część, gdy oto jego przyjaciel Michał rzuca się z impetem na blisko stojącego drugiego „aktora”, który oddał szybko dwa strzały w kierunku niczego nieświadomego głupca. Jeden doszedł swego celu, raniąc Michała w bark, ale ten zdążył już powalić łotra swym ciałem na zimną podłogę klubu.
– Ej, k… mać! O co chodzi? – krzyknął przy tym z bólu i wstając z ziemi trzymał jedną dłonią ociekający krwią bark, a w drugiej pistolet, z którego zaczął mierzyć do palącego ze spokojem cygaro „szefa”. Koledzy nie czekali długo na swą reakcję i w tym samym czasie część rzuciła się na pierwszego z łotrów , a druga część dopomogła nie wstać z podłogi temu drugiemu.
– Czy wy wiecie kim ja jestem? – odezwał się przybrudzony krwią „szef”.
Nikt nie zdążył nic odpowiedzieć, gdyż przez główne wejście wkroczył szturmowy oddział policji, mierząc ze swych karabinów do wszystkich i krzycząc:
– Policja! na podłogę! Rzuć broń! Policja!…
…
Dwa lata później Michał wyszedł na taras swojego skromnego domku na przedmieściach wciąż obcego miasta, w którym zamieszkał z nowo poznaną dziewczyną Anitą. Rozglądał się z lękiem w około, obserwując czujnie każdą przechodzącą pobliską ulicą osobę Nie nazywał się już Michał, przyznano mu nowe imię i nazwisko, a od czasów pamiętnego wieczoru kawalerskiego pozostał pod opieką policji i nie widział już więcej żadnego ze swych przyjaciół, nikogo z rodziny. Rozstał się także ze swą ukochaną narzeczoną Moniką, która zamiast łapać gangsterów wybrała grubo zapłacić i spędzić swą panieńską noc w objęciach muskularnego tancerza erotycznego.
W toku sprawy Michał dowiedział się, że „Szef wszystkich szefów” był faktycznie szefem zorganizowanej grupy przestępczej, z siedzibą w Stolicy. Grupa ta prowadziła na światową skalę handel ludźmi z prostytucją w tle, handel narkotykami oraz dokonała masowo wiele innych przestępstw, jak przede wszystkim zabójstwa, za które został to lider grupy skazany na dożywocie.
Swoją drogą świadek niedoszłego ślubu Michała faktycznie zatrudnił na tamten pamiętny wieczór grupę aktorską, która nie dotarła do klubu nocnego, gdyż została zatrzymana przed wejściowymi drzwiami przez zamierzającą szturmować lokal policję.
Nasz niezbyt rozgarnięty bohater dzisiejszej opowieści, jako świadek koronny, przysłużył się do skazania gangstera. Teraz nie śpi po nocach, rozglądając się w każdym dniu i w każdym miejscu w około siebie, oczekując na swoisty rewanż ludzi skazanego „szefa”. To, że wyrok na niego zapadł, wiedział bez wątpliwości.
Koniec!