Przejdź do treści

Opowieści na dobranoc (7) – „Spacerek”

Uwielbia swoich współlokatorów, a szczególną troską otoczył tego niedużego bachora, który często był okrutny w okazywaniu swych uczuć. Wiele razy dziecko ciągało za jego uszy, szczypało boleśnie za skórę, czasem kopnęło, ale mimo to cierpliwie znosił wszystkie te razy, gdyż czuł, że to właśnie nim potrzebuje się zaopiekować. To jego zadanie.

Dwoje pozostałych mieszkańców jego domu było już wyraźnie duże i dla odmiany czuł opiekę oraz czułość z ich strony. Dawali mu regularnie zjeść smaczne mięsko, zawsze też miał wodę do picia, okazywali czułość głaskaniem i drapaniem go za uszami, po karku, a czasem też po brzuszku, z czym nie zawsze czuł się komfortowo. Ta w długich włosach przesiadywała całe dnie w domu, a ten w krótkich wracał zawsze pod koniec dnia, głównie wtedy gdy nasz bohater dzisiejszej opowieści wyruszał na swe wieczorne spacery po okolicach bliższych oraz tych dalszych swego osiedla i miejsca zamieszkania.

Często przychodziła do nich mieszkająca obok postać w jasnych włosach. Czuł lęk za każdym razem, gdy tylko się pojawiała. Wszystkie jego instynktu mówiły mu, że od niej należy się trzymać z daleka. Widział w jej spojrzeniu czające się w niej zło i często chciał o tym ostrzec swych domowych przyjaciół, ale oni nie chcieli tego słuchać.

Gdy obudził się ze swej czwartej tego dnia drzemki, podbiegł do swej miski, by napić się wody. Zerknął na miskę obok, w której znajdowało się mięsko w jakimś sosie, ale powąchał je tylko i stwierdził, że zje to później. Teraz ma ochotę się wysiusiać.

Przebiegł przez salon i zatrzymał się na chwilę przy ogromnym lustrze, pokrywającym całą ścianę holu wejściowego. Popatrzył chwile na nie, dostrzegając swe odbicie. Nie potrafił wyjaśnić tego, co w nim widzi, a widział niedużego, czarnego czworonoga – takiego jak on sam, tego się domyślił. Nie wiedział dlaczego ten drugi zachowuje się dokładnie tak samo, jak on, ale też już dawno przestał się nad tym zastanawiać. Zabawa z nim była nudna, a teraz chciał już bardzo załatwić swą potrzebę. Zaszczekał więc donośnie, a drzwi zdecydował się mu otworzyć tym razem najmłodszy mieszkaniec domu, który pożegnał go porządnym zamachnięciem nogą. Kopniak szczęśliwie nie doszedł do celu, a zadowolony piesek w końcu podbiegł szybciutko do drzewka, które obwąchał i podniósł swą tylną nogę.

Porozglądał się przy tym w około i dostrzegł, że pospał długo tym razem. Było już ciemno, więc nie zastanawiał się długo i z opróżnionym częściowo pęcherzem wyruszył na swą dzisiejszą wędrówkę. Zobaczył, że ta jasnowłosa, która tak często jest goszczona w jego domu, właśnie wyszła przed swój dom. Zmierzała w tym samym kierunku. Nie wiedział, że tylko do zaparkowanego na ulicy pojazdu. Spojrzała na niego swym lodowatym spojrzeniem i powiedziała do niego złowieszczo.

– Won!

Zrozumiał przekaz. Odwarknął, odprowadził ją wzrokiem jeszcze przez chwilę, odwrócił się i pobiegł przed siebie Dębową uliczką, w kierunku skraju osiedla i pobliskiego lasku.

Napotkał po drodze swoją przyjaciółkę, o krótkich łapkach i długiej linii. Zamerdała ogonkiem i ożywiona podniosła swą spiczastą główkę, zalotnie przyglądając mu się. Chciał się z nią pobawić, a może i coś więcej, ale była dziś na smyczy, a jej towarzysz już raz celnie zamachnął się nogą w jego stronę. Pamiętał ten ból i nie chciał do tego wracać więcej. Biegł dalej.

Przy kolejnej uliczce natknął się na dwójkę dwunożnych spacerowiczów, trzymających się w objęciu. Zastanawiał się, czy im tak wygodnie iść ze sobą. Co chwilę przybliżali do siebie swe twarze, a ten wyższy mocno ściskał dłonią uwypukloną, dolną część ciała tej niższej. Nie rozumiał tego, ale czuł od nich coś dobrego. Jednak tu też nie znalazł nic ciekawego więcej, więc ruszył dalej w swą przygodę.

W pobliżu lasku mieszczącego się na skraju osiedla coś zmieniło się w otoczeniu, stało się ono nieprzyjazne. Dostrzegł nietypową postać, wyróżniającą się na tle innych dwunogich w jego otoczeniu. Była bardzo mroczna z wyglądu, a z dużej odległości wyczuwał bijące od niej zło. Zatrzymał się i obserwował, jak nowa postać zachodzi od tyłu bezszelestnie inną długowłosą osobę. W skupieniu widział, jak chwyta jej twarz dłonią i wciąga siłą do ciemnego zaułka pomiędzy budynkami. Podbiegł bliżej i zatrzymał się przy krzaczku, który obwąchał. Podniósł ponownie nogę, a w tym czasie obserwował jak mroczna postać zanurza się swą twarzą w szyi tej długowłosej. Usłyszał przy tym jej ostatnie zdanie, wyrzucone cichym tchnieniem:

– Darku, to Ty?

– Przepraszam, nie potrafię tego zatrzymać – opowiedział ten mroczny równie mrocznym głosem i zanurzył się ponownie w swej uczcie.

Nasz bohater nie zrozumiał nic z tego, ale czuł, że długowłosa jest krzywdzona i postanowił jej pomóc. Rzucił się ze szczekiem na przerażającą postać, ale to, co dostrzegł następnie sprawiło, że odskoczył w tył skomląc i zaczął uciekać.

Mroczna postać rozwarła swą paszczę, ukazując długie i ostre kły ociekające krwią, a jego oczy jarzyły się czerwonym blaskiem. Uciekając odwrócił się jeszcze w ich kierunku i zatrzymał się. Dostrzegł jak mroczny unosi długowłosą w górę na rękach i błyskawicznie przemieszcza się w kierunku lasu. Nigdy nie widział nikogo, kto poruszałby się tak szybko i tak cicho. Wiedział już, że to kolejny dwunożny, od którego należy się trzymać z daleka.

Miał te szczęście, że nie potrzebował nigdy się dłużej zastanawiać nad czymkolwiek, więc ruszył dalej. Jakkolwiek poczuł, że wystarczy wrażeń na dziś i zapragnął poczuć się bezpiecznie w swym ciepłym kojcu, w jego domu. „Czas wracać” – stwierdził i tak uczynił.

Po drodze powrotnej do swego domu napotkał kolejną koleżankę, która była większa od niego i pachniała dziś tak cudownie. Zapomniał o wszystkim i z konkretnym zamiarem podbiegł do niej merdając swym ogonkiem. Nie odczuł zakazu zbliżania, więc nie zastanawiając się przeszedł do czynu. Z przyzwoleniem koleżanki wykorzystał ten wspólny czas należycie. Nie wie jak długo to trwało. Uszczęśliwiony po wszystkim pożegnał się z koleżanką, tak jak na samca alfa przystało – czyli bez słowa – i ruszył biegiem do kojca.

Blisko swego domu zobaczył podjeżdżający pod dom jasnowłosej sąsiadki wehikuł. Podbiegł się temu przyjrzeć. Wiedział, że to ostatnie wrażenia na dziś, po czym pójdzie spać. Pojazd zatrzymał się na tylnym podwórzu za domem sąsiadki, a nasz czworonożny bohater obiegł go z drugiej strony i zatrzymał się przy drzewku rosnącym na skraju posesji. Widział jak jasnowłosa wyciąga z pojazdu bezwładną postać. Czuł, że tu również dzieje się coś niedobrego, ale chyba już stracił tym swoje zainteresowanie. Za dużo na dziś. Spojrzał jeszcze na nią, jak wciąga za ręce kolejną postać do wnętrza jej domu tylnymi drzwiami, raz jeszcze podniósł nogę, by opróżnić swój pęcherz całkowicie i ruszył w kierunku swego domu.

Drzwi wejściowe zamknięte – nic nowego. Podbiegł od tylnej strony budynku i przez uchylone małe okienko piwniczne wskoczył wprost na stół stojący tuż pod oknem, we wnętrzu jego domu. Ze stołu na krzesło, z krzesła na podłogę, następnie schodkami na górę i do miski z wodą. Po napiciu się zjadł też smaczne mięsko w niepotrzebnym sosie i z zaspokojonymi w pełni wszelkimi potrzebami udał się do swego upragnionego już kojca, w którym sprawnie zapadł w sen.

Nie spał spokojnie. Śniły mu się różne upiorne postacie, które chciały go złapać i zrobić mu krzywdę. Uciekał przed nimi całą noc, by obudzić się z trudnym do wydobycia szczekiem, w momencie gdy zobaczył przed sobą ogromne, czerwone i jarzące się oczy…

Koniec!


<< 6. „Supergirl” <<

>> 8. „Wieczór kawalerski” >>


Opowieści na dobranoc