Przejdź do treści

Opowieści na dobranoc (6) – „Supergirl”

– Mojemu pudlowi śmierdzi z pyska – usłyszała od kolejnego klienta.
– Psy zazwyczaj upodabniają się do swych właścicieli – odpowiedziała natychmiastowo z niekrytą satysfakcją.

Lena przez wiele miesięcy blokowała się w swych wypowiedziach, próbując być miłą i usłużną pracownicą sklepu zoologicznego. Tym razem wypaliła bez zastanowienia, przez co straciła swą kolejną pracę. Ten starszy, spocony i śmieszny człowieczek poskarżył z miejsca na nią kierownictwu, które nie dało jej szansy. Nie prosiła też o nią, a wypowiedzenie przyjęła bez protestu, z pewną dozą obojętności. Miała już dosyć tej pracy. Z jednej strony pokochała te wszystkie stworzenia zamieszkujące przechodnio jej byłe już miejsce pracy, ale z drugiej strony nigdy nie potrafiła poczuć i oddać ciepła ludziom odwiedzającym sklep. Denerwowali ją, szczególnie gdy zadawali niekończące się serie pytań. Jej pracą było im odpowiadać, ale nienawidziła tego i gdy już opuszczała sklep poczuła ulgę.

Był słoneczny, wiosenny dzień, który nastrajał optymistycznie i też z takim nastawieniem Lena odgarnęła za ucho swe ciemne włosy i ruszyła przed siebie, by znaleźć najbliższy bar. Czas uczcić rozpoczęcie nowego rozdziału w jej życiu porządnym drinkiem. Nie przejmowała się tym, że jest dopiero południe – w tej chwili nie przejmowała się niczym.

Ubrana w czarne obcisłe spodnie oraz białą bluzeczkę z napisem „KISS MY” i obrazkiem osiołka pod tym zacnym hasłem, weszła do pobliskiego Pubu „Pełna Beczka”. Tuż przed barem przykucnęła, by zawiązać sznurowadło jej prawego Conversa, po czym usiadła przy barze, zawiesiła na oparciu krzesła swą grafitową torebkę i zamówiła wódkę z colą, którą następnie sączyła przez słomkę rozmyślając.

Wiedziała, że jest jeszcze młoda i że tak naprawdę nic nie straciła. Uważała, że mając 25 lat w cale nie trzeba już wiedzieć wszystkiego, tym bardziej tego, jak ma wyglądać jej całe życie. W cale też nie chciała tego wiedzieć i nie chciała też uwiązać się z jednym miejscem na stałe. Traktowała swoją pracę bardzo tymczasowo i po dzisiejszym zdarzeniu poczuła wyjątkową swobodę. Nie martwiła się o przyszłość. Żyła dniem dzisiejszym i nie zatrzymywała się nad tym, co już było, a tym bardziej nad tym, co przed nią. Uważała, że wyobrażenia o przyszłości to nic więcej, jak tylko wyobrażenia – iluzja umysłu, która nigdy nie znajdzie pokrycia z rzeczywistością, a najpiękniejsze chwile jej życia dotychczas przychodziły same, niezaplanowane. Błyskawicznie też przeszła do porządku dziennego po utracie pracy, wspominając jedynie z uśmiechem tępą minę jej ostatniego klienta.

Była pewnego rodzaju buntowniczką, która nie odnajdywała się w żaden sposób w narzuconym przez świat systemie, jak to zwykła była nazywać – ucz się, pracuj, załóż rodzinę, wychowaj dzieci, choruj, lecz się i zdechnij… I następny… I następny… Z trudem przychodziło jej patrzenie na to, jak ludzie w około radośnie i żałośnie płyną w tej samej rzece, której prąd narzuca wszystkim tą samą trasę. Uznała to za największą paranoję świata, gdyż w jej oczach każdy ma przed sobą coś swojego, wyjątkowego i niepowtarzalnego, ale nie każdy ma odwagę po to sięgnąć. Ona się wychyliła, wyszła z rwącej rzeki i dzięki temu w bardzo młodym wieku stała się osobą samodzielną i niezależną, a przy tym w pełni wolna. Wolna od lęków, co kto powie lub pomyśli oraz wolna od trosk niepewności materialnej. Wiedziała, że znajdzie kolejną pracę i bez względu na to, jak miałoby być dalej dobrze czy źle to i tak przejdzie przez wszystko z podniesioną głową. Po prostu przejdzie przez to i tego dnia czuła się z tym wspaniale.

Trzy krzesełka obok niej usiadł wyglądający dosyć młodo człowiek. Zamówił piwo dla siebie, po czym na krótką chwilę spojrzeli sobie w oczy. Dostrzegła w nich smutek, co ją zniechęciło. Tego dziś jej nie potrzeba. Jednak nie zniechęciło to jej nowego sąsiada, który przysunął się bliżej i przedstawił:
– Cześć, jestem Adam. Jak się miewasz?
Zabrzmiał bardzo przyjaźnie, przez co wrażenie bijącego od niego smutku ulotniło się i odpowiedziała swobodnie:
– Cześć, jestem Lena. Wyrzucili mnie właśnie z pracy i świętuję. Strzelam w ciemno, że i ty na bezrobotnym…
– A tak, kilka miesięcy temu skręciłem tu kostkę, przez co stałem się zbyteczny, a może bezużyteczny i po zwolnieniu lekarskim czekało na mnie wypowiedzenie. Do dziś nie znalazłem kolejnej – odpowiedział Adam, wybielając fakty. Wypowiedzenie otrzymał po powrocie ze zwolnienia lekarskiego do pracy w stanie totalnego sponiewierania całonocną imprezą z pewną blond przygodą, ale w końcu to nie „Chwila prawdy”. Zachował to dla siebie.

Lena poczuła się dobrze w towarzystwie Adama, a Adam ostatnimi czasy czuł się dobrze po prostu w towarzystwie. Tak oto ta dwójka rozpoczęła swą znajomość od konkretnej imprezy w znanym nam już pubie, gdzie pili na zmianę piwo i drinki, czasem urozmaicając czystą; grali w bilarda, oglądali mecz piłki nożnej, wychodzili zapalić papierosa i rozmawiali już szczerze i otwarcie, o wszystkim i o niczym. Przeżyli obydwoje niesamowity dzień beztroski, wynikający głównie ze stanu upojenia alkoholowego – w tamtym momencie mieli wszystko, czego im mogłoby być potrzeba.

Jednak wszystko też ma swój kres i około godziny 20.00 Lena poczuła zmęczenie i znużenie. Nie miała siły na nic. Zapragnęła wrócić do domu i położyć się spać. Pożegnała się z Adamem, który niespecjalnie przejął się jej odejściem. Miał swoje piwo, zrozumiała to na swój sposób.

W drodze do domu z uśmiechem dostrzegła, że nie idzie zbyt prosto, a mijający ludzie schodzą jej z nutą pogardy z drogi. Nie przejmowała się tym, śmiała się z nich. Przeżyła naprawdę znakomity dzień i na ten moment zabrakło jej jedynie… Papierosa.

Przegrzebała swą torebkę, ale nie znalazła w niej paczki. Weszła więc do sklepu nocnego, mieszczącego się na jej osiedlu i zatrzymała się przed zawieszonym przy sklepowej kasie plakatem „Wielka Loteria – Kumulacja 68 mln…”. Zamówiła przy kasie Marlboro Lights i pod wpływem impulsu poprosiła o jeden zakład loterii z losowymi liczbami, który wsunęła do torebki. Zapłaciła starszej pani sprzedawczyni, wyszła ze sklepu i odpaliła papierosa, który sprawił, że jeszcze bardziej zapragnęła łóżka. Zgasiła przed drzwiami klatki schodowej jej bloku, weszła na I piętro, otworzyła drzwi mieszkania i gdy tylko przeszła przez próg siły opuściły ją całkowicie. Zamknęła drzwi, doczołgała się do łóżka i zasnęła w ubraniu.

Miała wspaniały sen. Śniło jej się, że nie ma przed nią żadnych przeszkód i blokad, a jej możliwości są nieograniczone. Śniło jej się, że jest szczęśliwa i spełniona, że ma wszystko, może wszystko i w takim też stylu żyła przez te kilka chwil błogiego snu… Supergirl…

Obudziła się z ogromnym bólem głowy. Już dawno nie czuła się tak paskudnie. Wspomnienie snu ulatywało i z wisielczym humorem rzuciła sobie w lustro: – Ty to masz sny.

Wzięła kąpiel, zaparzyła kawę i usiadła przy kuchennym stole. Próbowała zebrać w całość wczorajszy dzień, aczkolwiek doszła szybko do tego, że nie wydarzyło się nic, czego mogłaby żałować, więc zostawiła ten wątek. Wzięła torebkę, by wyjąć z niej paczkę fajek i jej oczom ukazał się kupon z loterii. Odpaliła papierosa i patrzyła hipnotycznie na kupon, który obudził w niej wciąż świeże wspomnienia minionego snu.

– Czyżby? – wyszeptała w pustkę.

Uruchomiła szybko internet w telefonie, wystukała w wyszukiwarce wynik loterii i oto przed nią ukazały się świeżo wylosowane liczby: 4, 5, 13, 16, 23, 44.

Ukazały się one przed nią podwójnie i odczytywała w tej chwili na zmianę z niedowierzaniem raz te w telefonie, raz te na kuponie. Odczytała je jeszcze wiele razy, gdy w końcu doszedł do jej świadomości ten niebywały fakt – wygrała 68 mln!

Zaczęła skakać i tańczyć na zmianę, śmiać się w głos i płakać z radości jednocześnie. Jej serce biło szalenie, jakby chciało się wyrwać z jej piersi i tańczyć razem z nią. Trzęsła się cała, a ten zmasowany pokład energii, który się w niej pojawił, miał wystarczyć na wiele dni, wiele tygodni, a może i miesięcy.

Lena raz jeszcze tego przedpołudnia spojrzała na swoje odbicie w lustrze, które trzymała teraz w objęciach i pewna siebie powiedziała donośnie z obłędnym uśmiechem:

– Przedstawienie czas zacząć!

Cdn.


<< 5. „Nowe życie” <<

>> 7. „Spacerek” >>


Opowieści na dobranoc