Jesienne słońce przebijało się przez wciąż obfitą szatę dzikiego i gęsto obsadzonego grądu, tworząc zjawiskowe smugi światła, przypominające promienie jak z baśniowego malowidła. Ten zmieszany różnym gatunkiem drzew las właśnie dziś tworzył taki baśniowy obraz, a w jego środku znalazł się nasz bohater dzisiejszej opowieści.
Darek szedł poprzez dziko porośniętą ziemię, mijając kolejne drzewa i przedzierając się poprzez liczne krzewy. Nie zważał na nie. Nie był dziś odpowiednio ubrany na piesze wędrówki, ale teraz pragnął panującego tu spokoju przede wszystkim, a noszący się w około ptasi śpiew wraz z otaczającą go urokliwą przyrodą miał przynieść mocno pożądane ukojenie jego roztrzęsionym emocjom.
Nie chciał być wobec niej tak podły. Ubrał się specjalnie dla niej w białą koszulę i jasne spodnie, by wspólnie pospacerować po gwarnych ulicach, wciąż obstawionych i wypełnionych po brzegi ogródkami piwnymi wszelkiej maści barów i restauracji. Jednak nie rozumiał dlaczego wciąż ona opłakuje tamtego snoba. Wspomnienie tamtej tragikomicznej śmierci w leśnym domku za każdym razem przywoływało uśmiech na jego twarzy, ale patrzenie na jej żałobę doprowadzało go do wściekłości. Wiedział, że przeżyła to wszystko bardzo dotkliwie. Nie chciał jej skrzywdzić ponownie, a jednak to zrobił i tym razem powiedział zdecydowanie za dużo, za co dostał w twarz. Wymierzony policzek zapiekł siarczyście, jednak prawdziwy ból poczuł widząc jej pełne łez spojrzenie, mówiące bez wątpliwości, że oto właśnie zabił ją. Nie dosłownie, ale z jej ciepłych uczuć do niego w tamtej chwili już nic nie zostało. Był tego pewien.
Nie potrafił nic więcej na to odpowiedzieć, uznał też, że wszystko już zostało powiedziane. Wyjechał więc możliwie najszybciej poza miasto, zostawiając ją oraz cały ten miejski zgiełk na rzecz panującego w leśnych ostępach spokoju. Jego leśna wędrówka, która rozpoczyna naszą dzisiejszą opowieść była pełna wspomnień oraz nie chcącego opuścić go żalu i poczucia winy.
Nie zdawał sobie sprawy z tego, jak długo już trwa ta wyprawa. Z jego rozmyślań wyrwało go spostrzeżenie panującej w około ciszy. Ucichł śpiew ptaków i wszelkich leśnych odgłosów. Uświadomił sobie, że nie słyszy zupełnie nawet najmniejszego szumu drzew. Nie czuł też zupełnie powiewu wiatru.
Nie wiedział gdzie się znajduje, nigdy nie zaszedł tak daleko podczas dotychczasowych wędrówek. Nie wiedział gdzie zostawił samochód, stracił całkowicie orientację w terenie. Z myślą, że wszystko ma swój kres, ruszył w dalszą wędrówkę, licząc, że prędzej czy później las się skończy i odnajdzie drogę do domu. Szedł kolejną godzinę i faktycznie odnalazł ścieżkę prowadzącą go na kraniec lasu.
Wchodząc na ścieżkę poczuł się bardzo zaniepokojony, ale jednocześnie przedziwnie podekscytowany. Las przerzedzał się, a jego oczom ukazał się prześwit na polanę z nieokreślonym jeszcze dla niego zabudowaniem.
Czuł lęk, nie potrafił go określić, ale niecodzienna u niego ciekawość wzięła górę nad wszystkim innym i zmierzał wprost na wolną od drzew przestrzeń, na której ukazał się przed nim dom, przypominający swą budową nie duży średniowieczny zamek. Nie wierzył własnym oczom, przecież znał dobrze okolice swego miasteczka. Wiedział dokładnie wszystko również o miejscach, których dotychczas nie zdążył odwiedzić, czytał i rozmawiał dużo o tym. I oto przeżył swoisty szok, gdyż stojąca przed nim budowla z kamienia z pewnością zasługiwała na wszelką uwagę, a dałby sobie uciąć rękę, że nikt o niej nic nie wie.
Pomiędzy dwiema zewnętrznymi wysokimi wieżami po środku budynku znajdowały się drewniane drzwi wielkości bramy. Podszedł do nich, jakby wiedziony przez niewidzialną smycz, a w głowie pojawiła mu się dosyć obca myśl, nakazująca mu przejść przez zamknięte przed nim wrota. Jak zahipnotyzowany otworzył drzwi i przeszedł przez próg wprost do obszernego holu. Drzwi zatrzasnęły się za nim, a włosy zjeżyły mu się na całym ciele. Poczuł przenikliwy chłód. W panującym półmroku dostrzegł poboczne korytarze, prowadzące do nieznanych mu komnat. Przed nim ukazywały się majestatyczne schody prowadzące w obie strony do pomieszczeń górnego piętra. Wszystkie okna zasłonięte były ciężkimi kotarami, zatrzymującymi skutecznie dopływ dziennego światła do wnętrza budynku.
– Halo!? Jest tu ktoś? – krzyknął nieśmiało, a tuż obok niego wręcz znikąd nadeszła odpowiedź :
– Jestem! …
Przewrócił się z wyjątkowo silnym odrzutem w momencie, gdy usłyszał głos i odwrócił się w jego kierunku, bo oto przed jego oczami ukazała się na pierwszy rzut oka wyjątkowa upiorna postać. Jakby zobaczył samą śmierć we własnej osobie. Serce waliło mu jak szalone ale chwilowe wrażenie ulotniło się błyskawicznie i oto w tej chwili już stała przed nim szczupła i zjawiskowo piękna, młoda i niesamowicie ponętna kobieta. Dostrzegł niespotykaną bladość i gładkość jej cery, a jej kruczoczarne włosy i ciemne oczy zafascynowały go w pełni. Ubrana była w czarną długą suknię z tiulem, a jej górę spowiła równie czarna szata przypominająca pelerynę.
Poczuł zakłopotanie podnosząc się z zimnej, kamiennej podłogi i w momencie gdy z głupkowatym uśmiechem chciał już się odezwać, by wytłumaczyć swoją obecność w tym miejscu ona położyła lodowaty palec wskazujący na jego ustach, dając jasno znać, by nic nie mówił. Patrzył wprost w jej oczy, a ona przemawiała do niego w myślach. Poprowadziła go do komnaty w prawym korytarzu budynku, w której znajdowało się wielkie gotyckie łoże z baldachimem. Darek nie wiedział dlaczego, nie wiedział jak, nie rozumiał nic z tego, co się dzieje. Był w tym momencie tak zauroczony młodą kobietą, że nie zważał też już na nic. Odkąd wszedł na ścieżkę prowadzącą na polanę czuł się… Magicznie! Tak, to właściwe określenie, a magia ta właśnie przywiodła go do tego oto łoża, które ewidentnie oczekiwało na niego i tą piękną, niesamowicie zmysłową kobietę. Podnieciła go samą swoją obecnością tak bardzo, że jego myśli krążyły już tylko w okół jej ciała. Czuł, że ona pragnie tego samego.
Rzuciła go na łoże. Podciągając swą suknie usiadła na nim i bardzo sprawnie doprowadziła go do pełnego zbliżenia. Był w niebie, nigdy dotąd nie czuł takiej rozkoszy. Wszystkie jego zmysły oszalały w tej gorącej, miłosnej grze, a gdy zbliżał się szybki koniec jego uniesienia pierwsze wrażenie z tego mistycznego spotkania powróciło znienacka i jego serce stanęło. Siedzący na nim okrakiem i przypominający w tej chwili gnijącego umarlaka upiór odchylił jego głowę i wbił się gwałtownie zębami w jego szyję. Darek był bezsilny w tym bolesnym i brutalnym uścisku. Dławiąc się własną krwią, biernie przyglądał się temu, jak skutecznie ulatuje z niego życie. Już nic nie czuł, w oczach zaczęło mu ciemnieć. Przestał widzieć, przestał słyszeć, przestał oddychać…
Obudził się. Otworzył oczy i rozejrzał się w około siebie. Nie wiedział jak długo nie było go. Znajdował się nadal w upiornym domu. Leżał na swym ostatecznym łożu, lecz już nie czuł lęku. W zasadzie czuł się niesamowicie dobrze – po raz pierwszy poczuł, że zupełnie nic go nie boli, nic nie dolega i nic nie ma znaczenia. Dotknął swej szyi – cała. Jedynie czuł głód, ale zupełnie inny niż znany mu dotychczas. Ten był nowy, bliski pragnieniu i w tym momencie nie wiedział jeszcze jak go zaspokoić.
Przed łożem stała piękna kobieta, jej upiorne oblicze już przestało istnieć w jego nowym świecie. Była bardzo seksowna i zapragnął jej znowu, jak niczego więcej nie pragnął dotychczas. Jednak nie była sama. Obok niej stał dostojnie bardzo przystojny mężczyzna w nieokreślonym wieku. Był masywny i wysoki. Ona wyglądała przy nim jak kruszynka. Darek zrozumiał, że sam też z pewnością tak wygląda przy nim. Z zaciekawieniem i wyczekiwaniem przyglądał się nowej postaci. Na ramiona spływały mu czarne, gęste i proste włosy, a jego twarz z równie czarnym zarostem nic nie zdradzała. Ubrany na czarno patrzył przenikliwie wprost na Darka, a pierwsza ciszę przerwała kobieta:
– Panie, oto Twój nowy sługa.
– Dziękuję Klaudio – odpowiedział ponuro Pan, po czym zwrócił się władczo do swego nowego sługi – Długo kazałeś na siebie czekać psie! Wstawaj i chodź za mną. Masz zaszczyt wypełnienia mej misji. Za jej powiedzenie czeka cię nagroda, a za porażkę wieczne cierpienie.
Do Darka powróciło przerażenie. Chciał uciekać, jednak nie był w stanie oprzeć się woli swego nowego władcy. Pokornie i bez słowa poszedł za swym panem…
Cdn.