Miasteczko Szkarłatne Wzgórze swoją nazwę wzięło od zapierającego dech w piersiach jesiennego pejzażu, rozciągającego się w szerokiej panoramie całego obrzeża miasta. Prawdziwy urok tego miejsca dostrzeżecie stojąc na zabudowanych wzniesieniach miasteczka, skąd w blasku jesiennego słońca można podziwiać niespotykanie krwistą szatę otaczających Szkarłatne Wzgórze i sięgających po horyzont lasów.
Liczące około 50 tysięcy mieszkańców miasteczko od początku swego istnienia do dnia dzisiejszego żyje swoim własnym i spokojnym tempem, ciesząc się wolnością od typowego dla dużych miast zgiełku i ciągłej gonitwy. Wydawać się może, że poza wyjątkowym krajobrazem nic tu więcej nie znajdziecie wyjątkowego i choć do tej pory nikt z mieszkańców nie zwrócił na to jeszcze uwagi, to miasteczko Szkarłatne Wzgórze jest stałym świadkiem dziejących się w nim serii niewiarygodnych zdarzeń. Jakby nad mieszkańcami krążyła niewidzialna siła, szukająca stale kolejnej ofiary swego wyszukanego, groteskowego żartu.
Przy jednej z głównych ulic Szkarłatnego Wzgórza mieści się do dziś mało popularny pub, który swoje lata świetności ma już za sobą i żyje stałą nadzieją na ich powrót. Pub ten odwiedzany jest zazwyczaj przez nieliczne męskie grono, szukające relaksu i chwili zapomnienia od swych codziennych trosk. Można tu obejrzeć mecz, zagrać w bilarda, piłkarzyki lub rzutki, ale najchętniej odwiedzający korzystają z niekończącej się beczki piwa, które też dało miejscu naszej dzisiejszej historii dumną nazwę „Pełna Beczka”.
Adam siedział już dosyć otępiały na wysokim stołku przy barze pubu nie wypuszczając z ręki kufla z zimnym Heinekenem. Mimo ciepłego wieczoru ubrany był w granatową bluzę z kapturem i ciemne dżinsy. Spoglądał w telewizor na nic nie znaczące dla niego zawody lekkoatletyczne, czasem zagadując również do przyjaznego barmana. Minęły już trzy lata od przygody jego życia nad jeziorem, ale wciąż nie zaznał spokoju po tych nadzwyczaj popieprzonych w jego ocenie wydarzeniach. Nie mógł i nadal nie może pogodzić się z tamtą, tak szybką utratą swej pięknej, a na swe obsesyjne rozmyślanie o niej znalazł ten sam lek, który już od szkoły średniej przynosił mu ukojenie na wszelkie inne bolączki jego życia. Nie zdawał sobie sprawy zupełnie z tego, że jego lek równocześnie karmi jego obsesję, ale tego wieczoru był daleki od tego typu rozważań
Od mazurskich wydarzeń rozsmakował się w okazjonalnych przygodach miłosnych na jego dosyć regularnych pijackich eskapadach, ale nadal lubił samotność i nie szukał na siłę towarzystwa. Lubił też piwo i w momencie, gdy rozpoczynał właśnie szósty kufel tego złotego napoju został zaczepiony…
– Mogę się przysiąść? – ten słodki głos należał do szczupłej i wysportowanej blondynki, która właśnie uśmiechała się do niego i bez oczekiwania na odpowiedź usiadła obok.
– Proszę – odpowiedział zakłopotany i kątem oka obserwował swoją nową towarzyszkę jak składa dosyć niespotykanie w tym miejscu zamówienie u barmana na podwójne Martini.
– Cześć, jestem Ania. Jak mija Ci wieczór? – uśmiechnęła się do niego ponownie.
– Adam, jest dobrze – odpowiedział spoglądając w jej odkryty dekolt, który sprawił, że wyraźnie ożywił się. – Co Ciebie tu sprowadza? – dodał szybko, podnosząc wzrok na jej ładną buzię. Jego dotychczasowe wspomnienia ulotniły się błyskawicznie. Z krążącym sprawnie w żyłach alkoholem nie blokował się spojrzeć raz jeszcze w jej uwydatniony biust. Zszedł niżej przyglądając się opiętej na piersiach i płaskim brzuchu grafitowej bluzeczce na ramiączka oraz opinającym się na krągłych biodrach i udach jasnym dżinsom. Zapragnął jej, poczuł pożądanie z mocą, której dawno nie czuł.
– Osiem miesięcy temu opuścił mnie mąż, mieszkam sama i nie chciałam dziś już spędzać kolejnego sobotniego wieczoru w tym pustym domu przed telewizorem – odpowiedziała widząc wzrastające zainteresowanie jej osobą. Adam rzucił ze szczerym poruszeniem „Przykro mi” i dołożył krótki monolog, jakie to życie bywa okrutne, chcąc przy tym również pocieszyć siedzącą obok seksowną kobietę jakimś głupim frazesem, że nie wszyscy faceci są tacy sami.
Ania uśmiechnęła się na to uroczo i patrząc mu głęboko w oczy dosyć pewnie zagadnęła po chwili:
– Słuchaj… Myślę, że jesteś w porządku. Wiem, że dopiero się poznaliśmy, ale może… Przenieśmy się do mnie. Mam pełny barek, nie zabraknie nam nic na tą noc, a czuję, że może to być niezapomniana noc. Nie chcę być dziś samotna, a ty wydajesz się taki uroczy i podobasz mi się. Chcę poznać cię dziś bardzo blisko – dodała zalotnie, nie tracąc zupełnie czasu.
– Jasne – odpowiedział jak zahipnotyzowany z jeszcze trochę udaną obojętnością, a w myślach już całował i dotykał po całym ciele swą zmysłową kompankę nadchodzącej nocy. „Ależ dziś mam farta” – pomyślał wesoło i zauważył dodatkowo, że jest od niego wyraźnie starsza. To tylko pobudziło w nim jeszcze mocniej już i tak żywą wyobraźnię.
Ta dwójka ucieszyła się równie mocno z takiego obrotu spraw. Z każdą chwilą jasne stawało się, że nie mają przed sobą żadnych blokad. Ich rozmowy stawały się coraz bardziej bezpośrednie, a gdy poczuł jej dłoń na swym udzie, nie krępował się objąć jej w talii i położył swą dłoń na jej biodrze. Szybko dopili swoje trunki i udali się do wyjścia. Tu Adam jednak poczuł niepożądany w tym momencie efekt szybkiego spożycia kolejnego piwa i upadł, gdy tylko stawiał swój chwiejny krok na pierwszy z raptem pięciu schodków prowadzących na główną ulicę. Jak mógł akurat teraz, dziś, w tak gorącym momencie nie trafić na schodek? Skręcona kostka – wiedział od razu. Bolało jak diabli. Zaklął niewyszukanie. Siedząc na chodniku ściskał bolące i puchnące miejsce z nadzieją, że jakimś cudem ból ustanie.
Spojrzał w górę na Anię, która nie była zainteresowana udzieleniem mu jakiejkolwiek pomocy. Jej aura uległa zmianie, poczuł chłód bijący od niej i takim też tonem powiedziała:
– Nie mam na to czasu, to stało się zbyt skomplikowane. Nawet nie wiesz, jakie masz szczęście – dodała z wyrazem twarzy nie ukazującym jakichkolwiek emocji i opuściła go błyskawicznie. Ania udała się na swoje dalsze polowanie, mające na celu zaspokojenie jej stale rosnącego nietypowego głodu, a totalnie zdezorientowany Adam zadzwonił po pogotowie. Otrzymał swą pomoc, po czym z usztywnioną już w kostce nogą zasypiał w swym pokoju rozmyślając. Nie czuł się szczęśliwcem, a jedynie czuł żal do całego świata za swój przeklęty los i nieopuszczający go życiowy pech. Który to już raz w jego życiu przecież miało być zupełnie inaczej…
Dwa dni po zdarzeniu Adam przeglądał w internecie lokalne wieści z jedynego w miasteczku portalu informacyjnego. „Szkarłatne Wiadomości” wiały zazwyczaj nudą i tym razem nie było inaczej. Od niechcenia przeczytał o zaginięciu w nocy z soboty na niedzielę i trwających ponad dobę poszukiwaniach jakiegoś mężczyzny w średnim wieku. Ostatnio widziany był w okolicach klubu sąsiadującego z jego ulubionym pubem. „Pewnie trzeźwieje gdzieś w krzakach” – roześmiał się w myślach Adam i wyłączył laptopa. Gdyby doczytał dalszą treść, dowiedziałby się, że jest to jedno z czterech odnotowanych i trwających do dziś zaginięć mężczyzn w jego mieście na przestrzeni ostatnich pięciu miesięcy. Nie mógł wiedzieć, że ten artykuł świadczył o tym, że przynajmniej jedno z naszej dwójki dzisiejszej opowieści osiągnęło swój cel w noc ich spotkania w tym mało popularnym pubie. Adam nadal nie czuł się szczęśliwcem.
Koniec!