Obudził się całkowicie zdezorientowany. Na dzień dobry przywitał go chłodny widok surowych ścian w białym kolorze i niewielkie okno na wprost jego posłania, na którym się właśnie znajdował.
Zawieszone na wysokości około dwóch metrów okienko było zakratowane i wpuszczało do pomieszczenia skromną smugę dziennego światła, które jako jedyne rozjaśniało jego celę, jak sam to określił. Był przekonany, że znajduje się nieznacznie pod ziemią.
Szybko stwierdził, że nazwał swoje pomieszczenie właściwie, odkrywając, że nie może się poruszać. Leżał w białej pościeli na wznak, przewiązany do szpitalnego łóżka kilkoma pasami, ograniczającymi do minimum jego ruchy. Ręce miał przywiązane oddzielnie do poręczy łoża, jakby psią obrożą. Takie przyszło mu pierwsze skojarzenie.
Nie potrafił odpowiedzieć sobie na pytanie, jak się tu znalazł i dlaczego. Jeszcze przed chwilą znajdował się w dużym domu, który tętnił życiem jego… Rodziny?
„Czy ja mam rodzinę?” – zapytał siebie w myślach.
Zaczął składać do kupy strzępy pamięci.
Jak flesze, w jego umyśle zaczęły pojawiać się obrazy. Dosyć świeże, a jednocześnie wręcz nieuchwytne.
Jeszcze wczorajszego wieczoru był przy salonowym stole wraz z siedzącą na przeciwko niezwykle sympatyczną kobietą, która bardzo starała się być miła i dbała, jak mogła o taki właśnie przebieg ich wspólnej kolacji. Jej bujne blond włosy podkręcały się przyjemnie dla jego oka na wysokości jej ramion. Była stale uśmiechnięta i nazywała go mężem. Tak, był tego pewien, że właśnie tak do niego mówiła.
Obok niego po prawej stronie siedział chłopiec w wieku około czterech lat, który dłubał widelcem w talerzu z pokrojonym schabem w sosie, opiekanymi ziemniakami i surówką.
Jego umysł przytoczył błyskawicznie zapach tej strawy i poczuł ucisk w żołądku. Był bardzo głodny. Wspomnienia nie ustępowały.
Po jego lewej przy stole siedziała nastoletnia dziewczynka, która wydawała się wciąż dzieckiem, a zachowywała się jak zbuntowana szesnastka. Spoglądała z pogardą w około, nie kryjąc swego niezadowolenia z jej obecnej sytuacji życiowej. Ubrana była dosyć prowokująco, w obcisłą bluzeczkę w białym kolorze i czarną kamizelkę skórzaną. Włosy i usta miała również w czarnym kolorze.
Pamiętał, że brał udział w tym wszystkim biernie, nie wiedząc zupełnie, co powiedzieć i jak się zachować.
Próbował przypomnieć sobie coś więcej, ale poza obrazem wspólnego posiłku nic więcej nie przyszło do niego we wspomnieniach.
Miał swą pewność, że to działo się właśnie wczoraj. Nie potrafił sobie przypomnieć nic poza tym, jak choćby imion jego rodziny, o której nie wie w zasadzie nic. Nie potrafił wyjaśnić, jak doszło do tego, że leży teraz w jakiejś celi, bez możliwości poruszenia się w jakikolwiek sposób. Próbował przez chwilę i uznał, że szkoda wysiłku.
– Pomocy – zawołał dosyć głośno zachrypniętym głosem. Chciało mu się pić, w ustach czuł fatalny skrzep śliny osadzony pomiędzy końcem języka, a gardłem, który wprawiał go w wyjątkowy dyskomfort przy tej i tak dosyć osobliwej sytuacji.
Nikt nie odpowiedział. Wsłuchiwał się w odgłosy otoczenia, ale tu panowała tylko cisza. Nie czuł lęku i stwierdził też, że w zasadzie jest bardzo spokojny, jak na swoją obecną sytuacje. Był pewien, że otrzymał porządną dawkę czegoś na uspokojenie, być może na sen i cokolwiek to było, nadal działało. Zaczął więc szukać dalszych odpowiedzi w swym umyśle.
Kolejnym obrazem, który przyszedł do niego była sytuacja z holu ich rodzinnego domu, gdzie tuż przy wejściu stało trzech rosłych i dosyć pokaźnie zbudowanych mężczyzn w białych ubraniach, a obok nich jego wczorajsza małżonka rozmawiała z niedużym facetem w eleganckim garniturze, który przypominał chochlika z baśni. Sympatyczna kobieta nie była już taka miła. Złożyła podpis na kartce papieru, co sytuacyjnie przypominało odbiór przesyłki od kuriera, po czym syknęła chłodno do małego diabełka w garniturze obok niej:
– Zabierzcie go i przyślijcie mi prawdziwego mężczyznę.
– Oczywiście, mademoiselle i przepraszamy za niedociągnięcie. To się nie zdarzyło dotychczas – odpowiedział niewysoki facet. Na jego twarzy widniał szeroki uśmiech, odsłaniający szereg dużych i śnieżnobiałych zębów, a z jego oczu tryskała nienawiść. Wspomnienie te, jak żywe poczuł w tej chwili całym sobą. Pamiętał, jak chciał uciec, ale trzech dryblasów błyskawicznie go dopadło i obezwładniło, podając mu coś przez wstrzyknięcie w szyję. To ostatnie, co pamiętał i też jedyne. Co było wcześniej? Co później?
Pustka.
Leżąc tak w otchłani nicości przez około godzinę, nagle usłyszał zgrzyt klucza w przekręcanym zamku drzwi obok jego łóżka. Do jego celi weszło dwóch dryblasów w białych ubraniach sanitarnych i chwycili za poręczę łoża, po czym wyjechali z nim z tego surowego pomieszczenia, na równie surowy korytarz prowadzący do…
Przekonał się o tym za chwilę. Wjechali do sali operacyjnej, w której oczekiwał już stół chirurgiczny, przygotowany do przeprowadzenia…
Zamarł.
Ewidentnie wszystko gotowe jest do operacji na mózgu. Jego mózgu. Obserwował z wytrzeszczonymi oczyma całe te widowisko i w końcu wyrzucił z siebie jednym tchem:
– Co wy robicie?
– Pani Zosiu, proszę zająć się pacjentem, by nie przeszkadzał nam w zabiegu – odpowiedział na to chirurg, przeglądający jeszcze dokumentacje medyczną, przed czekającą go pracą.
Pani Zosia przyłożyła mu do ust plastikową maseczkę z przewodem biegnącym do jakiejś medycznej aparatury i po kilku oddechach stracił możliwość mowy. Nie widział niczego już również, jego oczy zamknęły się same, jednak przeraził się nieziemsko, gdy poskładał do kupy cały tragizm swej obecnej sytuacji.
Oto miał pewność, że za chwilę przeprowadzą na nim jakiś zabieg chirurgiczny, czy też operację na mózgu. Łączył to ze wspomnieniami ostatniego wieczoru i wiedział, że czas na kolejny etap czegoś zupełnie niezrozumiałego, w czym mimowolnie bierze udział. Doskonale wiedział też, że nie obroni się przed tym już w żaden sposób, gdyż pani Zosia, anestezjolog, zadbała o to, by nie przeszkadzał chirurgowi. Jednak najbardziej zmroził go fakt, że nie zadbała o to jak należy. Wciąż słyszał. Wciąż czuł. Czy nikt tego nie widzi?
– Pacjent był cztery dni temu na pierwszym zabiegu, który nie przebiegł pomyślnie. Po raz pierwszy nam się to zdarzyło – rozpoczął swój monolog chirurg, który oczekiwał na to, aż pani Zosia poda kolejną dawkę leku już wprost do mózgu pacjenta. – No cóż, nikt nie jest doskonały. Na szczęście klient nie wycofał pieniędzy, a zażyczył sobie kolejny produkt, a w efekcie dziś temu wyjątkowemu pacjentowi zmienimy orientację seksualną. Kolejny klient zainteresował się nim na szczęście błyskawicznie. W sumie od początku było wiadomo, że pacjent nie będzie czekał za długo na swego odbiorcę. Ktoś tak przystojny i dobrze zbudowany zawsze będzie w cenie. Pomimo zwrotu, nadal przynosi niezły zysk. Za homoseksualizm cena rośnie. Dziś wczytamy pacjentowi w mózg zupełnie nowy program, przed którym trzeba będzie wyczyścić poprzedni, z defektem. Trochę zejdzie nam się dziś tutaj moi drodzy, także zabierajmy się już do pracy. Jest dużo do zrobienia, przed nami cała noc pracy.
„ Boże! Gejem? Jak to w ogóle możliwe? Pomocy! Proszę! Błagam!” – krzyczał pacjent w myślach z totalną rozpaczą na samą myśl o tym, co może go czekać, jakby tego, co przechodził właśnie teraz było jeszcze za mało.
Pacjent czuł podawany narkotyk uśmierzający wszelkie czucie i zanim odpłynął w swój twardy sen, zdołał usłyszeć jeszcze dźwięk elektrycznego świdra, który najpewniej zagłębi się za chwile w jego czaszce. Zdołał jednak odpłynąć na czas.
…
– Dzień dobry kochasiu – zagadnął leżący obok niego nagi mężczyzna w starszym wieku, z łysiną przyklepaną rzędem bardzo rzadkich i długich włosów. Jego oddech przypominał woń padliny, a uśmiech odsłaniający żółte i zepsute zęby wyjawił tajemnicę tego oddechu. Leżał na lewym boku w ogromnym łożu, a jego pofałdowany brzuch wylewał się przed nim na niezwykle przyjemnym w dotyku prześcieradle. – Jak się spało mojemu misiowi? Nigdy nie przepuszczałbym, że mogę skończyć z kimś tak młodym i tak piękny jak ty, mój misiu. – wyciągnął rękę, by pogłaskać swego partnera w łóżku.
– Dzień dobry kochany – odpowiedział pacjent, zaprogramowany na miłość do kolejnego klienta pewnej wyjątkowej w swych usługach firmy…
Koniec!