Dzień 1
Usłyszała, jak nagle poderwał się z łóżka. Nie chciała podnosić głowy, myśląc, że przyszedł po prostu dla niego czas, by zbierać się już do pracy. Zamierzała spać dalej, jednak jej czujność została wzmożona przez panującą w około i dojmującą ciszę. Otworzyła oczy i spostrzegła, że to nie jest poranek, a środek nocy. Spojrzała na zegar. Była trzecia godzina. Równo…
– Coś się stało? – spytała.
– Nic, śpij – odpowiedział stanowczo i oschle na odczepkę.
Poczuła się w jakiś sposób urażona tonem jego odpowiedzi. Dotychczas nawet przy wszczętych przez nią kłótniach i sprzeczkach przyjmował on ugodową postawę, nie chcąc w nich uczestniczyć. Szybko też robił, co mógł, by się jej przymilić i przez to zaczynała też od pewnego czasu tracić do niego szacunek. W tej chwili jednak nie mogła przypomnieć sobie sytuacji, w której mógł się do niej zwrócić w ten sposób.
Przyjrzała mu się w tych mrokach nocy i oniemiała. Stał ze spuszczoną w dół głową przodem do zasłoniętych roletami okien ich sypialni i zaczął coś szeptać. Przez jej ciało przebiegł zimny dreszcz. Podniosła się do pionu, siedząc teraz podparta jedną ręką na łóżku i nie wiedziała jak się zachować. Myślała, że jej mąż nie jest w stanie jej już niczym zaskoczyć, a jednak…
– Paweł, co się dzieje? – zapytała zaniepokojona.
Brak odpowiedzi na te pytanie, a jedynie wzmocnienie szeptu. Wsłuchiwała się w niego i jej ciało zaczęły zalewać już fale zimnych dreszczy. „On mówi w obcym języku…” – pomyślała całkowicie zbita z tropu tą sytuacją. Postanowiła ją przerwać natychmiast i krzyknęła z lękiem:
– Paweł!
– Co? – odpowiedział lekko zdezorientowany, odwracając się do niej. Jej oczy przyzwyczaiły się już do mroku i widziała go dosyć wyraźnie. Nie uśmiechał się jak zwykle, a przyglądał się jej w sposób, którego nie znała dotychczas. Był pewny siebie, jakby zmężniał i nie dało się ukryć przez dół jego piżamy, że był również gotowy na coś więcej, niż tylko rozmowę.
– Co się dzieje, Paweł? – zapytała niepewnie.
– Nic się nie dzieje. Czemu nie śpisz? – odpowiedział pytaniem.
– Obudziłeś mnie i dziwnie się zachowywałeś.
– Chyba ci się coś przyśniło kochanie – uśmiechnął się do niej również w nowy i bardzo lubieżny sposób. – Skoro nie śpisz, to chodź tu do mnie. Wykorzystamy to należycie.
Zaskoczona takim obrotem sprawy Daria całkowicie mu uległa. Szybko rozebrali się ze swych ubrań i zaczęli się kochać ze sobą. Z początku bardzo namiętnie, spleceni w objęciach, gdy nagle Paweł gwałtownie odwrócił ją do siebie tyłem. Przestał być czuły i delikatny, jak to bywało zazwyczaj w ich dosyć tradycyjnym i niezbyt wyrafinowanym życiu miłości fizycznej. Teraz chwycił ją za jej ciemne włosy i pociągnął za nie. Poczuła ból, do oczu podpłynęły łzy, ale podobało jej się to. Przy pełnym zaskoczeniu poczuła ekscytację tą nowością i dała się jej ponieść. Wymierzony, siarczysty klaps w jej pupę jedynie przybliżył Darię do jej pierwszego od dawien dawna szczytu. Było jej cudownie i zapragnęła pocałować go. Wyrwała się z tej pozycji, by ponownie złączyć się w uścisku i pocałunku. To trwało tylko chwilę, gdyż on odepchnął ją od siebie i kontynuował opleciony jej nogami, kładąc pomiędzy jej piersi swą prawą dłoń i nie pozwalając jej zbliżyć się do siebie. Patrzył na nią z góry i zaczął ściskać jej pierś. Nadal było jej nieziemsko dobrze i zaczynała dostrzegać, że Paweł jest coraz bliżej końca. Wpatrywał się z uwagą w jej oczy, przeszywająco na wskroś. Jednocześnie jego dłoń powędrowała do splotu jej kości obojczykowych. Musnął delikatnie palcami jej szyi i nagle zacisnął dłoń na niej. Przeraziło ją to. Próbowała zareagować, jednak okazał się bardzo silny i nie pozwolił jej na jakikolwiek ruch. Nie mogła złapać oddechu, a on przyspieszył i po chwili zalał jej brzuch swym nasieniem. Rozluźnił uścisk i upadł na bok, wzdychając głęboko. Wpatrywała się w niego całkowicie oniemiała. Po chwili on zasnął.
Nie chciała się ruszyć, by go nie zbudzić. Była spięta i bała się. Coś się zmieniło i niekoniecznie jej się to spodobało.
Po kilku minutach, gdy usłyszała, że zaczyna chrapać coraz głośniej, rozluźniła się nieznacznie i wyszła z łóżka. Udała się do łazienki, by wziąć szybki prysznic. Nie potrafiła wyjaśnić w żaden sposób tej zmiany, której właśnie doświadczyła. Zapominając całkowicie w tej chwili o jego szeptaniu pod oknem w obcym języku, postanowiła udać się do łóżka, zasnąć i z samego rana porozmawiać z nim o tym, co się właśnie wydarzyło podczas ich zbliżenia. Kładąc się usłyszała:
– Czemu nie śpisz kochanie?
„To chyba jakiś żart” – pomyślała.
– Śpij, porozmawiamy rano – odpowiedziała.
Nie mogła zasnąć jeszcze przez godzinę…
…
Gdy Daria obudziła się, jego już nie było w domu. Zawsze wstawał godzinę wcześniej, niż ona i szybko zbierał się do swojej pracy. Czuła się fatalnie, niewyspana. Miała bardzo lekki i niespokojny sen, jednak przyszedł czas i na nią, by ruszać już do pracy.
Był piątek. On jak zwykle miał do rozwiezienia dostawy mebli z salonu, w którym pracował jako kierowca. Ona właśnie rozpoczynała obsługę klienta w jednym z wielu banków miasteczka Szkarłatne Wzgórze. Nie byli bogaci, jednak wystarczało im na godne życie. Potrafili przy tym oszczędzać, dzięki czemu byli gotowi zazwyczaj na wszelkie niezaplanowane wydatki.
Nie mogła się skupić na swej pracy. Pozornie słuchała klientów i chwilami łapała się na tym, że nie ma pojęcia, co właśnie od nich usłyszała. Potrzebowała się dopytywać, wielokrotnie.
Sytuacja z ubiegłej nocy całkowicie wybiła ją z codziennego rytmu. Nie miała zbytnio apetytu i czuła zniecierpliwienie, gdyż bardzo chciała jak najszybciej porozmawiać z Pawłem o tym wszystkim. W krótkiej przerwie zadzwoniła do niego, jednak nie mógł w tej chwili rozmawiać i ponownie w jego tonie głosu usłyszała coś nowego. Coś co wyraźnie zaczęło ją przerażać. Przy tej krótkiej telefonicznej wymianie zdań miała nieodparte wrażenie, że rozmawia z obcą osobą. Niepokój się wzmógł i przyszedł czas powrotu do domu.
Ich skromne mieszkanie dziś wydało jej się wyjątkowo puste. Usiadła przy kuchennym stole z herbatą i przygotowanymi kanapkami, których nie tknęła. Zaczęła wspominać każdą chwilę z ubiegłej nocy i zmroziła się ponownie na wspomnienie Pawła stojącego przy oknie. Obcy język…
Wiedziała, że Paweł z obcych języków zna jedynie angielski i to nie za dobrze. To nie był angielski, a bardziej przypominał ten z filmu „Stygmaty”, który obejrzała przed laty w gronie swych znajomych z lat młodości.
Zaczęło się ściemniać. Usłyszała klucz w drzwiach. Otwieranie drzwi. Czas na konfrontację. Jednak zanim zdążyła cokolwiek poczynić, pierwszy odezwał się Paweł:
– Zobacz, co mi się stało w dłonie przez tego sukinsyna.
Wstała i podbiegła do holu. Zobaczyła Pawła z podniesionymi dłońmi w górę. Kostki miał nabrzmiałe, lekko obdarte i zaczerwienione. Na jego jasnej koszuli były ślady krwi.
– Co się stało, Paweł? Zaczynasz mnie przerażać – jeszcze ze spokojem zapytała Daria.
– Ten sukinsyn nie potrafił utrzymać prostej, małej szafki i upuścił mi ją na nogę. Zobacz, mam obtarcie na spodniach. Zniszczył mi spodnie. Trzeba było mu dać nauczkę, musiałem nauczyć go porządku – opowiedział jej krótko sytuację o powodzie stanu jego kostek na dłoniach. Zacisnął je w pięści i dodał – Ten sukinsyn mi upuścił ją na nogę. Co za kretyn!
Daria zaczynała nieświadomie przyzwyczajać się do powtarzającego się od ubiegłej nocy stanu oniemienia.
– Co się z Tobą dzieje? Od kiedy to zacząłeś bić ludzi? – podniosła głos Daria.
– Zasłużył sobie na to – odpowiedział chłodnym i niskim tonem Paweł. Kolejny dreszcz…
Zmierzył ją w tej chwili zimnym spojrzeniem i kontynuował:
– Z ciebie też jest suka. Gotowa jesteś stanąć po jego stronie, prawda? Nigdy nie dbałaś o moje dobro i zawsze mną pomiatałaś. I wiesz co? – zatrzymał się na chwilę w swym przemówieniu, by zbliżyć się do niej. Stali teraz twarzą w twarz, patrzyli sobie wprost w oczy, a ta krótka chwila była dla niej wiecznością – Koniec z tym! Zrobimy porządek! – dodał twardo i uderzył ją w twarz z otwartej dłoni, po raz pierwszy w życiu.
Daria upadła na kolana i rozpłakała się. To nie był Paweł, już miała swoją pewność. Nie taki, jakiego znała. Coś się stało, nie wiedziała co, ale w tej chwili poczuła się zagrożona jego obecnością i nie chciała wnikać w to. Nie w tym momencie.
Obserwowała, jak wchodzi do łazienki. Zeszła mu z drogi i udała się ponownie do kuchni. Słyszała jak bierze prysznic, po którym zaczął ubierać się w świeże ubrania. Czyżby wyciągnął odłożone w ich skrytce oszczędności? Nie mogła uwierzyć w to, co się dzieje, ale postanowiła nie reagować. Ubrany i gotowy do wyjścia stanął w kuchennym progu.
– Skoro jesteś taka przykładna żona, to teraz siedź sobie sama. – powiedział, by po chwili dodać z szaleńczym śmiechem – mam cię w dupie!
Wyszedł, a ona zaczęła płakać. Zanosiła się szlochem, nie wiedząc, co teraz począć i w końcu zadzwoniła do przyjaciółki Renaty. Opowiedziała jej krótko przez telefon, co się właśnie wydarzyło i Renata błyskawicznie dotarła do Darii, zostawiając swoje zajęcie.
Przyjaźń…
– Nie możesz tu zostać, on może wrócić lada moment i nie wiemy, czego się można spodziewać i jak mu pomóc. Zbieraj się, ruszamy do mnie i tam pomyślimy o tym, co dalej. – stanowczo zadecydowała Renata po usłyszeniu całej historii.
Tak też zrobiły i po spędzeniu wieczoru oraz połowy nocy na rozważaniach zasnęły, nie dochodząc do żadnego konkretnego rozwiązania. Jednak w ich rozmowie pojawiało się wielokrotnie pewne określenie Pawła przez Darię.
„Jak opętany.”…
…
Dzień 0
– Zauważył pan widzę moją kolekcję – odezwał się około czterdziestoletni klient, do którego mieszkania właśnie wnieśli dosyć ciężką sofę. Paweł nienawidził swojej pracy, jednak nie potrafił tego okazać, a w te miejsce zawsze był miły dla wszystkich.
– Tak, niespotykana kolekcja – odpowiedział Paweł, nie zdając zupełnie sobie sprawy, na co w ogóle patrzy. Wyglądało to jak ołtarz pełen różnych figurek, również lalek, obrazów i malowideł przedstawiających różnego rodzaju upiorne postacie. Były świece i kadzidełka oraz wiele innych osobliwości, a środek „ołtarza” wypełniał średniej wielkości szkielet ubrany w czarną szatę z kapturem. W mieszkaniu panował półmrok i Paweł poczuł się „nieswojo”.
– Zbieram to od najmłodszych lat. Zawsze fascynował mnie okultyzm, magia czarna i biała. Panując nad tym jest to zupełnie nie groźne dla człowieka, a może mu sprzyjać jedynie. Takie małe hobby – uśmiechnął się pogodnie mężczyzna, od którego bił spokój, który powrócił również do Pawła.
Spojrzał ponownie na „ołtarz” klienta i jego wzrok przyciągnęła drewniana figurka, mierząca nie więcej jak dziesięć centymetrów. Zaczął się patrzeć na nią, jak zahipnotyzowany. Podobna była do widzianych w książkach z historii figur bożków słowiańskich, które przed wiekami były stawiane w głównym punkcie zamieszkałych przez Słowian terenów i do których ci modlili się. Takie było skojarzenie Pawła i też nie zamierzał się nad tym zgłębiać. Smukła, równa z tułowiem i nogami twarz. Podłużne, dosyć żywe, jak na drewniane rękodzieło oczy… I oto coś się zadziało niepojętego dla Pawła, gdyż w jednej chwili zapragnął nieodparcie posiadać tą figurkę.
– Czy może mi pan przynieść szklankę wody? Po tej wspinaczce na czwarte piętro zaschło mi w gardle. Tylko się napiję i zmykam dalej.
– Oczywiście, już chwilka.
– Dziękuję – odpowiedział z uśmiechem Paweł i gdy gospodarz mieszkania udał się do kuchni, szybko schował figurkę do kieszeni i z szybszym biciem serca poszedł za gospodarzem. Wypił szklankę, pożegnał się z klientem i ruszył do swego dostawczego samochodu.
Siedział teraz na siedzeniu kierowcy, będąc rzeczywiście zmęczony tą całą wspinaczką. Wyciągnął z kieszeni figurkę. Zaczął obracać ją w dłoniach, przyglądać się jej i nagle w jego głowie pojawiła się myśl, zupełnie nowa i wyjątkowa, a jednocześnie pociągająca:
„Czas przywrócić porządek.”
…
Dzień ostatni
Daria obudziła się pełna werwy. Postanowiła stawić czoła sytuacji. Sobota była dla niej dniem wolnym, podziękowała więc Renacie za nocleg i udała się do własnego mieszkania.
Paweł był w domu. Spał na łóżku w pełnym „ekwipunku”. Buty, spodnie, koszula, kurtka…
Stanęła przed nim i dostrzegła dziwne ślady na skórze jego szyi i dłoni, przypominające znaki i nie miała wątpliwości, że mogą one oznaczać coś konkretnego, mogą mieć znaczenie.
Wiedziała, że Paweł natknął się na coś ponadnaturalnego, czemu uległ. Czuła to całą sobą. Nie wierzyła, by zmienił się tak sam z siebie. Te znaki, jak i jego zmienione, chwilami nieludzkie zachowanie świadczyły o tym. Wybrała, by nie bać się. Wybrała, by temu sprostać.
W założeniu miała być rozmowa i rozpoznanie aktualnego stanu rzeczy, jednak w sytuacji dosyć głębokiego snu Pawła, postanowiła sprawdzić kieszenie jego ubrań.
Ostrożnie, by nie zbudzić go, najpierw zerknęła do kieszeni jego kurtki. Tu znalazła dużą ilość banknotów i monet, raczej w niższych nominałach. Przeraziła ją myśl, że Paweł mógł wczoraj wydać ich oszczędności na „Bóg wie co”, jednak w tej chwili intuicja podpowiadała jej, że to nie jest najważniejsze. W drugiej kieszeni znalazła damskie majtki z koronki i serce jej pękło. Pojawiły się łzy, jednak szybko przełknęła to i kontynuowała poszukiwania. Czas na spodnie.
Tu dostrzegła w jednej z ich kieszeni dziwną wypukłość. Paweł nadal spał i chrapał. Przybliżając się do niego czuła alkoholowe „opary”, które w tej chwili mogły jej tylko sprzyjać.
„Paweł się nie upija” – kolejna myśl świadcząca o możliwości opętania, która zaczęła stawać się coraz bardziej realna dla niej. Każde wspomnienie ich ostatnich dwóch dni jedynie potwierdza tą opcję.
Wiedziała, że najpewniej sama z tym sobie nie poradzi, ale dziś miała cel poznać wroga.
Wsadziła delikatnie dwa palce do obcisłej kieszeni w dżinsach Pawła i zatrzymała się, obserwując jego reakcję. Spał nadal, jednak pod jego powiekami pojawił się ruch gałek ocznych. Wiedziała, że czasu ma niewiele, więc zdecydowała się na gwałtowne rozwiązanie i szybkim ruchem palców chwyciła drewniany przedmiot z jego kieszeni i wyciągnęła go z niej. Patrzyła w niego stojąc, jak wryta, tym bardziej, że czuła jak figurka parzy ją w dłoń. Szybko też pojawił się kolejny i większy problem, gdyż oto Paweł stał już tuż przed nią. Patrzył się na nią i uśmiechał złowieszczo.
– Co tam masz suko? – zapytał chichocząc. – Znowu okradasz mnie? Jak zawsze, przez całe życie tak, ale już nie dziś. Dziś przywrócimy porządek suko.
Gdy podniósł w górę rękę, by chwycić ją za włosy Daria sprawnie odwróciła się i z parzącą w dłoń figurką zdołała wybiec na schodową klatkę. Paweł, mając przytruty alkoholem organizm, nie zdołał zareagować równie szybko. Mimo to ociężale udał się w pościg. Zbiegała z drugiego piętra ich bloku wyraźnie szybciej od niego, ale tylko do momentu, gdy oto Paweł oddał się w pełni swemu celowi „uporządkowania świata”. Teraz zapragnął najbardziej na świecie zrobić porządek z tą suką i w jednej chwili wstąpiły w niego nowe siły, dodające mu wręcz nadludzkiej energii. Zaczął zbiegać sprawnie w dół, omijając po kilka stopni, jednak gdy wybiegł z klatki schodowej na zewnątrz budynku nie dostrzegał Darii. Stał i rozglądał się w około…
Ta schowała się tuż przy ich samochodzie, stojącym przed ich blokiem na parkingu. Po cichu otworzyła drzwi pasażera i zaczęła grzebać dłonią w schowku…
– Widzę cię suko, już idę do ciebie. Czas zrobić porządek – Daria już zupełnie nie rozpoznawała głosu swego męża i na szczęście zdołała znaleźć, to czego szukała. Wyciągnęła ze schowka zapalniczkę, którą kilka miesięcy temu podpalała znicze w dniu Wszystkich Świętych i skierowała jej płomień na drewnianą figurkę. Dłoń miała w pęcherzach od oparzeń, które zafundował jej ten demoniczny posążek. Słyszała kroki Pawła blisko siebie i ogarniała ją panika, jednak postanowiła skupić się już tylko na jednym, nie zważając na nic innego. Siedziała na ziemi przy samochodzie i kierowała płomień zapalniczki na figurkę, która jedynie osmalała się, a nie chciała się zająć.
– Mam cię suko – Paweł stał z diabelskim uśmiechem tuż nad nią.
– Nie! Nie zabierzesz mi mojego męża! Przepadnij demonie! – zdołała wykrzyczeć Daria i płomień zapalniczki zrobił w końcu swoje. Figurka zajęła się ogniem i zaczęła spalać iskrzącym, niebieskawym płomieniem.
Paweł stał w bezruchu, a z jego ust zaczęły płynąć ponownie słowa i pełne zdania w tym pradawnym języku, który przenikał ją grozą do szpiku kości.
Po chwili znad Pawła uniosła się w przestrzeń iskrząca i niebieskawa poświata, po czym wszystko ucichło. Zagrożenie minęło. Głowa figurki zajęła się już zwykłym, zdrowym i naturalnym płomieniem, a Paweł pierwszy odezwał się swym miłym i pogodnym głosem:
– Kochanie, co ty tutaj robisz na ziemi?
„To chyba jakiś żart” – pomyślała Daria…
Koniec!