Przejdź do treści

Opowieści na dobranoc (23) – „Nie wiem”

– Hej, masz może ogień? – zapytał przechodzącego obok faceta z papierosem w ustach, trzymającego pod ręką blond piękność w kusej spódniczce. Była późna noc. W około dostrzegał nieliczne osoby przechodzące najpewniej z klubu do klubu, lub z domówki w miejsce kolejnej weekendowej imprezy.

– Mam, trzymaj – zatrzymał się elegancki facet z prawdziwą laską obok niego, wyciągając z kieszeni jasnej wiosennej kurtki paczkę Marlboro Lights, a z niej białą zapalniczkę. – Odpal sam – dodał, podając ją do ręki bohaterowi naszej dzisiejszej opowieści.

– Dzięki – odpowiedział młody mężczyzna z okapturzoną głową. Ubrany był w ciemne dżinsy i szarą bluzę z kapturem. Trzymał swego papierosa w ustach i próbował odpalić zapalniczkę, jednak raz po razie jego kciuk ześlizgiwał się po pokrętle, bez przytrzymania gazu.

– Poczekaj, daj mi – facet uwolnił swą dziewczynę otuloną w czarną skórzaną kurtkę damską i jednym ruchem kciuka sprawił, że pojawił się płomień. Przypalając papierosa przyjrzał się młodzieńcowi i się zatrwożył.

– Nic ci nie jest? Masz krew na czole – zagadnął błyskawicznie z przejęciem.

– Nie wiem, chyba nie. Nie boli mnie nic – odpowiedział młodzieniec, zaciągając się dymem z papierosa.

– Zostaw go, chodźmy już. Coś z nim nie tak, nie widzisz? – wtrąciła się zaniepokojona towarzyszka właściciela zapalniczki.

– Chwila – odpowiedział jej na to i dodał, zwracając się do oblepionego na twarzy krwią młodzieńca – co ci się stało?

– Nie wiem – nie wiedział naprawdę. Próbował szukać odpowiedzi na to, co robił jeszcze dziesięć minut temu ale widział tylko ciemność. Znał ten stan, ale nie wiedział teraz skąd.

– Może wezwę ci pogotowie?

– Nie, dziękuję. Nic mi nie jest, naprawdę. To pewnie tylko zwykłe potłuczenie. Może się gdzieś przewróciłem – sam w to nie wierzył.

– Ok, ale zadbaj o tą ranę na czole. Jest porządna, pewnie trzeba będzie zszyć –powiedział facet, ponownie obejmując swą dziewczynę i odchodząc od młodego mężczyzny. – Zadbaj o ranę, ci mówię – rzucił jeszcze nie odwracając się za siebie.

– Dobrze, dzięki – krzyknął młodzieniec i zaciągnął się ponownie, stojąc w bezruchu i przyglądając się jak obejmująca się parka zmierza na pobliski postój taxi.

Był w centrum miasta, w dzielnicy z wieloma klubami. Zaczął próbować składać pewne wątki świadczące o jego rzeczywistym położeniu. Nie wiedział tego, co tutaj robi. Nadal nie rozpoznawał też miejsca, w którym się znajdował w tej chwili, a też nie mógł przypomnieć sobie dokąd miałby się teraz udać.

Obserwując stale parkę, która była już o kilka kroków od ich podwózki, nagle dostrzegł około pięćset metrów dalej wyłaniającą się zza jednego z bardzo wysokich budynków grupę osób. Sami mężczyźni. Czyżby jeden z nich nie miał koszulki?

– Tam jest! – usłyszał krzyk jednego z nich.

– Jest, zajebać go!

– On jest mój!

– Nie daruję mu tego!

Grupa około dwudziestu chłopa zaczęła biec w jego stronę. Nie czuł zagrożenia i stał nadal, dopalając swego papierosa. Jednak, gdy byli już w połowie dystansu zrozumiał, że biegną oni z jasnym celem: dokopać mu. Poczuł jak ogarnia go paraliż. Nie czuł się na siłach, by im uciec.

Byli już około sto metrów od niego, stał nadal, godząc się i szykując na porządny wpierdziel.

– Rzuciłeś moim bratem o ścianę i złamałeś mu nogę. Zabiję cię za to! – rzucił wściekle i głośno napakowany łysol bez koszulki – Jesteś mój! – dodał.

„O Boże, to chyba mój koniec” – westchnął z przerażeniem w myślach i w końcu zaczął uciekać. Nie odbiegł daleko, gdy obok niego zatrzymał się samochód. Taxi.

– Wskakuj szybko! Już!

To była jego parka. W tej chwili jego najlepsi przyjaciele. Wybawcy.

Wskoczył na przednie siedzenie bez zastanowienia i wręcz w ostatniej chwili zamknął drzwi w odjeżdżającym już samochodzie, a jego niedoszli oprawcy próbowali jeszcze przez chwilę biec obok samochodu, krzycząc coś zaciekle.

Udało się!

„Dziękuję Ci, Boże” – odmówił w duchu swa krótką modlitwę, będąc bliski płaczu.

– Czy może teraz nam powiesz, co tu się do cholery dzieje? – odezwał się podniesionym głosem z tyłu facet z zapalniczką.

– Naprawdę nie wiem. Nie pamiętam – odpowiedział zrezygnowany młodzieniec.

– Wieziemy cię na pogotowie, nie pytam o zgodę.

– Nie! – nieplanowany pasażer stanowczo zaprotestował na takie rozwiązanie – Wysiądę tam, gdzie Wy. Z pewnością już mnie nie znajdą i wrócę do domu.

– A gdzie jest Twój dom?

– Nie wiem – jeszcze bardziej zrezygnowanie odpowiedział młodzieniec.

– Jak ci na imię?

– Nie wiem.

– O Boże, ona ma tą, no, amnestię – rzuciła piękność z tyłu.

– Chyba amnezję – wtrącił też lekko zażenowany taksówkarz.

– Ok, jedź z nami. Jedziemy teraz na imprezę do znajomych, tam będziesz mógł się obmyć, napić, a może i zjeść coś. Może coś ci się w tym czasie przypomni – już ze spokojem odpowiedział facet z tyłu, kładąc swą dłoń na udzie swej dziewczyny, bardzo blisko końca jej czarnej spódniczki.

– Dobrze, dziękuję – odpowiedział naprawdę wdzięczny młodzieniec, gdyż nie miał zupełnie pomysłu na to, co ma dalej poczynić.

– Mam na imię Mariusz, a to moja Basia. Skoro nie pamiętasz swego imienia, to będziemy do ciebie mówić Rafał. Musisz mieć jakieś imię i tak cię przedstawimy znajomym. Nie będziemy ich straszyć twoim zanikiem pamięci. Powiemy, że się przewróciłeś.

– Dobrze – westchnął Rafał…

Znajomi Mariusza i Basi przyjęli go przyjaźnie. Była to bardzo liczna grupa kilkunastu osób w różnym wieku.

– Cześć Rafał, jestem Ela. Chodź ze mną, zajmiemy się twoją przystojną buzią – zaszczebiotała do Rafała urocza i niewysoka blondynka, jedna z wielu blondynek w tej nowej dla niego grupie imprezowiczów. Poprowadziła go do łazienki na piętrze dosyć luksusowego domu z wielkim podwórzem. Cała biała łazienka wydawała się nieskazitelnie czysta, aż miał opór przed wejściem do niej. Nie chciał jej… Pobrudzić. – Chodź tu, pokaż się. Oj, masz rozcięcie porządne, ale będziesz żył. Tylko trochę przetrzemy i pocałujemy. Lubię łobuziaków – roześmiała się bardzo uroczo, odsłaniając bialutkie ząbki z ponętnych, czerwonych ust.

Przyjrzał się jej uważniej. Stała przy nim boso. Ubrana była, wydawać by się mogło, że jedynie w obcisłą sukienkę mini w kolorze czerwonym. Jeśli miała stanik, to z bardzo cienkiego materiały, gdyż przez suknie przebijały się wyraźnie sutki jej dużych piersi, nabrzmiałe w tym momencie z powodu jej myśli o tym przystojnym młodzieńcu, którym postanowiła się dziś zająć. Nie dostrzegł śladu bielizny na sukni.

Poczuł onieśmielenie. Jeszcze większe w momencie, gdy unosząc się na palcach stóp faktycznie pocałowała go delikatnie w jego zranione czoło, przybliżając się znacząco i opierając swoje piersi na jego klatce. Poczuł jak jej udo samo otarło się o jego zwieszoną w dół dłoń i poczuł, że nie jest na to obojętny. Zapragnął jej, jednak nadal nie wiedząc, co tu się w ogóle dzieje, powiedział:

– Potrzebuję się napić.

– Jasne, chodź. Zrobię ci drinka.

Zeszli na dół, gdzie przy barku z dużą liczbą przeróżnych, drogich trunków Ela nalała mu do szklanki rumu i zapytała:

– Chcesz coś do tego? Loda? Tzn. lodu? – zachichotała ponownie uroczo.

Rafał onieśmielony poprosił, by dolała Coca colę i po chwili już trzymał w dłoni zimną szklankę z drinkiem, którego smak poczuł po raz pierwszy w życiu. Tego był pewien.

– Chodź ze mną, poznamy się bliżej – zagadnęła zmysłowo Ela, ponownie ocierając się swym wydatnym biustem o Rafała.

– Gdzie?

– Do sypialni, na górze. Będziesz mógł się zrelaksować po… Po tym, cokolwiek dziś przeszedłeś – dodała Ela.

Opcja położenia się była dla niego przekonująca. Poczuł się zmęczony i nie do końca odbierał właściwie zamiary Eli. Myślał w tej chwili jedynie o tym, że chce się po prostu położyć na chwilę.

Poprowadziła go po schodach na górę do sypialni, która nie różniła się od reszty wnętrz w tym domu. Było ekskluzywnie. Pośród białych ścian dostrzegł ogromne białe łoże, z masywnym materacem, na którym znajdowała się piękna, jasna pościel atłasowa. Dostrzegł też kolejny barek zastawiony kolejnymi butelkami nie znanych mu trunków oraz 55 cali na ścianie naprzeciw łoża. Nad łożem za to dostrzegł lustro, wielką taflę zawieszoną na suficie tuż nad nim, po to, by…

Nie znał w tej chwili odpowiedzi na pytanie po co…

W tym pięknym pokoju sypialnianym czuł się tak naprawdę fatalnie. To wszystko było dla niego nieuchwytne, poza jego zasięgiem, a oto jest tu w tej chwili z tą cudowną blondynką i nie ma pojęcia, jak w ogóle do tego doszło. Postanowił podzielić się tym z Elą, jednak ona nie dała mu dojść do słowa i wtopiła się swymi ustami w jego usta. W tym namiętnym pocałunku, który odwzajemnił, zaciągnęła go pod łóżko i rzuciła go na nie. Sama szybko wskoczyła na lekko zszokowanego Rafała i tym samym odsłoniła tajemnicę bielizny, ściągając w górę swą sukienkę i oplatając go swymi gładkimi nóżkami. Nie miała bielizny.

Rafał dał się ponieść i położył na Eli swe dłonie. Zaczął gładzić jej uda, przypominające w dotyku jedwab i powędrował po chwili na jej jędrne pośladki. Ona zdążyła w tym czasie odsłonić swe piersi, a on aż przymarł z wrażenia. Nie widział do dziś nic piękniejszego, tego też był pewien. Całowali się namiętnie, wręcz zwierzęco, a gdy zaczęła dobierać się do jego spodni, on nagle opanował się.

– Nie, proszę nie – wyszeptał, nie mogąc odciągnąć jej dłoni od jego paska.

– Ktoś tu jest nieśmiały – zachichotała. – Nie szkodzi, zadbam o ciebie mój drogi należycie. Ela zadba o swojego chłopczyka i chłopczyk będzie zadowolony.

Pragnął tego, bardzo pragnął. Jednak coś sobie przypomniał i uniósł swój tułów do pionu, nadal trzymając na sobie oplatającą go nogami w zasadzie już nagą Elę.

– Mam dziewczynę, pamiętam – wyszeptał zawstydzony.

– Nie szkodzi, mój drogi. Tam na dole jest mój mąż. Nic nie szkodzi, dziś nie ma tu zasad.

– Ale ja ją kocham – dodał jeszcze bardziej zawstydzony Rafał.

– Aleś ty słodki, teraz pragnę cię jeszcze bardziej – powiedziała rozpalona Ela i rzuciła się na Rafała z kolejną falą pocałunków. Ten zaczął się bronić:

– Nie! Proszę, przestań. Nie mogę…

– Możesz, chodź tu. Nie umkniesz mi, jesteś dziś mój – odpowiedziała w pijanej ekstazie Ela wkładając swą dłoń pod spodnie Rafała. To był zapalnik…

– Nie!!! – Wykrzyknął Rafał, a w tym czasie Ela została rzucona niepojętą siłą wypływającą wprost z wnętrza Rafała w przestrzeń kilku metrów dzielącą ich od naprzeciwległej ściany. Wpadła na nią blisko sufitu, zostawiając w tym miejscu ślad krwi z jej głowy, po czym upadła na podłogę, łamiąc przy tym swą delikatną rękę i obijając boleśnie żebra. Leżała w ciszy w całkowitym szoku, a gdy tylko ocknęła się rozpoczęła swój przeraźliwy krzyk, który w jednej chwili sprowadził na górę całe imprezowe towarzystwo.

Rafał poczuł się bezsilny. Ponownie nic nie pamiętał.

W tej chwili obserwował obcą mu kobietę w zupełnie obcym dla niego miejscu, która leży na podłodze i wyraźnie cierpi. Chciał jej pomóc, ale nagle do pomieszczenia wpadło kilka obcych mu osób, a jedna z nich, równie piękna blondynka odezwała się:

– Wiedziałam, że z nim jest coś nie tak.

– Coś ty jej zrobił? – wykrzyczał wściekły mężczyzna w garniturze. Był masywnej postawy. Chwycił za szyję Rafała i prawie uniósł go w górę, przymierzając się do zadania ciosu pięścią drugiej ręki. – Coś ty zrobił mojej żonie się pytam?

– Ja… ja… nie wiem… nie pamiętam – odpowiedział przestraszony Rafał.

– Ma złamaną rękę! – krzyknął ktoś w panice.

– Pobił ją – dodał ktoś inny.

Gdy Rafał uświadomił sobie, że właśnie lada moment na jego twarzy wyląduję ogromna pięść trzymającego go za szyję gościa, w jednej chwili chcąc zakryć się rękoma wykrzyczał co sił:

– Nieeee!!!!

W całym pokoju sypialnianym zagrzmiało. Wszyscy tu obecni oraz stojący za drzwiami zostali rzuceni jak lalki szmaciane na pobliskie ściany. Z okien rozprysły się szyby w drobny mak, a meble i wszystko w około doznało znaczących i trwałych uszkodzeń. To było jak błyskawiczne przejście tornada. Mąż Eli nie przeżył swego starcia ze ścianą.

Rafał opadł bez sił na łóżko, by po chwili podnieść się i dostrzec pobojowisko. Poczuł jak z nosa cieknie mu krew, więc instynktownie przetarł ją dłonią. Przerażony zaczął biec co sił, przez sypialnie, korytarze, mijając obolałych ludzi, próbujących się podnieść z podłogi, a następnie schody, kolejny korytarz, drzwi… Znalazł się na zewnątrz, biegł do ogrodzenia, bez butów. Biegł co sił, zostawiając ten dom w ciemnościach nocy, następnie całe osiedle, aż wszystko mu pociemniało i odpłynął pozbawiony całkowicie swych sił…

– Hej młody, nie ma spania. Impreza się skończyła. Wstawaj, póki możesz. Jak tylko przejedzie jakiś patrol, to cię zgarną. Po co ci to…

Rafał otworzył oczy, czując potworny ból głowy i dostrzegł przyjaznego dziadka. Leżał na trawie oddzielającej chodnik od jakiegoś ogrodzenia.

– Musiałeś porządnie się zabawić wczoraj, nawet butów nie masz. Chyba nie jesteś stąd. Masz za co wracać do domu?

– Nie wiem – Rafał przegrzebał kieszenie, jednak znalazł w nich tylko papierosy. – Ma pan ogień? – zapytał dziadka.

– Nie mam, nie palę. Trzymaj tu dwie dychy. – Dziadek wyciągnął je z równie starego portfela. – Daleko nie zajedziesz ale może zdołasz dotrzeć jakoś do domu. Na boso łatwo nie będzie…

– Dziękuję – wyszeptał Rafał i dodał podnosząc się z ziemi – Wie pan gdzie jestem?

– Tak, w Stolicy, Forty…

Rafałowi nic to nie mówiło.

– A gdzie mieszkasz synu? – zapytał dziadek.

– Nie wiem – odpowiedział szczerze Rafał.

– O Boże, może miałeś jakiś wypadek. Chodź ze mną, opatrzymy tą ranę na czole i zadbamy o ciebie młodzieńcze. Najwidoczniej potrzebujesz pomocy… Jak ci na imię?

– Nie wiem.

Rafał ruszył z dziadkiem powolnym krokiem w nieznanym mu kierunku.

– Jeśli trafiłeś na tego obłąkanego wariata, który tu wczoraj szalał niedaleko, to masz dużo szczęścia synu. Cała Stolica tym żyje od rana. Wiele osób tego nie przeżyło. Coś ci świta?

– Nie wiem….

Koniec!


<< 22. „Opowieść wigilijna” <<

>> 24. „Porządek” >>


Opowieści na dobranoc