Obudziła się zamroczona. Spróbowała się podnieść i poczuła jak okrutny w smaku kwas żołądkowy podchodzi jej do gardła.
To nie pierwszy taki poranek w jej życiu, aczkolwiek miała już jasność, że stają się one coraz cięższe. Tak też się czuła – ciężka, coraz bardziej ciężka i choć nie należała do kategorii tych puszystych kobiet, to miała przeczucie, że porusza się już dużo ciężej od nich.
Daria wyczołgała się z trudem z łóżka, by dowlec się mozolnie do łazienki. Był to najwyższy czas przygotować się do pracy, jednak najbardziej w tym momencie zapragnęła po prostu zniknąć, nie istnieć. Nie chciała spojrzeć w lustrzane odbicie, jednak to było nieuniknione, chcąc wybrać się z domu jak należy. Gdy spojrzała w lustro powróciły wspomnienia późnej nocy. Patrzyła z niedowierzaniem na swą nadal śliczną buzię, umazaną tego poranka czekoladą. Przebłyski zdarzeń z ubiegłej nocy atakowały jej umysł gwałtownymi uderzeniami. Na zmianę widziała swą czekoladową buzię i kolejne wspomnienie, gdy wpycha do ust siódmego już pączka z czekoladą – widzi swe pozlepiane lukrem ciemne włosy, by za chwilę ponownie wciskać tego ostatniego, dwunastego już pączka, leżąc we własnym łóżku i oglądając ostatni sezon „Orange is the New Black”.
Nie pamiętała tego, jak zasnęła. Cukier zrobił swoje i odleciała. Teraz patrzyła na swą nagą sylwetkę i z pogardą do samej siebie stwierdziła, że to już nie żarty. Jej seksowna sylwetka fit, modelowana przez lata w pobliskim klubie fitness odeszła w zapomnienie. Kilka miesięcy temu dostrzegła jak jej płaski i wyrzeźbiony brzuch zaczyna otaczać się oponką, wtedy jeszcze taką od skuterka, ale dziś to była już porządna czternastka Good Year, podobna do tej w jej Corsie.
Nienawidziła siebie, jej moralność spadała z każdym dniem. Stała się samotna. Zaczynała unikać ludzi, nie potrafiła z nimi rozmawiać, gdyż czuła się tą gorszą. Dostrzegła swoją słabość, z którą w żaden sposób nie potrafiła wygrać, a to załamało jej cały dotychczasowy świat.
Podejmowała już wiele prób przejścia na dietę bezcukrową, jednak każda wizyta w osiedlowym sklepie kończyła się kolejnym zaopatrzeniem w reklamówkę pączków wszelkiej maści. Uwielbiała je popijać ciepłym mlekiem, co też wpływało jedynie dużo bardziej negatywnie na jej samopoczucie fizyczne. Nie miała wątpliwości, że dzisiejsze mleko jest mlekiem tylko z nazwy. Z autopsji wiedziała dobrze o tym, jak długo mleko potrafi zatrzymywać posiłek w żołądku, wypychając jej brzuch, który zaczynał wyglądać jak nadęty, pomarszczony balon, z którego uszło trochę powietrza.
– Weź się w garść! – powiedziała motywująco sama do siebie i wzięła prysznic, po czym udała się do kuchni i wypiła szklankę wody. Zapragnęła napić się kawy i gdy otworzyła szafkę, w której zazwyczaj trzymała swą ulubioną żółtą Tchibo, doznała swoistego szoku. Nie było w niej kawy…
„Dobrze, jest jeszcze czas, także zdążę kupić i napić się w spokoju kawy we własnym domu”. Od myśli do czynu minęły dwie minuty i oto ubrana w jasne dżinsy oraz czarną, luźną bluzeczkę udała się do osiedlowego sklepu, mieszczącego się niecałe sto metrów od jej bloku. W drodze poczuła przerażenie…
„Jak znowu wyjdę z pączkami, to się chyba zabiję”. Pamiętała te wszystkie liczne wyjścia do sklepu po przeróżne inne artykuły spożywcze, a zakończone zakupem kolejnych porcji tych przesłodkich produktów. Przybrała więc taktykę „na ślepca” i z myślą, by unikać stoiska z pączkami weszła do sklepu. Udała się prosto do alejki z kawą i trzymając ją już w swej dłoni robiła wszystko, co mogła tylko, by nie spojrzeć na mieszczący się po jej prawej stronie dział pieczywa oraz jej niechcianej miłości. Dochodziła już do kasy, szczęśliwa, że udało się jej przejść tym razem bez zatrzymania przy pączkach i gdy nadeszła kolej na jej transakcję nagle zawróciła…
Wystarczyła jedna myśl… „Jeden pączek do kawy w sumie mi nie zaszkodzi”…
Uciekły z jej głowy wszelkie dotychczasowe myśli, mówiące jej o tym, dlaczego nie chciała już więcej jeść pączków i dlaczego nie powinna ich jeść. Nie pamiętała już tego, jak czuła się dzisiejszego poranka, w zasadzie jeszcze kilka chwil temu. Totalne zaćmienie umysłu. Jej wszelki rozsądek wyparował. Wzięła ich osiem…
Wracając do domu czuła podekscytowanie, a myśli o tym, że postąpiła niewłaściwie starannie wypierała, by jak najszybciej oddać się swej porannej uczcie.
Kawa pachniała wybornie, posłodziła ją trzema łyżeczkami cukru i dolała mleka. Najpierw zaczęła się delektować tradycyjnym pączkiem z marmoladą i lukrem, by za chwilę przyspieszyć tempa i wchłonąć tego z posypką drażetkową. Były wyborne, więc nie zatrzymywała się i szybko wcisnęła do ust tego z masą budyniową. O tak, uwielbiała i takie, a na koniec zostawiła sobie jej ulubione z czekoladą. Zjadła wszystkie… W trzy minuty…
Rozpłakała się, gdyż ponownie do jej umysłu doszedł brutalny fakt, że nie panuje zupełnie nad sobą. Była świadoma tego, że tak dzieje się już przez wiele miesięcy. Pączki totalnie zawładnęły jej umysłem, jej życiem. Była całkowicie bezsilna. Płakała…
…
W pracy unikała spojrzeń swych współpracowników. Siedziała przy biurku udając, że segreguje stertę kolejnych dokumentów, a każdą próbę nawiązania rozmowy przez innych szybko zbywała krótkimi, aczkolwiek trafnymi odpowiedziami. Mur pomiędzy nią, a innymi ludźmi stawał się coraz mocniejszy. Zaczynał zastygać w swej betonowej obudowie, a jej przełożona zdążyła dostrzec drastyczny spadek wyników jej pracy. Była do zwolnienia i wiedziała, że to kwestia niedługiego czasu…
Zjadła w przerwie porządny obiad – schabowy, ziemniaki i surówka wiosenna, jednak nie zaspokoił on jej żołądka. Mdliło ją, czuła się senna, a jej zarażony obsesją umysł podpowiadał jej, że gdy zje pączka to poczuje się lepiej. Tak faktycznie się czuła, ale jedynie przez te kilka chwil swej wyjątkowej, pączkowej uczty i tylko podczas jej trwania. Była przerażona, gdyż nie potrafiła już myśleć o czymkolwiek innym. Stale jej umysł krążył jedynie w około jedzenia lub niejedzenia pączków, a podczas ostatnich miesięcy jej pracy każdego dnia nie mogła się doczekać końca pracy, by jak najszybciej udać się do cukierni i zaopatrzyć się w pączki na wieczór…
…
Gdy zjadła ich czternaście, siedziała cała oblepiona w lukrze, czekoladzie i marmoladzie na swym wygodnym fotelu w salonie. Na jego oparciu świeciła się świeża plama od marmolady. Płakała. Wiedziała, że przegrała w tej walce. Nie przypominała sobie rozpoczęcia jej. Wiedziała, że też nigdy nie wygra, przecież próbowała już tak wiele razy, a każda próba kończyła się coraz większą destrukcją. Jej owładnięty cukrem umysł popadał w szaleństwo. Nie miała z kim porozmawiać o tym, wstydziła się tego przede wszystkim tak bardzo, że nie wyobrażała sobie w ogóle możliwości przyznania się przed kimkolwiek do swej słabości. Była zbyt dumna na to. Była też jednak tym wszystkim tak bardzo już zmęczona, że nie widziała w zasadzie żadnej innej opcji, poza jedną…
…
Była późna noc. Stała na krawędzi remontowanego mostu, dokładnie na jego środku. Nie było na nim postawionych żadnych barierek, więc obserwowała bez przeszkód rozświetloną panoramę części swego miasteczka. To był wspaniały widok. Z dołu dobiegał delikatny huk rwącej rzeki, która majaczyła ciemną otchłanią, odbijającą nieśmiało drobne światło dobiegające z dosyć jasnego tej nocy księżyca. Usiadła na bocznej krawędzi mostu, wypuszczając nogi w kierunku jej przeznaczenia i otworzyła karton z jej zniewoleniem.
Gdy zjadła już wszystkie pączki, które zabrała ze sobą na swój ostatni posiłek, czuła się tak fatalnie, że nie miała najmniejszych wątpliwości o słuszności podjętego kroku. Czas z tym skończyć… Na zawsze…
Gdy podnosiła się ociężale na nogi usłyszała zbliżający się dźwięk syreny radiowozu. Nie czuła lęku, nie czuła wstydu – było już jej wszystko jedno. Policyjny samochód zatrzymał się tuż przy wjeździe na zamknięty, remontowany most. Drobne zaciekawienie nadchodzącym w jej kierunku policjantem zatrzymało ją na chwilę w jej działaniu.
– Dobry wieczór, czy może mógłbym pani w czymś pomóc – odezwał się ciepłym i serdecznym głosem młody policjant, któremu dała „na oko” ze trzydzieści lat. Zrozumiała, że policjant odczytał prawidłowo jej zamiary. Nie odzywała się…
– Chyba panie nie zamierza tam skoczyć? Mogłaby pani tego nie przeżyć, a z pewnością są powody, dla których warto żyć. Nie wiem, co skłania panią do takiego czynu, ale proszę bardzo panią, by na chwilę odłożyć tą decyzję. Porozmawia pani ze mną chwilę…
Nadal cisza w odpowiedzi… Nie myślała nawet nad tym, co mówi i chyba zaczynał ją nudzić. Przez niego odkłada swoje uwolnienie, którego w tym momencie pragnęła najbardziej.
– Pomogę pani, cokolwiek tylko będzie potrzeba, to przejdziemy przez wszystko…
– Nikt mi nie pomoże, to jest silniejsze od wszystkich i wszystkiego… – odpowiedziała z pewną dozą obłąkania, kończąc wypowiedź histerycznym śmiechem.
– A jeśli się pani myli? A jeśli jest jakaś możliwość uporania się z pani problemem? A jeśli są inni, którzy przechodzą przez to samo, co pani? Może kiedyś będzie mogła pani im pomóc? Może jednak warto nadal żyć?
Zaciekawił ją… Zawahała się…
„Co jeśli faktycznie są inni? Czy mogłabym cokolwiek zrobić dla nich?
Policjant widząc jej chwilowe zawahanie i zamyślenie postanowił kuć żelazo, zbliżając się śmielej do niej.
– Miła pani, nie ma takich rzeczy na tym świecie, z którymi nie można by było sobie poradzić. Proszę chwyci mnie pani za rękę – zaczynała w odpowiedzi nieśmiało wyciągać ku niemu swą dłoń.
– Tak, podejdzie pani śmiało, poradzimy z tym sobie. Zabiorę panią teraz w bezpieczne miejsce na komisariat, tam zaparzymy sobie kawę i porozmawiamy sobie o tym wszystkim przy dzisiejszych, jeszcze świeżych pączkach…
To było jej zielone światło… Rozpędziła się z szaleńczym śmiechem i skoczyła z krawędzi mostu prosto w wodną otchłań…
…
Znaleziono ją martwą na brzegu rzeki następnego poranka, dwa kilometry od remontowanego mostu. Nikt nie poznał powodów jej samobójstwa, a młody policjant jeszcze przez długie lata nie mógł sobie podarować tragicznego efektu poprowadzonej przez niego rozmowy tej pamiętnej nocy. Nie mógł tego zrozumieć i nie dostrzegł też tego, gdzie popełnił swój błąd. Wydarzenie te ciążyło na jego duszy nieprzerwanie, a swoje ukojenie znalazł w coraz bardziej obsesyjnym zajadaniu się pączkami…
Koniec!
<< 20. „Ognisko integracyjne” <<
>> 22. „Opowieść wigilijna” >>