– Zostaw tą książkę i zbieraj się! – wykrzyczała z łazienki – nie chcę przegapić niczego! Nie podaruję ci, jak się spóźnimy przez tą twoją popieprzoną książkę!
Zbliżał się letni wieczór. Grzegorz leżał na tapczanie w salonie, trzymając w dłoniach z pozornym spokojem swą najnowszą zdobycz literacką pod zacnym tytułem „Demony są wśród nas”. Jego wątły umysł zainteresował się demonologią po obejrzeniu „Egzorcyzmy Emily Rose”. Przestudiował w sieci wszelkie dostępne materiały, dotyczące sprawy Emily, by następnie wkroczyć w zaskakująco pociągający dla niego świat demonów i opętań.
Miał 32 lata, a jego żona Magda była od niego o dwa lata starsza. Nienawidził tego, że nie rozumiała jego zainteresowania tak bardzo istotnymi kwestiami dobra i zła. W końcu tu chodzi o duszę człowieka! Sam nie wiedział, którego człowieka…
Magda była piękną kobietą, o kobiecych kształtach. Bardzo dbała o swój wygląd zewnętrzny. Jej czarne włosy zawsze były spięte w kok. Bez makijażu nie pokonywała dalszej trasy, jak od sypialnianego łoża do łazienki. Paznokcie zawsze bez zarzutu, z regularną zmianą koloru i ozdób. Właśnie ubierała się w swą koktajlową, białą sukienkę w piękne kwiaty i była praktycznie gotowa do wyjścia.
On nadal leżał. Bardzo nie chciał jechać na ognisko z tymi snobami z jej pracy, ale wiedział, że prędzej wygra z demonem niż z własną żoną. Czas się zbierać.
– W co mam się ubrać? – zapytał z wyrzutem.
– Przygotowałam ci już ubrania, są w sypialni! – znowu podniosła głos.
– Udał się do sypialni i dostrzegł rozłożone na ich łożu ubranie na dziś. „A więc dziś będę w krótkich spodenkach i koszulce polo” – pomyślał nieco rozbawiony, aczkolwiek widok ten zabrał mu kolejną dawkę energii z i tak nikłych już jej pokładów. Nienawidził beżów, a teraz będzie chodził w nich cały wieczór. Zaczął się ubierać w przygotowaną dla niego wieczorną kreację, rozmyślając. „Jak do tego doszło? Co poszło nie tak?”. Często zatrzymywał się na tym pytaniu, zastanawiając się przez chwilę nad tym, jak doprowadził do tego, że został w swym związku pozbawiony zupełnie swej woli. Podporządkował się całkowicie swojej kobiecie i nie potrafił się z tego w żaden sposób wyrwać i uwolnić. Jednak zazwyczaj jego rozmyślania w tej kwestii kończyły się jedynie na zadaniu tych pytań…
– Słuchaj mnie teraz uważnie! – ponownie podniesiony głos – Jeśli zahaczysz choć raz dziś wieczorem cokolwiek o tych twoich popieprzonych demonach, jeśli tylko choć raz jeden w jakiś sposób napomkniesz o nich przy moich współpracownikach, to bądź pewien, że nie wrócisz już tutaj. Będziesz przykładnym mężem, będziesz wesoły i miły dla innych, będziesz albo… – wstrzymała się na chwilę złowieszczo – Nie zapomnij czyje to jest mieszkanie, nie zapomnij, kim byłbyś gdyby nie ja. Ty pieprzony niewdzięczniku! Gardzę tobą! Czy ty w ogóle potrafisz cokolwiek? Nawet ubrać się sam nie potrafisz, nieudaczniku!
Wszystko w nim się gotowało, a niewidoczna para uciekała mu przez uszy i pory skóry jego głowy.
– Nie zrobię nic, czego byś nie chciała – odpowiedział, sam gardząc sobą za swą uległość i dodał – kochanie…
W odpowiedzi otrzymał uśmiech swej ukochanej odkrywający pełnię pogardy do niego…
Kwadrans później wyruszyli na miejsce ogniska. Wsiedli do jej czystego Hyundaia Tucson, z którego podłogi jeść by można było. Wsiadł za kierownicę, a ona jeszcze układała na tylnych siedzeniach ciasto, sałatkę i alkohol na wieczorną integrację, dorzucając szeptem w przestrzeń:
– Niczego nie potrafi…
Odjechali z parkingu przed ich blokiem zamieszkania, a dziesięć minut później opuścili również miasteczko Szkarłatne Wzgórze, udając się na wschód do miejscowości Dwory Kurpiewskie – miejsca ich dzisiejszego ogniska integracyjnego…
…
– Co za wspaniałe małżeństwo, wyglądacie na takich szczęśliwych, aż miło na Was popatrzeć – zagadnęła Beata, gospodyni imprezy – żeby ten mój chciał tak kiedyś wziąć z Was przykład – dodała rozmarzona z uśmiechem.
– Tak, jesteśmy szczęśliwi – odpowiedziała Magda, trzymając Grzegorza za rękę.
– Tak, a ja jestem najszczęśliwszym facetem na świecie – dodał Grzegorz z uśmiechem nr 4, udoskonalanym przez lata wszelkich spotkań towarzyskich.
Było wciąż jasno. Siedzieli w grupie dziewięciu osób przy długim stole rozstawionym około czterech metrów od dosyć pokaźnego ogniska. Niedaleko nich stał piękny, drewniany dom letniskowy, znakomity na taką okazję i weekendowy odpoczynek. W około otaczał ich dosyć gęsty las, nadając temu miejscu majestatyczny urok.
Na ognisku były oto trzy małżeństwa, jedna para narzeczeńska oraz Wiktoria, samotna koleżanka Magdy, która była dumną singielką, lubiącą wypić trochę więcej, niż pozostali. Gospodarz Norbert, ubrany w luźną, rozpiętą koszulę letnią przygotowywał kiełbaski, dołączając się do rozpoczętego wątku:
– Jak dla mnie za słodko, lubię czasem podenerwować moją żonkę. To najlepszy sposób na dziki seks. Nic tak nie działa lepiej, uwierzcie – śmiał się dumnie, lekko onieśmielając swą „żonkę”.
Basia i Kamil, jedyna para narzeczeńska również dzieliła się z innymi swym szczęśliwym pożyciem, a Ola z Radkiem mieli w zwyczaju siedzenie cicho i uśmiechanie się na wszelkie żarty, przytakując przy tym wszystkim i zdawkowo odpowiadając na pytania, byleby jakkolwiek uczestniczyć w rozmowie.
Impreza rozkręcała się wolnym tempem. Po zjedzeniu kiełbasek towarzystwo opróżniło dopiero jedną butelkę schłodzonej wódki, a singielka Wiktoria wyraźnie zaczynała czuć zniecierpliwienie spowolnionym towarzystwem i zaczęła dbać o właściwą częstotliwość toastów.
Zaczynało się ściemniać, gdy Wiktoria w końcu zapragnęła podkręcić atmosferę:
– Słuchajcie, mam coś idealnego na dzisiejszy wieczór – wyjęła z torebki małe, białe pudełeczko, a gdy je otworzyła, ukazały się wszystkim malutkie pastylki, przypominające tik taki. – Bądźcie spokojni, to nie narkotyk. Zupełna nowość, która pobudza zmysły w taki lekki i przyjemny sposób, znakomicie łączy się z alkoholem, musicie to sprawdzić – dodała swe kłamstwo, gdyż jej diler jasno powiedział trzy godziny przed ogniskiem, że ta nowość daje nieziemskiego kopa. Chciała to sprawdzić jak najszybciej.
– Skoro nie narkotyk, to czemu nie. Dawaj żonko, sprawdźmy to, co tak pobudza zmysły. Może coś dziś nauczymy się nowego w łóżku? – zachichotał wyraźnie już wcięty gospodarz Norbert, a jego wesoły nastrój udzielił się większości towarzystwa, gdyż każdy z zaciekawieniem wziął po pastylce w dłoń. Jedynie Grzegorz stanowczo powiedział „Nie”, za co został skarcony przez Magdę bardzo ostrym spojrzeniem. Wiedział, że właśnie sobie nagrabił, ale nie mógł wziąć tego diabelskiego środka, który mógłby zawładnąć jego duszą.
– Może, pozostaniemy przy wódce? – dodał, za co w odpowiedzi usłyszał od Magdy:
– Zawsze byłeś tchórzem, twoja strata – po czym Magda jako pierwsza połknęła białą pastylkę, a za jej przykładem jednym chórem poszła reszta towarzystwa, zapijając „nowość” schłodzoną wódką.
Grzegorz poczuł jak nachodzi go niepokój, poczuł dreszcze na swym ciele, a całe otoczenie jakby uległo zmianie. Nie wyglądało przyjaźnie. Las w pobliżu zaczął przybierać mroczne kształty i poczuł jakby ktoś jeszcze dołączył do nich. Ktoś, kogo nie widział, ale czuł jego obecność. To nie był nikt dobry. Czyżby jego pierwsze spotkanie z demonem?
Było ciemno. Ognisko rozświetlało niewielki skrawek polany, na której imprezowali. Nawet nie wiedział kiedy gospodarze zaczęli tańczyć obok ogniska, a był to bardzo zmysłowy taniec. Ocierali się o siebie, zbliżeni w pełnym kontakcie swych bioder. Ich ręce krążyły po swych ciałach, a za chwilę do nich dołączyła Wiktoria, którą przyjęli do swego tańca ochoczą. Nie dowierzał w to, co widzi.
– Magda, jak się czujesz? – zapytał wyraźnie zatroskany.
– Wspaniale, chodź tańczyć – odpowiedziała.
– Nie, tu się dzieje coś niedobrego – rzucił Grzegorz.
– Spieprzaj więc – syknęła Magda i wzięła za ręce parę narzeczeńską. Poprowadziła ich do ogniska i zaczęła tańczyć tak, jak Grzegorz nigdy dotąd nie widział jej tańczącej. Zginała się w pół, wypinając swoją krągłą pupę w stronę Kamila, który przyciągnął ją za biodra do siebie, jednocześnie całując swą narzeczoną, wijącą się u jego boku.
Grzegorz zamarł z niedowierzania. Zerknął na jedyną siedzącą przy stole parę obok niego. Wryło go jeszcze bardziej, gdyż ta cicha i skromna Ola właśnie rozpinała już swój stanik, jej suknia była zsunięta do pasa, a Radek pieścił jej szyję namiętnymi pocałunkami, dotykając ją po całym ciele. Po chwili przerwał pocałunki, by gwałtownie podnieść Olę i rzucić nią na stół, gdzie rozłożył jej nogi, rozpinając pospiesznie spodnie i uwalniając się ze swych ubrań. Był w pełni gotowy. Zerwał z Oli majtki i wszedł w nią. W ocenie zamroczonego tym wszystkim Grzegorza zrobił to bardzo brutalnie, ale najwidoczniej bardzo się to spodobało Oli.
– O tak, tak, mocniej ty… – Grzegorz nie dosłyszał, ale dałby sobie rękę uciąć, że powiedziała właśnie coś obcym językiem. Przerażony tą nagłą odmianą atmosfery zerwał się i podszedł pospiesznie do Magdy, która zaczynała również zsuwać ramiączka swej sukienki. Basia i Kamil obok niej najwidoczniej chcieli zjeść całe swoje wnętrzności przez pocałunek. Nigdy dotąd nie widział tak głębokiego pocałunku. Zatrwożony chwycił Magdę za ramiona i potrząsnął nią:
– Co robisz? Magda! Co ty robisz?! Opamiętaj się!
Ona spojrzała na niego chłodnym wzrokiem, a pod nim ugięły się nogi. W blasku ogniska dostrzegł w jej oczach żywą, ciemną mgiełkę, poruszającą się w miejscu gdzie dotychczas panowała biel. Jej oczy były szeroko otwarte, a mgiełka przemieszczała się w nich żwawo i wyraźnie rosła, pokrywając znacząco ich powierzchnię.
– Zabieram cię stąd! Natychmiast! – chwycił ją za rękę mocno, by odciągnąć ją od coraz bardziej rozpalonej parki narzeczeńskiej. Gospodarze obok tańczyli już nadzy, a Beata namiętnie całowała piersi singielki Wiktorii, która dla odmiany całowała się z gospodarzem, dotykając się wzajemnie w swe najczulsze miejsca. W tym czasie Magda z ogromną siłą wyrwała swą dłoń z uścisku Grzegorza i pchnęła go. Grzegorz upadł dwa metry dalej. „To jakiś obłęd. To już nie moja Magda” – pomyślał, nie wiedząc, co począć.
– Słuchajcie! Jest z nami intruz, który ewidentnie chce nam zepsuć naszą imprezę! – wykrzyczała Magda, wskazując na Grzegorza. – Co z nim zrobimy? – dodała, ukazując diaboliczny uśmiech.
– Zajmę się tym! – w dziwnie rozweselającym tonie rzucił Norbert, po czym błyskawicznie znalazł się przy Grzegorzu, przyciskając go swym nagim ciałem do podłoża. W jego oczach zagościła ta sama mgiełka. Wszyscy w około śmieli się w głos. – Złapcie go! – dodał Norbert, a cała grupa już w komplecie rzuciła się do Grzegorza.
Był bezradny, szarpał się, ale nie mógł nic zrobić. Czuł, że zostaje pozbawiany swych ubrań. Nie chciał, by ktokolwiek widział go nago, poza jego żoną, a właśnie to ona zdjęła błyskawicznie z niego bokserki.
– Co z nim zrobimy? – zapytała ponownie Beata?
– Jestem głodny – powiedział Radek i wszyscy wybuchli śmiechem.
– Ja też, czas na posiłek – dorzuciła Ola, nie przestając się śmiać.
– O Boże, nie! Przestańcie! Co wy robicie? Nie! Oszaleliście?!– krzyczał z całych sił bezbronny Grzegorz, którego towarzystwo przenosiło właśnie na ich gościnny stół. Widział przed sobą twarze swych znajomych i swej żony. Były to upiorne twarze, wykrzywione w groteskowym uśmiechu, z tymi diabelsko ciemnymi oczami, a towarzyszyło im rytmiczne:
– Jeść! Jeść! Jeść! Jeść!…
– Precz demonie! – spróbował swego własnego egzorcyzmu. W odpowiedzi otrzymał tylko głośniejszy śmiech oraz zatrważające zdanie:
– Beata, skocz po tasak!
– Się robi mężu – jeszcze potworniejsza odpowiedź i ten diabelski śmiech, który zabierał Grzegorzowi resztki rozsądku. Beata pobiegła w stronę domu.
Poczuł jak zostaje pobudzany czyjąś dłonią. Czuł się z tym okropnie, tym bardziej, że skutecznie. Któraś z obecnych kobiet usiadła na nim w pełnym zbliżeniu, a on zaczął płakać. W tej jednak sytuacji dostrzegł swoją szansę, bo oto pozostała część obecnych zaczęła ponownie zajmować się sobą wzajemnie. Beaty z tasakiem nie widać jeszcze. To jedyna szansa, wiedział o tym.
Zerwał się z całych sił ze stołu, zrzucając z siebie na całego rozpaloną kobietę. Nie wiedział którą, ale wiedział, że to nie Magda. Staranował kogoś obok siebie i zaczął biec co sił w stronę lasu. Biegł, a zza niego dobiegały go głosu:
– Ucieka!
– Mam tasak, mam tasak!
– Za nim!
Biegł, aż zaczynało brakować mu tchu. Kaleczył stopy, nogi, ręce i całe ciało, przedzierając się przez gęsty las w całkowitych ciemnościach. Nie przestawał biec i wydawało mu się, że chyba nikt za nim nie ruszył. Tak! Wiedział już, że nikt go nie goni. Mimo to nadal biegł, aż dostrzegł przedzierające się przez drzewa światło reflektorów nadjeżdżającego nieopodal samochodu. „Jestem uratowany”…
Nie zważając na swą nagość biegł wprost na spotkanie ze zbliżającym się samochodem i nadal roztrzęsiony wybiegł na ulicę tuż przed nim. Kierowca nie zdążył zahamować…
…
Obudził się w szpitalu. Nie mógł się ruszać, nawet nie próbował. Nie miał sił i był bardzo senny. Bolała go bardzo głowa.
– Ładnie to tak uciekać z imprezy? Masz nauczkę niedojdo – odezwała się Magda, stojąca przy jego szpitalnym łóżku.
– Jak się tu znalazłem? – zapytał Grzegorz.
– Nie wiem, niewiele pamiętam z wczorajszej imprezy. W zasadzie to nic nie pamiętam. Tylko początek. Chyba przesadziliśmy z alkoholem. Wpadłeś pod samochód gdzieś na pobliskiej drodze. Nie będziesz pił więcej, nie kontrolujesz się zupełnie. Wiesz, że byłeś nagi? Taki wstyd! Jak ja teraz pokażę się w pracy… – rozczulała się nad sobą Magda.
Grzegorz zaczynał przypominać sobie wydarzenia ubiegłej nocy. „Ona nie pamięta nic”. Nie wiedział co z tym zrobić, chyba sam chciałby nie pamiętać tego wszystkiego, co widział. Stwierdził, że chyba doświadczył obecności demona i nie chciał tego więcej. Nie chciał już żadnych książek, żadnej walki dobra ze złem. Woli świat bez tego syfu. Zapragnął jedynie swojej dawnej, okropnej dla niego Magdy i ich wspólnego życia. Zaczynał przysypiać…
– Ale mnie głowa boli – odezwała się Magda. – Mam od Wiktorii jakieś tabletki, napisała mi dziś, że pomogą na kaca…
„Wiktoria… Tabletki…Och, nie!” – jasność umysłu zaczynała powracać Grzegorzowi, ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, dostrzegł jedynie jak Magda popija już szklanką wody kolejną pastylkę od Wiktorii.
– Coś ty zrobiła?! – chciał krzyknąć, ale jedynie wyszeptał…
– Od razu lepiej… Hmmm, chyba nigdy nie robiłam tego w szpitalu… Chodź tu do mnie kociaku – powiedziała Magda nachylając się nad leżącym w bólu i przerażonym Grzegorzem, który ponownie dostrzegł tą ciemną mgiełkę krążącą żywo w jej oczach i rozprzestrzeniającą się po ich powierzchni…
Koniec!