– Nosz kurwa mać! – wykrzyczał wręcz w pustkę, trzymając w ręku telefon i patrząc z niedowierzaniem na SMS od niej – to nie może być… – dodał już z cichym westchnieniem, nie dokończając.
Zaplanował ten weekend z dużym wyprzedzeniem. Poniósł nie małe koszty związane z wynajęciem tego wyjątkowego domku w środku lasu, z dala od wszelkiej cywilizacji. Sam brylant wyniósł jego trzy wypłaty, ale to nie pieniądze go w tym momencie bolały.
„Przepraszam, ale nie możemy być razem. Wróciłam do Darka, przykro mi.”
Tylko tyle? SMS? Nie mógł ogarnąć swym rozumem tego, co właśnie przeczytał już po raz trzeci. Jak mogła wrócić do niego? Przecież tak wiele mu opowiedziała jak krzywdzący był dla niej.
Próbował zadzwonić kilka razy, ale bez powodzenia. „Dlaczego?” – odpisał i wyszedł na taras zaczerpnąć świeżego powietrza. Zbliżała się noc, wszędzie w około panowała leśna cisza, jeszcze nie zakłócona nocnym życiem dzikich zwierząt. Serce miał ściśnięte, jakby ktoś chwycił je w imadło i kręcił bez opamiętania. Czekając na odpowiedź czuł jak opuszczają go siły, a do oczu napływają łzy. Przysiadł na tarasowej ławeczce nie wiedząc co dalej począć. Do domu czekała go daleka droga, a noc zaczynała nabierać pełni swych mrocznych odcieni.
Mieli się spotkać na miejscu, gdzie tak pieczołowicie dopracował wszystko na ten zaręczynowy moment. Kominek, kolacja oraz ich ulubiony Chivas Regal, który często wyzwalał w nich dziką namiętność… Tak dużo razy myślał o tym, jak będą się kochać ze sobą przez wiele godzin. Miał w głowie zaplanowane wszystko, co zrobi jej, gdy tylko już będą we dwoje… Nie było odpowiedzi, nie będzie kochania – ta myśl już zaczynała nabierać realnych kształtów.
Zdecydował się przenocować. Spojrzał jeszcze dosyć tępo na zaparkowanego tuż przed schodkami domku jego dwuletniego Range Rovera. Zerknął również na cienie wierzchołków drzew na tle ciemnego już nieba, po czym wszedł do wewnątrz.
Rozejrzał się po salonie. Panował tu półmrok, a widoczność zawdzięczał w tej chwili włączonej lampce w części kuchennej. Zatrzymał się wzrokiem na oświetlonym stole. Podszedł, odsunął krzesło i usiadł, by następnie zanurzyć twarz w dłoniach. Płakał. Nie blokował się, wszystko przestało mieć już dla niego znaczenie. Zebrał siły tylko po to, by podnieść się i wyjąć z lodówki whisky. Przeniósł do stołu trunek wraz z butelką coli i szklanką. Nalał pół szklanki czystej i wypił błyskawicznie. Dolał kolejną porcję, ale rozcieńczył tym razem z colą i gdy już chwytał za pełną szklankę na swej szyi poczuł nieprzyjemną obecność intruza oraz delikatne ukłucie…
Robak? Pająk? Cokolwiek to było, strząchnął to dłonią instynktownie z karku wprost na stół. Tak, to był pająk, ale gdy patrzył na niego stwierdził, że jest to bardzo nietypowy pająk. Takiego nie widział jeszcze nigdzie. Pająk zatrzymał się w bezruchu i patrzył wprost na niego. On patrzył na pająka.
Jego nowy kompan mierzył około trzy cm i nie wyróżniał się budową od wielu innych pająków, jakie widział dotychczas – poza barwą. Jego wydatny odwłok był w paski, w naprzemienne kolory czarne i czerwone, przypominające tygrysie cętki. Właśnie to barwa pająka zahipnotyzowała go najbardziej, gdyż czerwień ta była niezwykle jaskrawa, bardzo przyjemna dla oka. Nie wnikał dlaczego, a nagle bardzo polubił pająka. Zaczął do niego mówić i odnosił wrażenie jakby pająk rozumiał go, a nawet zaczął mu odpowiadać. Nie zdawał sobie zupełnie sprawy z tego, że uległ poważnym halucynacjom, jak również nie zwrócił uwagi na to, że z każdą chwilą następował paraliż kolejnych części jego ciała. Tańczący kankana pająk to ostatni zarejestrowany przez jego umysł obraz, po którym padł bezwładnie głową na stół…
Po zakończonym weekendzie odnalazł go właściciel domku, dokładnie w takiej samej pozycji, jaką przyjął w swej ostatniej chwili. Jego twarz była sina, a na opuchniętej szyi znajdował się wyraźny znak po ugryzieniu, od którego rozciągały się na wszystkie strony ciemne pręgi. Na twarzy pozostał mu zastanawiający wszystkich uśmiech…
Sprawca został bardzo szybko znaleziony i zdumiał wszystkich naukowców na całym świecie, gdyż nie był nikomu dotychczas znany i został wkrótce uznany najbardziej niebezpiecznym pająkiem świata. Upodobał sobie dokładnie ten leśny skrawek z naszej opowieści i otrzymał nazwę Latrodectus Cyanus…
Koniec!