Szósta klasa podstawówki to niełatwy okres dla wielu dzieciaków, które zaczynają już poznawać dorosły świat i prawa w nim rządzące.
To taki głupi czas, gdzie dziecko chce już być dorosłym, uwolnić się od wpływu rodziców, wyrwać się ze zniewolenia szkołą, stać się niezależnym od wszystkich i wszystkiego, coraz częściej zapominając o tym, że nadal jest po prostu dzieckiem. U wchodzącego w okres dojrzewania dziecka zaczynają budzić się też różnorodne kompleksy, które stają się boleśnie żywe i dają porządnego kopa w dupę, szczególnie każdego dnia w szkole. Nikt nie chce być ocenianym, a niefortunnie jest to dosyć popularne zjawisko wśród uczniów szóstej klasy podstawowej. Dzisiejszym bohaterom naszej opowieści, którym towarzyszyły właśnie kwestie ich młodzieńczego bytu, przydarzył się pewnego dnia zupełnie zaskakujący dla nich obrót spraw. Odmieniło to całkowicie ich dalsze życie…
Poznajemy Jacka w chwili, gdy niepewnie i z opuszczoną głową przemierzał szkolny korytarz. Trwała właśnie przerwa między lekcjami, a Jackowi bardzo zachciało się wysiusiać. Szedł blisko ściany, mijając liczne grupy i kolejne klasy w największej szkole podstawowej miasteczka Szkarłatne Wzgórze. Nienawidził tego gwaru, nienawidził tych wszystkich osób, z którymi spędzał tak wiele czasu w szkole. Nienawidził ich, a jednocześnie bardzo się ich bał.
– Masz dla mnie kanapki grubasie? – spodziewał się tego, a mimo wszystko aż zadrżał na dźwięk tego znienawidzonego i piskliwego głosu. Nie odpowiedział nic i zatrzymał się. Drogę zagrodziła mu grupka jeszcze nie wyrośniętych chłopców z Rafałem na czele, który najwidoczniej obrał sobie za cel życia uprzykrzenie wszystkich szkolnych lat Jackowi. Na wszelkie sposoby…
Rafał był wyraźnie niższy od Jacka, sięgał mu do ramion. Jacek był wyraźnie większy fizycznie od Rafała, pod każdym względem. Lubił jeść, jadł dużo, a też i uwarunkowania miał sprzyjające tyciu. Był po prostu gruby. Z pewnością też był silniejszy od Rafała, jednak najnormalniej w świecie o tym nie wiedział. Jasnowłosy Rafał czuł się silniejszy i wzbudzał w Jacku paniczny lęk. Wiele już razy dostał w brzuch z kopa lub pięści od niego. Bez odzewu. Rafał był zawsze w grupie, Rafał był popularny, zawsze wygadany, dowcipny i lubiły go wszystkie dziewczyny w szkole, a on był nikim…
– Co tak zaniemówiłeś? Gdzie moje kanapki? – kontynuował Rafał klepiąc Jacka dłonią po jego pulchnych i piegowatych policzkach.
– Nie mam. Zjadłem już – odpowiedział cicho Jacek z nadal opuszczoną głową. Bał się bardzo. Lękał się, że za chwile ponownie poczuje ból, że ponownie zostanie pobity. Jednak najbardziej lękał się śmiechu i drwin wszystkich tych osób, które ponownie zobaczą jego upokorzenie. Był sparaliżowany. Stał w oczekiwaniu na swą egzekucję, która nadeszła nieunikniona.
– Będzie kara – powiedział Rafał tonem surowego sędziego i dodał do swych towarzyszy – patrzcie czy nikt nie idzie.
Jacek dostał pierwszego kopa w brzuch. Poczuł ból i bardzo przestraszył się tego, że może za chwilę się zsikać. Skulony stał nadal, czekając na kolejne ciosy. Oczywiście doczekał się ich.
Rafał złapał dłonią za rude włosy Jacka i ściągnął jego głowę w dół po to, by drugą otwartą strzelić mu perfekcyjne „karczycho”. Odgłos klaśnięcia był idealny. Wszyscy w około śmieli się w głos, a Rafał nie przestawał. Zachęcony poklaskiem rówieśników podciął Jackowi nogę i pchnął go, przez co Jacek zataczając się niezdarnie upadł na podłogę korytarza szkolnego. Rafał podszedł i kopnął go ponownie w brzuch.
„Za chwilę się zsikam, och Boże niech to się skończy, błagam!” – modlił się w duchu Jacek, którego pęcherz był już na samym skraju wytrzymałości. Ponowny kopniak był bardzo bolesny i przeważył wynik ich kolejnego spotkania.
Jacka opuścił wszelki lęk. Nie chcąc się zsikać w portki, a też mając już dosyć tych wszystkich upokorzeń Jacek zerwał się na nogi i ścisnął mocno zaskoczonego Rafała w swych objęciach. Włożył w to całą swą skrywaną nienawiść do Rafała oraz wszystkich tych gapiów i ściskał go ramionami tak mocno, że Rafał jedynie wytrzeszczył oczy nie mogąc w żaden sposób zareagować na to. Jacek nie poprzestał na tym i z tego uścisku podniósł do góry Rafała obracając go w powietrzu w poprzek, po czym rzucił nim o ścianę, jakby rzucił piłką w zbijaka. Rafał z impetem uderzył całym ciałem w ścianę, po czym opadł na podłogę, obijając wiele miejsc swego ciała niemiłosiernie i skręcając kostkę w lewej nodze. Był zdezorientowany, nie rozumiał nic z tego, co się właśnie wydarzyło. Dostrzegał jak przez mgłę jedynie rozdziawione gęby swych kumpli oraz wytrzeszczone oczy wszystkich w około.
To był koniec drwin z Jacka. Rafał próbował wstać, jednak jego próby podniesienia się z podłogi kończyły się raz po razie niepowodzeniem. Ból jakiego doświadczył po raz pierwszy w życiu oraz upokorzenie, które temu towarzyszyło przechyliły szalę i odmieniły całkowicie losy tych dwóch młodych ludzi. Rafał po raz pierwszy przestraszył się Jacka, a Jacek po raz pierwszy w życiu przestał się bać kogokolwiek.
Popatrzył chwilę na jęczącego i kulącego się na podłodze z bólu Rafała, po czym z nieznanym mu uczuciem triumfu ruszył w drogę do łazienki. Nikt nie stanął mu na drodze, patrzył wszystkim w oczy rozwścieczonym spojrzeniem i wszyscy zaczęli schodzić mu z drogi, opuszczając swój wzrok przed nim.
Jacek nie wiedział o tym, że właśnie dla wielu dziewczyn stał się prawdziwym bohaterem i wzbudził ich ogromne zainteresowanie. Nie wiedział też o tym, że właśnie całe jego życie przewróciło się do góry nogami.
…
Dalsze dni i miesiące w szkole stały się dla Jacka prawdziwym niebem na ziemi. Nagle wszyscy chcieli rozmawiać z nim, liczyć się z jego zdaniem i opinią. Jackowi bardzo się to spodobało, a najbardziej uśmiechy i zaczepki najpiękniejszych dziewczyn w szkole. Z czasem zaczął z nimi rozmawiać, z czasem też znalazł się w paczce z najpopularniejszymi osobami szkoły. Przestał ich nienawidzić. Jego kat usunął się na bok. Widział go każdego dnia, jednak te niespodziewane zdarzenie odmieniło wyraźnie także los Rafała, który został wzgardzony przez swych najlepszych kumpli i stracił zainteresowanie dziewczyn. Rafał dostał nauczkę, której konsekwencje zniszczyły jego świat. Rafał przestał istnieć dla innych, a to uruchomiło w Rafale dramatyczne zmiany w jego emocjach i sposobie myślenia.
…
Tak upłynęła podstawówka oraz kolejne lata szkoły średniej i studiów, w trakcie których Jacek zaczął chodzić na siłownię, dbał o swą dietę i dbał o relacje z tymi wszystkimi wspaniałymi ludźmi, którymi był otoczony. Nikt nie pamiętał już zdarzenia z szóstej klasy podstawówki, Jacek również nie wracał do tego myślami, tym bardziej, że po zakończeniu podstawówki Rafał zniknął zupełnie z jego życia. Ich drogi rozeszły się. Ten nowy stan stał się z czasem stanem zupełnie naturalnym.
Jacek stał się popularny, zaczął pracę w firmie marketingowej i właśnie poznał miłość swego życia. Wyrósł na przystojnego i dobrze zbudowanego faceta. Był wysoki, a jego bujne rude włosy przyciemniały z upływającymi latami i dziś z modnie wystrzyżoną fryzurą oraz markowymi ubraniami wzbudzał ogromne zainteresowanie płci przeciwnej. Jego pewność siebie oraz przyjazne i radosne nastawienie dopełniały dzieła i tak oto nasz Jacek stał się niezwykle atrakcyjny w oczach tych dziewczyn, które kiedyś były dla niego poza zasięgiem.
Dziewczyna Jacka miała na imię Kasia i była przepiękna. Szczupła sylwetka, wydatny biust i wspaniale odstająca pupa, ciemna karnacja, długie czarne włosy, wydatne usta, duże piwne oczy – to wszystko tworzyło obraz supermodelki Kasi, która oczywiście zupełnie nie była zainteresowana modelingiem, a zajmowała się księgowością w jej rodzinnej firmie ogrodniczej. Jacek stracił dla niej głowę i nie widział świata poza nią. Odnalazł w niej swą drugą połówkę i nie chciał niczego więcej już od życia. No może wspólnej przyszłości, założenia rodziny i wspólnych dzieci.
Nie zwlekał za długo i po niecałych dwóch latach związku wypełnionego miłością i namiętnym seksem oświadczył się jej. Zrobił to podczas wiosennego weekendu nad morzem, gdzie w dosyć ciepły dzień ukląkł przed nią na wolnym od ludzi piaszczystym brzegu morza i włożył na jej serdeczny palec oślepiający swym blaskiem pierścień z dużym i czyściutkim brylantem. Powiedziała tak. Kochała go nie mniej, niż on ją. Byli szczęśliwi, byli zakochani i byli wciąż młodzi. Życie w szczęściu czekało na nich i tylko tego pragnęli obydwoje.
Powoli zaczęli planować i organizować swój ślub, który tuż po zaręczynach wyznaczyli na czerwiec przyszłego roku. Kolejne miesiące nadal wypełnione były namiętnością, która tylko kwitła z każdym miesiącem. Jej efektem była ta wielce radosna nowina na cztery miesiące przed ślubem, kiedy to test ciążowy Kasi dał im pozytywny wynik i tak oto uczucie szczęścia w Jacku sięgnęło zenitu. Miał wszystko…
…
Nadszedł ten wielki dzień ślubu Jacka i Kasi. Słońce na bezchmurnym niebie dawało przyjemne ciepło i nastrajało wszystkich radośnie. Po wyszykowaniu się i ubraniu w swój elegancki garnitur ślubny Jacek wyjechał spod swego rodzinnego domu po swą ukochaną. Wynajął na ten cel ekskluzywną, białą limuzynę. Był to nowiusieńki Chrysler, w którego wnętrzach mógłby równie dobrze mieszkać. Wszystko dziś miało być ekskluzywne. Niekoniecznie stać było go w pełni na to, ale z drobną pomocą rodziny przygotowali wspólnie bajeczne wesele, które oczekiwało już na nich oraz ich weselnych gości w pensjonacie „Weronika” na obrzeżach ich miasteczka.
Kasia wyglądała cudownie w swej białej, rozłożystej sukni. Prawdziwa księżniczka, która zmierzała właśnie ze swym księciem do pobliskiego kościoła jej parafii. Otworzyli w limuzynie szampana i choć Kasia teoretycznie nie powinna, to jednak wraz z Jackiem oraz ich świadkami namoczyła usta w tym musującym trunku, gdy został wzniesiony toast za ich wspólną przyszłość.
Kościół wystrojony kwiatami zapierał im dech w piersiach. Ksiądz pięknie mówił z ambony kościelnej o miłości oraz o tym, jak powinni żyć w małżeństwie, by wszystko było dobrze. Obydwoje słuchając kazania zastanowili się przez chwilę, skąd akurat ksiądz może wiedzieć cokolwiek o małżeństwie, ale nie zaprzątali sobie tym głowy za długo, gdyż mieli tu jeden cel do osiągnięcia.
Przysięga małżeńska przebiegła pewnie i spokojnie. Obydwoje przyrzekli sobie miłość na dobre i na złe, po czym założyli sobie wzajemnie obrączki ślubne i Jacek po raz pierwszy pocałował swą żonę. Gdy wychodzili z kościoła wszyscy goście, którzy bardzo licznie przybyli na ich uroczystość ślubną bili brawo młodej parze. Tak oto Jacek i Kasia, już jako mąż i żona wyszli na zewnątrz kościoła, by na pięknym słońcu i w otoczeniu zieleni drzew zebrać wszelkie koperty, kwiaty, alkohole i inne podarunki od weselnych gości.
Kolejka ustawiła się długa, a tuz przed nimi panował istny tłok i gwar. Większość gości przeciskała się do przodu, chcąc jak najszybciej złożyć życzenia i ruszyć na salę weselną, by zjeść coś na ciepło i napić się w końcu weselnej wódki. Uściski i pocałunki rozpoczęły się na całego i oto przed Jackiem stanął z uśmiechem niewysoki blondyn, ubrany w białą koszulę i czerwony krawat. Jacek odwzajemnił z automatu uśmiech, zastanawiając się bezwiednie, skąd zna tą twarz. Świat zawirował mu przed oczami, wszystko stało się wręcz nierzeczywiste, jak w groteskowym śnie. Jacek czuł, że coś jest nie tak. Czuł również, że coś się za chwilę stanie, ale jego umysł rozpływał się i topniał od tych gwałtownych emocji, które wstrząsnęły nim wraz z pojawieniem się postaci stojącej tuż przed nim.
– Wszystkiego dobrego na nowej życia grubasie – wypowiedział blondyn, a Jackowi ugięły się nogi. Poczuł lęk, strach i realne zagrożenie. Stojący przed nim Rafał wyraźnie nie miał dobrych intencji, Jacek nie miał najmniejszych wątpliwości co do tego. Na reakcję nie starczyło czasu, gdyż oto Rafał chwycił Jacka za szyję przybliżając go do siebie i zaczął dźgać Jacka raz po razie nożem. Nikt nie zdołał tego wychwycić w porę, nikt nie zdołał uchronić Jacka przed tym atakiem.
– Ale… – zdołał jedynie westchnąć cicho Jacek.
– Zje…łeś mi życie! Mówiłem, że będzie kara – wykrzyczał dosyć głośno prosto w ucho słaniającego się na nogach Jacka, śmiejąc się przy tym szaleńczo, co zwróciło błyskawicznie uwagę wszystkich gości w około. Śmiał się, a z oczu płynęły mu łzy. Goście zareagowali, gdy dostrzegli zalany krwią tors Jacka i nadal aktywnie dźgającego nożownika. Zareagowali za późno. Nieżywy Jacek upadł na chodnik przed kościołem. Kasia rzuciła się do niego z histerycznym płaczem, tuląc jego głowę w swych ramionach. Goście weselni rzucili się na Rafała, sprawnie przewracając go na ziemię. Część z nich w ataku furii zaczęła go bić, kopać i okładać z każdej strony. Wiedzieli już, że Jacek nie żyje i zapragnęli swej zemsty. Tłukli Rafała bez opamiętania, aż w końcu ten leżał już w bezruchu, nie wydając również żadnego dźwięku z siebie. Dopiero wtedy odpuścili i odeszli od niego tworząc dwa koła – jedno wokół Jacka i świeżo upieczonej wdowy oraz drugie wokół równie martwego napastnika. Nikt nie wiedział, co teraz ma zrobić dalej…
Tak oto dokonała się zemsta i samosąd. Tak oto jedno zdarzenie z szóstej klasy podstawówki wpłynęło na losy dwóch młodzieńców oraz ich bliskich i odmieniło ich życia na zawsze.
Od dramatycznych wydarzeń naszej dzisiejszej opowieści nie minęło więcej niż dwa dni, gdy w niezliczonej ilości szkół podstawowych na całym świecie kolejne popychadła dostały swój kolejny łomot od szkolnych łobuzów. Jak wpłynęło to na ich życia? To już materiał na inną opowieść…
Koniec!
<< 18. „The end of the f***ing world” <<
>> 20. „Ognisko integracyjne” >>