Przejdź do treści

Opowieści na dobranoc (18) – „The end of the f***ing world”

Otworzyła jedno oko. Na drugie stwierdziła, że jeszcze za wcześnie. Wzięła do ręki swój telefon nie podnosząc głowy z przepoconej poduszki. Bateria padnięta. Rzuciła go na łóżko i zamknęła oko, gdyż poczuła zbliżający się niepożądany i tak dobrze jej znany ból. Spróbowała zasnąć, jednak ból głowy zaczął się wzmagać i wiedziała, że teraz już nie minie sam z siebie, bo tak by tego chciała.

Wyciągnęła rękę za łóżko i zaczęła szukać butelki z nadzieją, że nie wypiła wczoraj wszystkiego. Znalazła pustą. Szukała dalej. Przerzucała z miejsca w miejsce kolejne puste butelki tuż przy swoim łóżku, aż w końcu podniosła niedopitego browca. Wciągnęła zwietrzałe resztki na dwa łyki, ale nie poczuła ulgi. Wiedziała, że to za mało i że nie ma już więcej.

– Czas na zakupy – powiedziała sama do siebie i podniosła się z łóżka z westchnieniem.

Wiedziała, że pije za dużo. Wiedziała, że już tego nie kontroluje, ale wmawiała sobie, że ma to w dupie. Zostawił ją dla innej i jej świat się skończył w dniu, w którym się o tym dowiedziała. Wszystkie jej plany i marzenia legły w jednej chwili w gruzach, a ból był nie do zniesienia. Alkohol okazał się pomocny. Dzięki niemu chwilami bolało mniej.

Nie zdawała sobie sprawy z tego, że od tamtego bolesnego zdarzenia minął już ponad rok. Zatrzymała się emocjonalnie w miejscu swojego dramatu i dalsze życie przestało ją interesować.

Szybko z poukładanej i ładnej dziewczyny zamieniła się we wrak człowieka. Nie chciała tego dostrzec. Zamknęła się w swoim świecie odrzucenia i nawet nie wiedziała już, że istnieje cokolwiek innego.

Spojrzała w lustro. Dostrzegła swoją opuchniętą buzię i przekrwione oczy, które zaczynały również jej dokuczać. Przeczesała pobieżnie swe przetłuszczone ciemne włosy, po czym ubrała czarne, sportowe leginsy i nieświeżą, niebieską bluzeczkę na ramiączka. Stwierdziła, że z pewnością nie wygląda tak źle, a za parę minut poczuje się tylko lepiej i wszystko będzie dobrze. Warto przejść przez swą „drogę wstydu” – tak nazywała drogę do pobliskiego sklepu osiedlowego. Na jej końcu znajdzie swoje ukojenie. Ból minie.

Założyła brudne sportowe Nike i wyszła z mieszkania, zostawiając za drzwiami stertę butelek, puszek, kartonów po pizzy i wiele innych śmieci. Mieszkała sama. Nie pracowała. Otrzymała pokaźny spadek po swej babci, który miał jej wystarczyć na spokojne przeżycie w tym stylu przez kolejny rok. Potem będzie się martwić tym, za co będzie dalej pić. Nie zwróciła uwagi, że jeszcze miesiąc temu określiła stan jej konta wystarczający na kolejne dwa lata. Teraz już tylko na rok. Pieniądze z konta znikały bez opamiętania, nie kontrolowała tego również w żaden sposób.

Schodząc po schodach ze trzeciego piętra jej bloku zwróciła uwagę na odgłosy dobiegające z sąsiednich mieszkań. W kilku z nich panował istny harmider. Na samym dole spotkała młodego chłopaka, sąsiada z pierwszego piętra, do którego czasem zagadywała.

– Która godzina mały – zapytała – telefon mi padł – dodała.

– Nie wiem, chyba po południu… – rzucił wystraszony chłopiec. Miał dziesięć lat i w chwili spotkania nerwowo przechodził z nogi na nogę, rzucając szeptem raz po razie – Szybciej, szybciej…

– Co tu robisz, czemu nie jesteś w szkole? – zapytała młodego.

– To ty nie wiesz? Właśnie zbieramy rzeczy i wyjeżdżamy już jak najszybciej, bo… – nie dała mu dokończyć.

– Nie mam dziś na to czasu młody, są ważniejsze sprawy. Trzymaj się – powiedziała opryskliwie i otworzyła drzwi z klatki schodowej, wychodząc na bezchmurną przestrzeń przed jej blokiem. Usłyszała jak młody rzucił jeszcze jakieś „ale” i ruszyła w stronę sklepu.

Patrzyła pod nogi, które nie były zbyt pewne po wielomiesięcznym melanżu. Wiele razy się przewróciła i nie chciała dziś tego powtórzyć, tym bardziej, że jest południe i masakrycznie dużo ludzi w około.

Tylko gdzie oni tak pędzą jak szaleni? Co tu się dzieje?

Widziała kątem oka jak pojedyncze osoby biegną chodnikami i ulicami w różne strony, zwróciła uwagę również, że niosą wiele dziwnych rzeczy, jak telewizor, jakiś obraz czy ekspres do kawy. Widziała również, że większość z nich ma walizki lub torby podróżne. Część ładuje je w samochody, a inni biegną z nimi gdzieś dalej. Nie rozumiała tego, ale też nadal miała to w dupie.

„Potrzebuję się napić i to potrzebuję szybko, bo zaczynam chyba już świrować z braku” – pomyślała i lekko przyspieszyła kroku. Siły ją opuszczały, słońce niemiłosiernie prażyło w jej i tak już zmasakrowaną głowę, a suchość w gardle zabierała jej chęci do życia. Wiedziała, że pozytywna odmiana jej sytuacji jest blisko, tuż za rogiem. Już jest prawie na miejscu, jeszcze tylko kilka kroków i…

Sklep był otwarty, ale w inny sposób niż zazwyczaj. Sprawdziła drzwi, choć nie potrzebowała, gdyż cała sklepowa witryna była rozbita, a szkło rozsypane było po całym chodniku przed sklepem. Mimo to chciała wejść tradycyjnym sposobem, ale drzwi były zamknięte. Przystanęła przy sklepie. Zgłupiała napotykając się na taką sytuację, ale potrzeba przyniesienia sobie ulgi górowała nad wszystkim.

Przeszła przez rozbitą witrynę i zaczęła wołać:

– Halo!? Jest tu ktoś?

Cisza…

Rozejrzała się w około, nie znalazła żywej duszy w sklepie. Dopiero dostrzegła też, że wszystkie półki, na których leżały wszelkie artykułu spożywcze są puste.

„Może właściciel zwinął interes?” – pomyślała i podeszła do lady, za którą na całej ścianie stały nadal butelki z różnymi alkoholami.

„Zapomnieć o takim arsenale? Właściciel to idiota” – pomyślała zadowolona i dopadła się do pierwszej z brzega cytrynówki. Otworzyła ją i błyskawicznie wlała w siebie jedną czwartą jej zawartości.

Już czuła rozgrzewające działanie cytrynówki w jej wnętrzu. Już czuła jak ból zaczyna łagodnieć i powraca jej energia. Zastanowiła się co dalej.

„Skoro właściciel się zawinął, to pozwolę sobie zaopatrzyć się na trochę dłużej.”

Poszukała reklamówek i znalazła jedną. Trzymając ją w ręku stwierdziła, że lepiej jej będzie jednak zabrać wszystko w koszyku. Tak też zrobiła. Załadowała ostatecznie dwa koszyki wszelkimi rodzajami alkoholu, od win, przez whisky, do czystej. Znalazło się miejsce w jednym z koszyków również na kilka browarów. Sięgnęła jeszcze po ostatni karton fajek i wygramoliła się na zewnątrz tą samą drogą, którą weszła.

Zmierzała do swojego bloku. Sytuacja na zewnątrz nie uległa zmianie. Banda debili nadal biegała tam i z powrotem, bez ładu i składu. „Ch.. z nimi, ja mam wszystko” – pomyślała i podążała zdeterminowana do swego mieszkania, dźwigając dosyć ciężkie koszyki sklepowe.

– A ty co robisz? Ratuj się głupia? – krzyknęła do niej przebiegająca obok sąsiadka.

– Nie twój je…ny interes głupia pi…do! Sama się k… ratuj i pocałuj mnie w dupę! – odkrzyknęła wściekła. „Co za suka, będzie mnie tu nauczała, jak mam żyć” – pomyślała, dodając głośno wykrzyczane – K…. !

Była już pod klatką, gdy z oddali usłyszała coś jakby reklamę z jadącego samochodu, w stylu: „tylko dziś, tylko u nas, zaje…ste i nie drogie gacie po tacie” – roześmiała się w głos z własnego poczucia humoru.

Nie dosłyszała dochodzącego z głośnika tekstu mówionego przez spikera i brzmiącego dokładnie:

– „Kto jeszcze nie znalazł sposobu na ewakuację, niech jak najszybciej uda się na róg Kościuszki z Piłsudskiego. Oczekują autobusy, są miejsca. Wyjazd za dziesięć minut… Trwa ewakuacja miasta…” – i tak w koło.

Miała wszystko w dupie, za chwile zrobi sobie imprezę i będzie wszystko dobrze.

W domu dokończyła cytrynówkę, poprawiła kilkoma browarami i po zapaleniu kolejnego papierosa zaliczyła zwałkę na podłodze w kuchni.

Gdy obudziła się spostrzegła, że na zewnątrz się ściemnia. Poczuła lęk, który również był już dobrze jej znany. Stany lękowe towarzyszyły jej odkąd zaczęła pić, a na nie miała również najlepsze lekarstwo na świecie – alkohol. Dziś ma go od cholery, więc dorwała się do whisky. Wzięła butelkę, odpaliła papierosa i wyszła na balkon.

Na zewnątrz cisza, ani żywej duszy. Brak samochodów, brak ludzi, brak gwaru – po prostu nic. W żadnym z mieszkań, na które miała wgląd ze swego balkonu nie świeciło się jakiekolwiek światło.

– Co jest do cholery? – rzuciła na głos. Pociągnęła z butelki porządne trzy łyki whisky, dla zabicia smaku zaciągnęła się papierosem i zaczęła rozmyślać, wspominając swą drogę do sklepu.

„Dokąd oni wszyscy wybyli? Co przegapiłam tym razem? Czy zostałam sama na świecie? Czemu wszystko, co najgorsze przytrafia się zawsze mi?”

Zapłakała i ponownie porządnie pociągnęła z butelki kolejne łyki whisky. Zaciągając się papierosem poczuła potężny wstrząs, jakby cała ziemia zadrżała i poruszyła się ze swego miejsca. Zaczęła panicznie rozglądać się w około za przyczyną tego wstrząsu. Nie musiała daleko szukać.

Najpierw dostrzegła ogromną chmurę unoszącą się około dwadzieścia kilometrów przed nią, a po chwili doszedł do niej grzmot, huk – nie znalazła nazwy na to, by określić ten koszmarny dźwięk. Pierwsze skojarzenie, jakie przyszło jej do głowy to rozrywana stal, ale to co usłyszała było po tysiąckroć potężniejsze. Chmura zaczęła przyjmować kształt grzyba. Była za bardzo pijana, by nazwać rzeczy po imieniu, ale wyłaniający się spod chmury ognisty blask dawał jasny przekaz.

– O k…! – zaklęła zatrwożona.

Obserwowała wyjątkowe widowisko rozgrywające się przed jej oczyma i ponownie przechyliła butelkę. Pijąc obserwowała jak ten blask zaczyna rosnąć i przybliżać się do niej w postaci bardzo wysokiej ściany ognia. Była przerażona i bezsilna. Zdawała sobie sprawę, że nie ucieknie przed tym. Zdała sobie sprawę również z tego, że właśnie nadchodzi jej koniec. Zrobiła w tej sytuacji jedyne, co znała. Opróżniła butelkę w momencie, gdy ognista fala uderzeniowa atomowego wybuchu dotarła do niej i zmiotła ją z powierzchni ziemi, nie zostawiając po niej śladu.

– Mamo! Czemu nie wzięliśmy jej ze sobą? Mogło jej się coś stać!? – zapytał młody sąsiad swojej mamy, z którą bezpiecznie siedział w samolocie zmierzającym do któregoś ze skandynawskich krajów.

– Nie mieliśmy synku miejsca w samochodzie, ale nie martw się. Jestem pewna, że nic jej nie jest – odpowiedziała zatrwożona mama.

– Przecież mieliśmy miejsce z tyłu, jeszcze by weszła do samochodu… – nie poddawał się młody, chcąc wyjaśnić sytuację i otrzymać odpowiedź na dziwne dla niego zachowanie mamy.

– Zamknij się i ciesz się, że żyjesz. Nie potrzeba nam było ryzykować życia dla tej pijaczki. Otrzymała to, na co sobie zapracowała – odpowiedziała już wyraźnie rozjechana emocjonalnie mama i odwróciła głowę pełną łez, by nie patrzeć na swą pociechę.

Młodzieniec zapłakał również, gdyż wiedział, że nie zobaczy już więcej swojej sąsiadki. Bardzo ją lubił…

Koniec!


<< 17. ” Tatusiu, w moim pokoju ktoś jest” <<

>> 19. „Balans” >>


Opowieści na dobranoc