Przejdź do treści

„Opowieści na dobranoc” (17) – „Tatusiu, w moim pokoju ktoś jest”

– Tatusiu, w moim pokoju ktoś jest – powiedziała szeptem, trząchając śpiącego tatę w jego łożu. Ocknął się i przetarł oczy. Zaświecił po chwili lampkę na szafce tuż przy nim, podnosząc się jednocześnie z łóżka.

– Co się dzieje kochana? Śniło ci się coś znowu? – zapytał z troską, klękając w swej błękitnej pidżamie na przeciw niej.

– Nie, naprawdę ktoś jest w moim pokoju i bardzo się boję – odpowiedziała Amelka bliska płaczu, która już od kilku nocy miała kłopoty ze snem.

Mieszkali we dwoje w niedużym, dwupoziomowym domku. Ich sypialnie dzielił nieduży hol na górnym piętrze, aczkolwiek i tak ostatnimi nocami pięcioletnia Amelka zasypiała finalnie obok taty, gdyż twierdziła, że coś w jej pokoju straszy.

Nie wierzył jej, ale nie chciał jej tego okazać. Siedem miesięcy temu stracił w wypadku swą żonę, a Amelka swą matkę. Mieli dziś tylko siebie i nie chciał stracić jeszcze zaufania swojej małej córeczki, która i tak dzielnie postanowiła, że będzie spała sama w swoim pokoju, w zasadzie od razu po pogrzebie. Był dumny z niej, z tego jak przechodziła przez tą bolesną sytuację. Cieszył się przy tym, że ufa mu i rozmawia z nim o wszystkim. Tym bardziej, że wcześniej zwracała się głównie do mamusi. Dziś był jej jedynym obrońcą i nie chciał tego spieprzyć.

– Chodź ze mną, zobaczymy co tam się dzieje – uśmiechnął się i poczochrał jej blond czuprynę. Uśmiechnęła się również dosyć wymuszenie, po czym chwycił za jej drobną rączkę i ruszyli we dwoje do jej pokoju.

Włączył światło, rozejrzał się z progu po jej pokoju, ale nie dostrzegł nic niepokojącego. Łoże stojące pod oknem w lewym rogu na wprost patrząc, biurko obok i wszystko w około było na swoim miejscu. Ubranka na jutro ładnie poskładane na fotelu stojącym po prawej stronie, maskotki w swoim lewym kącie za drzwiami. Pobieżnie oglądając pokój nie dostrzegł, że jednej z nich brakuje. Nie dostrzegł również lekko uchylonych drzwi w szafie stojącej w prawym rogu pokoju od drzwi.

– Jesteś pewna, że ktoś tu jest? Może śniło ci się coś – zapytał już żartobliwym tonem tata.

– Nie, nie wiem… Myślałam, że coś tu jest, ale teraz nie wiem. Jakoś już tak nie czuję – odpowiedziała zmieszana Amelka.

– Chcesz pospać dziś ze mną, to chodź. Do mojego pokoju nikt nie zagląda – powiedział tata i puścił do małej oczko.

– Nie wiem, może spróbuję zasnąć tutaj jeszcze raz – odpowiedziała na to śliczna Amelka i położyła się do łóżka. – Dobranoc tato, kocham cię – dodała, gdy była przykrywana kołderką w poszewkę z jej ulubionymi bohaterami „Krainy lodu”. Podobną też miała pidżamkę, a bajkę tą widziała już chyba ze sto razy.

– Dobranoc Aniołku – powiedział tata, ucałował ją ponownie w jej czółko i zmierzał do drzwi. – Zostawię uchylone. Wystarczy, że zawołasz, a w jednej chwili będę przy tobie – dodał.

– Dobrze – uśmiechnęła się Amelka.

Tata wyłączył światło i odszedł. Słyszała jak zmierza do swojej sypialni, jak kładzie się do łóżka i jak po chwili zasypia, cichutko pochrapując. Wraz z ponownie zapadłym mrokiem powróciło również napięcie w jej drobnym ciałku. Oczy miała szeroko otwarte i nasłuchiwała odgłosów nocy. Słyszała dochodzące tykanie zegara z holu oraz dźwięk załączającej się lodówki z kuchni na dolnym piętrze. W okolicy panowała cisza. Dziś jej bardzo nie lubiła.

Pomyślała o mamie. Wyobrażała sobie, że jest przy niej teraz i to przyniosło jej spokój. Odwróciła się na swój prawy bok pleckami do całego pokoju i zaczynała przechodzić w ten błogi stan sennego uniesienia. W jej umyśle zaczynały pojawiać się przyjazne i miłe jej obrazy. Dostrzegła w swym ledwie kiełkującym śnie słoneczny dzień wśród wesołych ludzi i innych dzieci, lecz nagle sen został przerwany. Swym mocno wyczulonym słuchem wyhaczyła lekkie skrzypienie drzwi od szafy i zamarła w bezdechu.

Nasłuchiwała…

Lekkie szuranie po podłodze… Jakby ktoś ciągnął po podłodze… Ręcznik?

Coś ewidentnie zbliżało się do niej i było już tuż przy łożu. Nie mogła oddychać, nie mogła się ruszyć, nie mogła krzyknąć, a bardzo chciała krzyczeć i zerwać się z łóżka, by biec jak najszybciej do taty. Była zamrożona…

Jej ciało przeszyło tysiące lodowatych dreszczy, gdy poczuła jak jej kołderka, którą tak mocno ściskała w dłoniach właśnie teraz zostaje z niej ściągana. Nie chciała jej puścić, trzymała mocno. Płakała bezgłośnie, a panika osiągnęła swój szczyt, gdy została gwałtownie odkryta, a kołdra wylądowała na podłodze. W tym momencie jej funkcje życiowe oraz instynkty obronne powróciły w pełni. Zaczęła krzyczeć piskliwym, cienkim swym głosikiem najgłośniej jak tylko mogła, jednocześnie zrywając się do pozycji siedzącej. Krzyczała, mając zamknięte oczy i zasłonięte dłońmi uszy. Krzyczała dotąd, aż poprzez zamknięte powieki dostrzegła, że jej pokój jest ponownie rozświetlony.

Tata chwycił ją w swe ramiona, uniósł na ręce i szeptał raz po razie „już dobrze, już jestem”. Uspokoiła się dopiero, gdy zabrał ją na dół do kuchni. Nie chciała opuścić jego ramion, płacząc i nie mogąc powiedzieć nic rozsądnego. Po kilku minutach w końcu odezwała się:

– Był w moim pokoju, zerwał ze mnie kołdrę i chciał mnie skrzywdzić…

Dopiero teraz tata uświadomił sobie, że faktycznie jej kołdra leżała daleko od łóżka, w czym nie dostrzegł nic niepokojącego w swym stanie gwałtownego wyrwania go ze snu. Poczuł lęk i chwilową niepewność… „Przecież to niemożliwe, wszystko jest pozamykane i słyszałbym, gdyby ktokolwiek był w domu, jestem tego pewny” – pomyślał. Mimo to był w tym momencie zatrwożony.

Wiedział, że nie ma innego wyjścia. Potrzebuje ponownie sprawdzić jej pokój, a nawet cały dom. To będzie długa noc…

– Chodź ze mną, ktokolwiek to jest będzie miał teraz ze mną do czynienia. Nikt bezkarnie nie będzie budził mojej małej córeczki, tatuś rozprawi się z nim – powiedział przekonująco i udali się we dwoje do jej pokoju.

Trzymał ją na rękach, a przy zapalonym świetle poczuł kolejny chłodny powiew lęku. Jej kołdra była na łóżku…

– Poczekaj przy wejściu kochana – powiedział i postawił małą delikatnie na podłodze. – Jestem blisko, nie bój się – dodał i ruszył do środka rozglądając się uważnie. Jego umysł wszedł na najwyższe obroty i uświadomił sobie, że popełnił katastrofalny błąd. Nie wziął nic do obrony. Chyba nadal mimo wszystko nie dowierzał w to, co mogło się tu zadziać, ale mimo to już żałował swojej niewiary. Bardzo chciałby mieć w tej chwili cokolwiek w ręku, czy to nóż, czy kij. Chwycił intuicyjnie za oparcie krzesła przy biurku. „Nada się” – pomyślał i rozglądał się dalej.

Ponownie nie dostrzegał nic niepokojącego. Ponownie wszystko było na swoim miejscu. Jednak, gdy jego spojrzenie przemieszczało się przez kąt z maskotkami poczuł ucisk w sercu, w którym zagnieździł się strach…

Jedna z maskotek patrzyła się na niego. Nie dowierzał w to, co widzi ale wyraźnie obserwowała go. Poczuł drżenie swych nóg, jego skóra ścierpła cała, włosy zjeżyły się, a ciało przeszyło tysiące sztyletów.

Mierząca około 40 cm maskotka przypominała czarownicę – czarny płaszcz i czarny kapelusz zakrywał ją całą, a mimo to spod kapelusza jarzyły się oliwkowo dwa guziki w miejscu oczu. Nie miał wątpliwości, że przygląda się mu właśnie teraz. Nie wiedział co ma począć. Zaczął się wycofywać do Amelki, która przerażona przyglądała się reakcjom swego obrońcy. Nie spuszczał maskotki z oczu, a gdy był blisko drzwi zauważył, że i ona nie zamierzała przestać go obserwować. Odkręciła się za nim, a on chwycił szybko Amelkę na ręce i zbiegł na dół.

– Powiedz mi szybko kochanie, co to za maskotka? Ta czarna w kapeluszu. Skąd ją masz? Nie pamiętam, byś miała taką wcześniej – dopytywał tata.

– Bo nie miałam, myślałam, że mi ją dałeś. Raz gdy wracałam z podwórka leżała przy wejściu. Byłeś w piwnicy, więc od razu wzięłam ją na górę, a później zapomniałam o niej z tobą porozmawiać – opowiedziała roztrzęsiona Amelka.

– Chodź, jestem. Spokojnie moja mała, nie pozwolę, by coś ci się stało – przytulił mocniej niż zwykle swą córkę i zaczął szukać rozwiązania.

Działał błyskawicznie. Chwycił za telefon i zadzwonił do sąsiadki, która szybko dołączyła do nich. Poprosił sąsiadkę, by wzięła Amelkę do siebie i zajęła się nią dopóki po nią nie przyjdzie. Nie powiedział, o co chodzi. Sąsiadka też nie dopytywała. Znali się długo i bez wyjaśnień wiedziała, że to coś poważnego.

Gdy opuścili dom zajrzał w pośpiechu do piwnicy, skąd wziął blaszane wiadro i butelkę z benzyną. Z salonu zabrał pogrzebacz od kominka oraz zapalniczkę i ruszył na górę. Rozświetlił dom wszędzie, gdzie mógł, a gdy był już przy pokoju Amelki wykrzyknął:

– Kim jesteś? Czym jesteś?

Usłyszał chichot, który na chwilę zmroził go do szpiku kości.

Zbliżał się do drzwi pokoju Amelki i wykrzyczał ponownie:

– Czego chcesz?

– Twojej córki – usłyszał bardzo gardłowy, starczy głos, dochodzący zza uchylonych drzwi.

– Do czego ci moja córka? Nie dostaniesz jej! Po moim trupie! – rzucił bojowo tata. W odpowiedzi usłyszał:

– To da się zrobić – usłyszał odpowiedź i demoniczny chichot po niej – Potrzebuje jej ciała, ale najpierw zajmę się tobą. Chodź, wejdź. Poznajmy się w twych ostatnich chwilach – rzuciła wyzwanie, po którym na chwilę zatrzymał się. Bał się, przyznał to sam przed sobą. Nie wiedział z czym przyjdzie mu się mierzyć i to go przerażało. Jednak na samą myśl o Amelce odnalazł w sobie siłę i przełamał strach.

Wtargnął do pokoju z pogrzebaczem skierowanym na kąt z maskotkami. Nie było jej. Rozglądał się panicznie w około, lecz nie dostrzegł nigdzie.

Gdy stał tyłem do łóżka zdradziła swą obecność. Usłyszał szelest pościeli, pod którą ukryła się, a on błyskawicznie wycelował pogrzebacz w tą stronę i trafił w maskotkę w chwili, gdy wynurzyła się spod kołdry z zamiarem ataku, przebijając ją na wylot. Utknęła na pogrzebaczu, wiła się i śmiała upiornie w głos.

– Nie jesteś w stanie mi nic tym zrobić, nie możesz mnie zabić. Jestem nieśmiertelna – syczała nie przestając się śmiać.

– Po co ci moja córka? Odpowiadaj!

– Potrzebuję ciała twojej córki, by żyć na nowo, jako człowiek. Nie staniesz mi na przeszkodzie. Zginiesz jeszcze dziś, a twoja dusza pójdzie wprost do mojego królestwa. Będziesz się smażył po wsze czasy – nie przestawała mówić wijąca się na stalowym pręcie upiorna maskotka. Jednak tata Amelki był zdeterminowany i realizował swój plan, nie zwlekając już na nic.

Skierował pogrzebacz z maskotką do wiadra, oblał ją benzyną i podpalił zapalniczką. Wiła się płonąc na pogrzebaczu, a jej oczy przeszywały go na wskroś. Jej trawione przez ogień resztki spadały na dno wiadra błyskawicznie, a gdy ogień już zajął ją całą, wykrzyczała:

– Przyjdę po ciebie i po twoją córkę. Zemszczę się – po czym w górę uniosło się ogniste światełko, które przemknęło przez sufit i nastała cisza. Maskotka, a raczej jej resztki przestały się poruszać. Nie wiedział co to oznacza, ale chciał bardzo wierzyć, że to już koniec.

Minął rok od tamtych wydarzeń. Amelka zaczynała przygotowywać się do pierwszego dnia w szkole, a tata nabrał przekonania, że definitywnie zakończył te koszmarne zdarzenie. Amelka sypiała w swoim pokoju, on w swoim. Przestali wracać w rozmowie oraz w myślach do upiornej maskotki. Odzyskali spokój dnia codziennego, tworzyli swą małą rodzinkę na wzajemnym zaufaniu i miłości.

Pewnej nocy, gdy już przysypiał, poczuł znane już mu trząchanie i również znane zdanie:

– Tatusiu, w moim pokoju ktoś jest…

Jednak tym razem usłyszany głos całkowicie sparaliżował go. Nie mógł oddychać, nie mógł się poruszyć, nie mógł wydać dźwięku…

To nie był głos jego córki. Upiór powrócił…

Koniec!


<< 16. „Moneta” <<

>> 18. „The end of the f***ing world”


Opowieści na dobranoc