Przejdź do treści

Opowieści na dobranoc (15) – „Życzenie”

Który to już raz obiecała sobie i postanawiała, że już więcej tego nie zrobi, a jednak ponownie znalazła się w tym samym miejscu. Jej pierwszy tydzień ciężkiej pracy nad sobą został zniweczony w jeden sobotni wieczór. Wcześniej próbowała wszelkich innych zabiegów – równie bezskutecznie.

Jej siła woli na morderczy trening fitness oraz specjalnie opracowaną dla niej dietę wystarczyła na sześć dni. Sama przyznała, że zaczynała czuć się naprawdę świetnie fizycznie. Budziła się wyspana, do jej życia zaczynała przebijać się ponownie radość i nawet zaczynała dostrzegać pierwsze drobne zmiany w swym wyglądzie.

Na imię jej Jula i miała 24 lata gdy zaczęła obsesyjnie objadać się. Potrafiła świetnie gotować, a swą coraz większą ilościowo codzienną dietę wzbogacała dodatkowo prawdziwym oceanem czekoladek, ciast, deserów i wszelkich innych słodkości. Wszystko to znalazło swój początek, gdy jej narzeczony zaczął się zmieniać z każdym dniem przybliżającym ich do jej wymarzonego dnia ślubu. Miała zaplanowany ten dzień w każdym najmniejszym detalu, czym każdego dnia dzieliła się z nim. Wyraźnie jednak dostrzegała jego niedojrzałość, jego lęki i obawy, a gdy już miała pewność, że nie jest w żaden sposób gotowy na podjęcie tego wyzwania, gdy zobaczyła jak on oddala się swym nastawieniem od tego ich wielkiego dnia, coś w niej pękło.

Mieszkali razem w przytulnym mieszkaniu na jednym ze spokojnych blokowisk miasteczka Szkarłatne Wzgórze. Jula odkąd pamięta była zawsze pełniejsza w swych kształtach, ale to dotychczas było dla facetów jedynie pociągające. Wiedziała, że jest pożądana. Była dumna ze swych dużych piersi i krągłych pośladków, a przy tym szczęśliwa z powodu swego płaskiego brzuszka. Nie przypominał tego, który znajdziecie na zdjęciach z modelkami fitness, ale był doprawdy seksowny. Na swoje 171 cm wzrostu ważyła 61 kg. Jednak odkąd dostrzegła zmianę w nastawieniu swego narzeczonego, jej ciało zaczynało ulegać również zmianie.

Pewnej bardzo dramatycznej dla niej nocy weszła na wagę, która wskazała 87kg. Była załamana, ale nie potrafiła znaleźć na to lekarstwa. Jej żołądek był bez dna, a jej stała potrzeba zaspokojenia głodu wygrywała raz po razie ze wszelkim rozsądkiem. Nie wiedziała dlaczego tak jest, ale też i nie myślała nad tym. Po prostu jadła.

Tej nocy zapraganęła poczuć raz jeszcze swego ukochanego, który od dłuższego czasu unikał zbliżenia. Przygotowała się w łazience należycie. Była czysta i pachnąca, z delikatnym makijażem i rozpuszczonymi, ciemnymi włosami. Założyła czarną, zmysłową bieliznę z pończochami i pełna nadziei położyła się do niego w łóżku, zaczepiając go pocałunkami. Jego odpowiedź była dosyć jasna:

– Śpię…

Zgubiła na chwilę wątek, ale jej zapał szybko powrócił. Wspomniała czasy, gdy ich namiętność była w najwyższym swym punkcie i przypomniała sobie sposoby, jakimi potrafiła go szybko i skutecznie rozbudzić. Zaczynała dotykać go i ta kolejna próba przyniosła oczekiwany efekt. Pocałował ją. Po raz pierwszy od wielu tygodni całowali się namiętnie i poczuła jego dłonie na swym ciele. Czuła się wspaniale, czuła się ponownie kobietą swego mężczyzny. Jednak to trwało tylko chwilę, gdyż jego dłonie szybko uciekły od niej, jak od rozgrzanego pieca. Usłyszała jedynie jego wyrzut:

– Nie mogę… Zobacz co ty z siebie zrobiłaś?! Jak tak ci tak dobrze z byciem grubą, to ja się stąd zawijam.

I tak zrobił. Jula za to płakała przez kolejne dni. Jadła i płakała…

Od tego czasu minęło pół roku, a Jula przybierała dalej na wadze, objadając się w każdej wolnej chwili. Potrzebowała stale uzupełniać garderobę w ubrania o kolejnym rozmiarze wyżej. Jej najbliżsi najpierw martwili się, wysnuwali szereg dobrych rad, by następnie zacząć ją oceniać. Przestała mieć najbliższych. Wszyscy stali się jej obcy, cały świat stał się jej obcy, a ona wciąż jadła…

Po kolejnej nieudanej próbie zmiany swego życia z personalną trenerką fitness, gdy po sobotnim obiedzie zjadła ponownie całą blachę jej ulubionego sernika, poddała się. Ważyła już 98 kg. Nie miała już siły na nic. Nie miała siły do podjęcia kolejnej próby zmiany. Nie chciała już nic więcej od życia. Nie chciała już niczego. Wyszła do baru…

Wybrała klub disco, w którym zamówiła sobie whisky z colą. Siadając na barowym stołku, nie mogła dostrzec jego uszkodzenia i niestety stołek nie wytrzymał jej wagi. Wszyscy stojący i siedzący w około ludzie jedynie patrzyli na nią z pogardą lub politowaniem, a część śmiała się z niej w głos, gdy z hukiem znalazła się na ziemi. Nikt też nie pokwapił się sprawdzić, czy nic jej się nie stało. Nikt nie zechciał jej pomóc wstać. Rozglądała się w około pełna wstydu i przerażenia. Próbowała uśmiechać się, udając, że to i dla niej jest zabawne, ale to nie było zabawne w żaden sposób. Nie wytrzymała i rozpłakała się ponownie. Skuliła się siedząc na podłodze przy barze i zaszlochała. Chciała zniknąć…

– Chodź ze mną, dziś jest twój szczęśliwy dzień – usłyszała nagle ciepły, przyjazny i pewny, kobiecy głos.

Spojrzała do góry, a nad nią stała w zwiewnej, jasnej sukni piękna niczym anioł blondynka, która wyciągnęła do niej swą dłoń. Jula popatrzyła na tą zjawiskową kobietę przez chwilę z opuszczoną dolną szczęką, nie wiedząc, co począć i podała w końcu swą dłoń. Blondynka pomogła jej się podnieść i trzymając się za dłonie, wyszły z lokalu, przed którym stała piękna, czarna limuzyna. Kierowca luksusowego samochodu otworzył tylne drzwi i blondynka wciągnęła za sobą Julę do środka.

– Nazywam się Greta i dziś spełnię twe życzenie. Nie mam czasu wprowadzać cię w to, dlaczego tak, dlaczego ty, ale wiedz, że właśnie teraz jedno z twych największych pragnień może zostać urzeczywistnione. Może to być cokolwiek, dziś jestem twym Dżinnem z lampy Aladyna, także zastanów się dobrze zanim wypowiesz swe życzenie. Pamiętaj, masz je tylko jedno.

– Chcę być ponownie szczupła – powiedziała błyskawicznie Jula.

– Wypowiedziałaś swe życzenie. Niech tak się stanie – odpowiedziała Greta i nakazała kierowcy odwieźć Julę pod jej blok.

– Kim jesteś? – zapytała Jula wysiadając.

Greta jedynie pożegnała ją tajemniczym uśmiechem i prostym „Do zobaczenia”, po czym zamknęła za nią drzwi i odjechała. Jula patrzyła za odjeżdżającą limuzyną z niedowierzaniem. To był sen, albo żart. „Wszystko mi jedno, nic to nie zmienia.” – pomyślała Jula i wróciła do swego mieszkania, by zjeść kilka puddingów przed snem, po czym zasnęła w swym łóżku.

Obudziła się. Poczuła dobrze już jej znane uczucie przeszywającej pustki oraz żołądek domagający się kolejnej porcji jedzenia. Zwlokła się z łóżka najpierw do łazienki, by wysiusiać się i gdy usiadła na klozecie jej serce wręcz stanęło. Zupełnie inaczej czuła pod sobą klozetową deskę niż w ostatnich dniach, coś się zmieniło. Przetarła zdumiona oczy i zobaczyła, że jej uda ponownie są jędrne, a jej brzuch płaski. Jej piersi sterczące, a piżama wręcz przypomina spadochron, w którym skoczek znalazł się tuż po wylądowaniu.

Więc to nie był sen, to nie był żart. Greta spełniła jej życzenie, a Jula czuła się szalenie szczęśliwa. Rozebrała się do naga i stała przed lustrem, dotykając swego ciała i oglądając je z każdej strony. Tak bardzo pragnęła powrotu do swego wyglądu z młodszych lat, że nawet nie szukała już wyjaśnień. Wzięła to bez zadawania pytań.

„Ciekawe, co na to ludzie powiedzą” – pomyślała Jula i wyruszyła ze swego mieszkania. Sąsiedzi przywitali się z nią swobodnie i bez emocji, jakby nie dostrzegli zmiany. Znajomi, których odwiedziła również, jakby nic się nie stało. Zapytała się swej bliskiej od lat koleżanki, którą jako jedyną dziś mogłaby nazwać przyjaciółką:

– Dostrzegasz we mnie jakąś zmianę?

– Niech pomyślę. Nie dbasz już o paznokcie? – odpowiedziała z przekorą koleżanka.

– Nie, głupia. Moja waga… Nie widzisz, że schudłam? I to 30 kg! – rzuciła podekscytowana Jula.

– O czym ty mówisz? Jula! Zaczynasz mnie przerażać… Zawsze miałaś super sylwetkę, o czym ty pleciesz mi tu teraz? – odpowiedziała zaniepokojona koleżanka.

– Wygłupiam się tylko – dodała szybko Jula, ale zaniepokojenie koleżanki nie minęło. Jula zostawiła koleżankę, stwierdzając, że w pakiecie życzenia dostała efekt, jakby jej otyły koszmar nigdy nie miał miejsca. To tylko jeszcze poprawiło jej nastrój i wróciła do mieszkania, by uporządkować ponownie swą garderobę.

Podczas przeglądu szafy poczuła głód. Zrobiła więc przerwę na porządny obiad i ponownie wróciła do porządkowania szafy. Przypomniała sobie, że ma dosyć spory zapas czekoladowych deserków, a cóż mogą jej one teraz zaszkodzić. Przecież już nie powróci więcej nigdy do takiego stanu, jak sprzed ubiegłego dnia. Zjadła cztery i wróciła do swych zajęć.

Wspomniała również po chwili swego niedawnego narzeczonego i zadzwoniła do niego. Chciała poprosić go o spotkanie, miała mu coś do udowodnienia. Nie odebrał. Spróbowała jeszcze raz, ale tym razem jej połączenie zostało odrzucone. Dostała szybką wiadomość SMS: „Nie dzwoń do mnie, jestem już z kimś”…

Poczuła smutek i na chwilę energia ją opuściła. „Wiem, co mi poprawi humor” – pomyślała i z uśmiechem ruszyła do lodówki po panierowane udka z kurczaka. Zjadła ich cztery, po czym sięgnęła po kolejne dwa czekoladowe deserki. „Dziś sobie pozwolę jeszcze, ale jutro już koniec z objadaniem się” – pomyślała na koniec dnia, gdy dojadała już trzeci kawałek karpatki, po czym położyła się spać.

Następnego poranka wewnętrzna pustka nadal była nie do zniesienia. Nienazwana dziura w jej duszy była wręcz bolesna, a jakby jedynym ukojeniem na jej cierpienie było jedzenie.

Jula każdego dnia wstawała z tą pustką i każdego dnia zjadała sama porcję żywności, którą można by było wyżywić czteroosobową rodzinę. Z przerażeniem obserwowała, jak zaczyna tyć ponownie. Zrozpaczona z każdym miesiącem powracała do rozmiarów XL, następnie XXL, by w końcu już wrócić do największych możliwych do znalezienia w sklepie. Powróciły ponownie oceny osób w około niej. Była załamana i nadal jadła…

Minął rok od pamiętnej dyskoteki i jej przemiany. Siedząc zupełnie bez energii do życia w kuchni usłyszała dzwonek do drzwi. Był poranek. Zaskoczona przykryła się szlafrokiem i poczłapała do przedpokoju. Zerknęła przez wizjer i zobaczyła Gretę. Serce jej zatłukło boleśnie. Otworzyła drzwi.

– Witaj Jula – pierwsza przywitał się Greta, ubrana ponownie w piękną, jasną suknię.

– Witaj Greto – odpowiedziała Jula – Proszę wejdź. Co ciebie tu sprowadza? – dodała.

– Byłam ciekawa jaki efekt przyniosło twoje życzenie – spojrzała na Julę – Nie jestem nim zaskoczona – dodała i uśmiechnęła się Greta.

– Dlaczego tak się stało? Dlaczego nie mogę być szczupła? Tak bardzo pragnę być szczupła, a nie mogę przestać jeść – rozpłakała się Jula.

– No chodź do mnie – Greta przytuliła Julę i dodała – wyjaśnię ci to wszystko, tylko zaparz mi herbatę.

Gdy już trzymała gorącą szklankę z herbatą w swej dłoni, Greta zaczęła swój monolog:

– Twoje życzenie nie przyniosło spodziewanego, trwałego efektu, gdyż zapragnęłaś zmiany zewnętrznej. Choć wydaje się ono uzasadnione, to było próżne – tyczyło się wyglądu. Wszelkie zewnętrzne zmiany nigdy nie będą trwałe i nie odmienią twojego życia na dłużej – nie pod kątem tego, co czujesz wewnątrz. Twój wygląd, sprawy materialne i szukanie aprobaty ludzi nie są w stanie wpłynąć na twoje samopoczucie i na twoją jakość życia w taki sposób, jak ty sama możesz to zrobić. Na swoje cierpienie znalazłaś własne, wyjątkowe lekarstwo, którym jest jedzenie. Inni mają różne inne swoje lekarstwa na wewnętrzny ból… Alkohol, narkotyki, seks, zakupy, siłownia, praca, władza, czy pieniądze. Żyłaś moja droga pewnymi oczekiwaniami, które nie zostały spełnione. Pragnęłaś czegoś w życiu, czego nie mogłaś dostać, więc znalazłaś w jedzeniu swoją ucieczkę od bólu rozczarowania. Mając jakiekolwiek oczekiwania od życia i od ludzi, licz się z tym, że napotkasz rozczarowania, a wtedy potrzeba ukojenia towarzyszącego temu cierpieniu będzie ci stale towarzyszyć.

– Czyli mam teraz żyć nie chcąc nic dla siebie? To chore – wtrąciła Jula.

– Może chore, co ja tam wiem – Greta puściła oczko do Juli – Co mogłam zrobić dla ciebie, to zrobiłam. Teraz już zostawiam cię z tym samą. Wierzę, że to rozgryziesz. Powodzenia, moja droga Julo – uśmiechnęła się i zaczęła zmierzać do wyjściowych drzwi.

– Kim jesteś? – wykrzyknęła wręcz Jula. Greta jedynie ponownie uśmiechnęła się tajemniczo i opuściła jej mieszkanie.

Jula jeszcze przed długi czas nie potrafiła znaleźć swego spokoju w życiu. Jej waga stale wahała się w okolicach 95-102 kg, mijały tygodnie, a Jula stale ważyła się, bacznie śledząc sytuację.

Wszystko zmieniło się w dniu, gdy jej bliska koleżanka ciężko zachorowała i potrzebowała stałej opieki. Jula spędzała z nią każdą wolną chwilę, troszczyła się o swoją przyjaciółkę i z każdym kolejnym dniem towarzyszenia jej w chorobie Jula odzyskiwała swoją wewnętrzną harmonię. Pewnego dnia chora koleżanka w swym cierpieniu powiedziała Juli, że nie zamieniłaby jej za cały majątek świata. „Taka przyjaciółka to najcenniejszy skarb” – dodała, a w sercu Juli odżyły wtedy słowa Grety i w końcu zrozumiała. Zapłakała z uśmiechem, trzymając dłoń koleżanki i odpowiedziała jej tylko szczerze:

– Kocham cię, głupia – po czym przytuliła ją i już wiedziała, że najprawdziwsze szczęście daje jej po prostu druga osoba i możliwość bycia dla niej. „Jak dobrze móc być i żyć dla kogoś!” Nie chciała już za wiele dla siebie i z każdym miesiącem jej życie zaczęło ulegać zmianie.

Koleżanka po swej ciężkiej przeprawie z chorobą powróciła do pełni formy. Jula od jej choroby niepostrzeżenie przestała myśleć obsesyjnie o swej wadze i schudła bez wysiłku do 67 kg. Przestała czuć stałą potrzebę zaspokajania głodu, przestała czuć stały głód, a za to miała już na dobre najprawdziwszą przyjaciółkę. Poznała też wspaniałego faceta, który nie przypominał z wyglądu w żaden sposób mężczyzny jej marzeń, ale jego poczucie humoru, ciepło i męstwo zdobyły jej serce na zawsze. Jula dbała o niego, a on dbał o Julę i dwójka ta dba tak o siebie wzajemnie po dzisiejszy dzień, a Jula w końcu odnalazła swój spokój. Do dziś też wspomina tajemniczą Gretę, o której myśli jako o swym własnym „Dżinnie z lampy Aladyna”, a każde wspomnienie o niej wywołuje uśmiech na i tak radosnej buzi Juli.

Koniec!


<< 14. „Rytuał” <<

>> 16. „Moneta” >>


Opowieści na dobranoc