Przejdź do treści

Opowieści na dobranoc (14) – „Rytuał”

– Dlaczego to musi być zawsze dziewica? – zapytała Klaudia.

– Nie wiem, nie ja ustalam te reguły – opowiedział Bezimienny Pan Klaudii, który by skutecznie przeprowadzić rozpoczęty właśnie rytuał, potrzebował dziewiczej krwi członka rodziny swego stworzyciela. Krew ta była głównym składnikiem mikstury, bez której całe założenie odbywającego się rytuału byłoby bezcelowe.

Dziewicą tą była Lena, która leżała naga i śpiąca na wielkim stole, a nad nią stały trzy upiorne postacie w czarnych habitach – Bezimienny Pan, jego towarzyszka Klaudia i sługa Darek. Niedaleko stołu na podłodze leżał zszokowany detektyw Jabłoński, który skrępowany linami nie mógł się ruszyć i czuł jedynie bezsilność w całej tej sytuacji.

Był środek nocy, a władczy i ogromny w swej posturze Pan wziął rytualny sztylet w swe dłonie i popatrzył na leżącą przed nim Lenę…

Wspomniał czasy, gdy Jan z Siedmiogrodu odebrał mu jego ludzkie życie w tamtej klasztornej komnacie i przemienił w żądnego krwi potwora. Działo się to setki lat temu, ale wspomnienia te były niezwykle żywe w jego pamięci. Mordowali regularnie i masowo niewinnych ludzi. Pili ich krew i upajali się tym. Jednak na przestrzeni tylko kilku lat tego nowego życia w obydwóch pijących krew i przypominających z wyglądu ludzi stworzeniach zaszły wewnętrzne zmiany rozdzielające ich od siebie. Jan popadał w skrajne szaleństwo, bez sentymentu pozbawiając życia coraz liczniej również kobiety i dzieci. Bezimienny towarzysz Jana zaczynał czuć empatię wobec ludzi. Pojawiło się w nim poczucie winy za swe mordercze działania, a być może nawet z powodu swego istnienia. Pewnej nocy doszło do konfrontacji, gdzie Bezimienny przeciwstawił się Janowi podczas próby zgładzenia kolejnej niewinnej rodziny, jednak skończyła się ona dla niego fatalnie. Jan był zbyt silny, by jego towarzysz mógł w jakikolwiek sposób stanąć mu na drodze. Bezimienny wiedział, że nie zabije Jana, a po tej sytuacji Jan uczynił go swym sługą, w celu poniżenia go za swą czelność.

To był strzał w ciemno, ale w swych rozmyślaniach nad opcjami przeciwstawienia się Janowi, Bezimienny odnalazł tylko jedno wyjście – pozbawi Jana głowy i rozdzieli ją od reszty ciała. Wiedział, że tym samym nadal nie zgładzi Jana, ale być może pozbawi go możliwości jakiegokolwiek funkcjonowania. Ryzyko było ogromne, gdyż przy nieudanej próbie nawet nie chciał myśleć o tym, co czeka go w rewanżu. Jednak też nie widział innej drogi. Bardzo pragnął jedynie zakończyć tą nieustanną rzeź, bez względu na cenę.

Bardzo szybko odważył się na ten krok i ściął Jana, po czym oddzielił głowę i ciało według założenia. Trzymał je z daleka od siebie i szukał dalszego rozwiązania swej sytuacji – pragnął być znowu człowiekiem. Schował ciało i głowę Jana z daleka od siedzib ludzkich, po czym przez długie lata samotnie tułał się po świecie szukając rozwiązania. Nie znajdywał go, a jego samotność coraz bardziej dokuczała mu i przyprawiała o obłęd. W jednym z południowych krajów Europy napotkał na swej drodze młodą kobietę, zrozpaczoną po śmierci swego męża. Kobieta ta nie potrafiła żyć bez swej miłości, więc targnęła się na swe życie. Jan obserwował ją jak konała przed swym domem. Targany coraz silniejszymi uczuciami towarzyszącymi jego samotności przemienił ją. Nie wiedział czego się po niej spodziewać po przemianie, jednak kobieta odnalazła się w swym nowym życiu bardzo swobodnie. Na imię miała Klaudia, a Bezimienny szybko zajął w ich relacji właściwe miejsce Pana, który dbał o swą nową towarzyszkę, oczekując przy tym szacunku i posłuszeństwa. Klaudia przystała na to i w ten oto sposób dwójka ta tułała się dalej po świecie szukając rozwiązania swego nietypowego dla tego świata położenia.

W czasach szybkiego rozwoju technologicznego XX wieku Bezimienny odnalazł swe rozwiązanie. Jego wiekowe śledztwo doprowadziło go do następujących wniosków… By zgładzić Jana potrzebuje dziewiczej krwi potomka któregokolwiek z członków jego rodziny, a zgładzenie Jana uwolni jednocześnie wszystkie nocne upiory, które narodziły się do koszmarnego życia z jego linii. Bezimienny, Klaudia i Darek prawdziwie pragnęli ponad wszystko poczuć się żywym, być ponownie człowiekiem i oto po wielu kolejnych latach poszukiwań na skraju utraty wszelkiej nadziei dziś w nocy tak miało się właśnie stać.

Odnalezienie Leny było prawdziwym cudem. Nie tylko żyjący członek rodziny Jana, ale również dziewica – Klaudia się upewniła w tym. Bezimienny nie stracił wiary w to, że ten dzień nadejdzie i oto ma dziś swą nagrodę. Podekscytowani z miejsca zabrali się do roboty. Wysuszone szczątki Jana już od wielu lat były w ich małym zamczysku przy miasteczku Szkarłatne Wzgórze i czekały na odegranie swej roli w ich uwolnieniu.

Detektyw Jabłoński obserwował władczą postać trzymającą w swych dłoniach niespotykany sztylet, który zbliżył do szyi leżącej na stole Leny. Był przerażony i z łzami w oczach, próbując krzyczeć przez zakneblowane usta, przyglądał się jak sztylet zbliża się do szyi Leny i… Tylko lekko nacina jej skórę, po czym nieznaczne krople krwi lądują w małej miseczce z miksturą o nieznanych mu składnikach. Zaskoczony detektyw obserwował dalej, jak sługa wprowadza dwie skrzynie, z których wyciąga zmumifikowane szczątki ludzkie i łączy je ze sobą. Z niedowierzaniem obserwował dalej jak szczątki te zaczynają poruszać się. Był gotowy uznać, że śni, ale zbyt mocno bolało go całe ciało, by to mógł być sen. Patrzył więc dalej na uczestników tego koszmarnego przedstawienia i oto władcza postać zanurzyła sztylet w miksturze i podeszła do ożywionych szczątków, wbijając go w powracającą do życia pierś. Truchło opadło w bezruchu na ziemię, jak również upadły na nią trzy postacie w habitach i leżały tak bliżej nieokreślony czas.

Zaczynało świtać, gdy Bezimienny Pan, jego towarzyszka Klaudia i sługa Darek zaczęli się budzić – ponownie jako żyjący ludzie. Lena przebudziła się również i próbowała ukryć swą nagość leżącym na stole obrusem. Spostrzegła szybko swego ulubionego i związanego linami Detektywa oraz zaskakująco radosnych jej porywaczy.

– Jesteśmy wolni, w końcu! Ja żyję! Jesteśmy wolni! – krzyczał i skakał radosny Bezimienny.

– Ja żyję! – wtórowała mu i tańczyła po pomieszczeniu oszalała ze szczęścia Klaudia.

Darkowi również udzielił się nastrój i podszedł do Detektywa, by uwolnić go z jego więzów.

– Wybacz nam, nie zamierzaliśmy was krzywdzić. Potrzebowaliśmy bardzo odrobiny krwi tej młodej kobiety, ale nie chcieliśmy jej wyrządzić nic złego. Przepraszam i proszę nie szukaj zemsty, za chwilę stąd znikniemy i nie zobaczycie nas nigdy więcej – powiedział Darek, rozcinając liny krępujące Detektywa.

– To po co ją rozebraliście? – wykrzyczał uwolniony Detektyw.

– Przepraszam, mogło mnie ponieść. Uznałem, że tak będzie po prostu ciekawiej – odpowiedział Darek, za co dostał od Detektywa z pięści prosto w nos. Zalał się krwią, ale uśmiech nie zniknął z jego twarzy.

– Czas opuścić te miejsce, nie szukajcie nas – powiedział groźnie i władczo Bezimienny, po czym udał się wraz z dwójką swych kompanów w stronę głównych drzwi. Otworzył je i we troje po raz pierwszy od swych przemian poczuli na sobie nieśmiało przebijające się wczesne promienie słonecznego światła. Nic im się nie stało, nie poczuli bólu, mogli ruszać dalej. Po przekroczeniu progu drzwi nie zdążyli nawet usłyszeć trzech odgłosów wystrzałów snajperskich strzelb i padli martwi.

Oto z lasu wynurzył się szturmowy oddział policji, który ruszył z impetem na stojący w środku lasu zamek. Wkroczyli do niego, by odbić porywaczom Lenę i ich najlepszego detektywa. Akcja policji zakończyła się sukcesem.

Koniec!


<< 13. „Przeznaczenie” <<

>> 15. „Życzenie” >>


Opowieści na dobranoc