Przejdź do treści

Opowieści na dobranoc (13) – „Przeznaczenie”

Był słoneczny, ciepły dzień. W około niej panował radosny gwar, ulice jej ukochanego miasteczka tętniły życiem.

Młode mamy z dziećmi masowo wyłoniły się ze swych domów i usytuowały na miejskim skwerku przy fontannie, podjadając lody i inne słodkości z pobliskiej cukierni. Gdy przechodziła obok jednej z tych młodych dam zajrzała do odkrytego wózka stojącego przy niej. Wzrok Moniki przyciągnęło około półroczne niemowlę, które miało zaskakująco i bardzo nietypowo białe, gęste włoski. W zachwycający sposób łączyły się z jego jaskrawo-niebieskimi, dużymi oczkami. „Rośnie ciacho” – pomyślała i przeszła obok młodej mamy, która akurat teraz zwróciła się gwałtownie w jej stronę i ubrudziła jej włosy oraz policzek lodem o smaku śmietankowym. Monika uśmiechnęła się tylko, gdy mama przepraszała ją za swoją nieostrożność. Uspokoiła mamusię, wytarła się chusteczką, pogratulowała przy okazji urodziwego chłopca i ruszyła dalej, by załatwić… No właśnie… Załatwić co? Poczuła niepokój. Wszystko w około wyglądało tak przyjaźnie i optymistycznie, a jednocześnie wszystko było nie tak… Nie potrafiła tego nazwać, określić. Szła dalej i spoglądała na otaczających ją ludzi. Zauważyła zniszczonego życiem mężczyznę w średnim wieku, który szukał niedopałków w śmietniku ulicznym. Spojrzał na nią i uśmiechnął się do niej swym bezzębnym uśmiechem. Odwzajemniła uśmiech, co w jakiś sposób zostało odebrane jako zachęta i gdy ulicznik zaczął zmierzać w jej stronę, odwróciła się i szybkim krokiem zaczęła zmierzać do pobliskiej, głównej ulicy miasta. Rozglądała się nadal w około. Tłum ludzi wokół niej pędził swym tempem w pogoni za swym własnym życiowym planem, oszukując siebie przy tym, że go realizują, a jej uwagę przyciągnął młody, elegancki mężczyzna, który rozmawiając przez telefon komórkowy zmierzał na przejście dla pieszych. Emocjonalnie gestykulował wolną ręką, co chwilę podnosząc głos. „Z pewnością właśnie pracuje” – uznała Monika i zmierzała również w stronę przejścia. Sygnalizacja jasno mówiła „stój”, a Monika z błyskawicznie rosnącym przerażeniem obserwowała jak młody elegancik stawia już pierwszy krok na ulicę wprost przed pędzący autobus… BUM!…

Obudziła się i poczuła ulgę. „Choć bardzo realistyczny, to był to tylko sen” – pomyślała i zaczęła zbierać się, by pozałatwiać swoje sprawy na mieście – bank, księgowa, małe zakupy itp.

Od pamiętnej nocy panieńskiej minęły już dwa lata. Monice dosyć łatwo przyszło pogodzenie się z zaistniałą sytuacją, nie żałowała Michała w żaden sposób, a nawet cieszyła się, że przy tym wszystkim jej noc w ramionach erotycznego tancerza ze Stolicy nie miała już żadnego znaczenia. Drogi był, ale też wart każdej zapłaconej złotówki. Dla niej najważniejsze, że nie musiała się z tego w żaden sposób tłumaczyć. Wiedziała, że była bardzo nie fair w takim rozumowaniu, ale to wszystko, co się zadziało tamtej nocy pokazało jej tylko, że ona nie dla Michała, a Michał nie dla niej. „Tak miało być” – stwierdziła i bez oglądania się wstecz poszła dalej w swe życie.

Wychodziła właśnie z domu w ten piękny, majowy dzień i zmierzała wprost do banku. Miała dzień wolny od pracy, przeznaczony na spokojne ogarnięcie swych spraw. Wpłaciła w banku gotówkę i przyszedł czas na odwiedziny znajomej księgowej, której biuro mieściło się przy skwerku z jej dzisiejszego snu. Poczuła pierwszy dreszczyk związany z podświadomym wspomnieniem jej snu, ale było to w tej chwili bardzo ulotne wspomnienie. Po wizycie u księgowej pozazdrościła odpoczywającym na skwerku ludziom i wskoczyła do cukierni po dwie gałki śmietankowego loda w waflu. Wychodząc z cukierni rozglądała się z uwagą w około, gdyż czuła się dziś lekko zaniepokojona odkąd tylko się obudziła. W tym też stanie rozkojarzenia sama wpadła na młodą mamę z wózkiem i ubrudziła jej włosy oraz polik lodem. Przepraszała ją zawstydzona, a młoda mama tylko się uśmiechnęła zapewniając, że nic się nie stało. Monika zajrzała do wózka i zamarła… Niemowlak, o wspaniałych blond włoskach i jeszcze piękniejszych oczach w kolorze niebieskim. Widziała go już, w swym śnie. Z przerażeniem popatrzyła na młodą mamę, której uśmiech powoli znikał z jej pozytywnego oblicza. Odwróciła się bez słowa i dostrzegła bezdomnego, który poszukiwał w śmietniku niedopałków. Spojrzał na Monikę, która oczekiwała już na bezzębny uśmiech, ale zamiast tego dostrzegła zawstydzenie i szybko opuszczony wzrok mężczyzny. Nie zastanawiała się i podeszła sama do niego, wyjmując po drodze z torebki banknot 20 zł i podając mu je ukradkiem. Zanim bezdomny powiedział „dziękuję”, Monika już zmierzała w stronę przejścia dla pieszych głównej ulicy z jej snu. Nogi zadrżały jej, gdy dostrzegła eleganckiego młodzieńca, który pewnym krokiem zmierza na przejście dla pieszych, rozmawiając jednocześnie żywiołowo przez telefon. Nie zastanawiała się i podbiegła szybko, by zagrodzić mu drogę. Zdążyła. Młodzieniec zaskoczony zatrzymał się, z uśmiechem przyjrzał się jej badawczo i zapytał:

– Może w czymś pomóc?

– Tak, szukam Galerii Diamentowej, pierwszy raz w mieście – skłamała Monika i uśmiechnęła się sama zakłopotana tą całą sytuacją.

Młody człowiek krótko wyjaśnił jak znaleźć Galerię i akurat zaświeciło się zielone światło sygnalizacji dla pieszych. Monika podziękowała za wskazówki i przeszła razem z młodym mężczyzną na drugą stronę ulicy, który powrócił do swej emocjonującej rozmowy. Zatrzymała się i przyglądała się jemu z głębokim zastanowieniem. „O co tu może chodzić?” Znikał jej wśród tłumu ludzi, gdy przechodził akurat obok ogrodzenia budynku z rusztowaniem, przy którym trwały prace remontowe. Jakby w zwolnionym tempie dostrzegła lecący z góry przedmiot przypominający szpachelkę zmierzającą wprost za ogrodzenie prac remontowych, by po chwili również w zwolnionym tempie obserwować poruszenie i panikę ludzi, coraz liczniej skupiającym się przy remontowanej ścianie. Z góry rusztowania dochodził krzyk jednego z budowlańców „Ja nie chciałem”, a na dole masowo powtarzające się westchnienia grozy „O, matko”, „O, Boże” itp. Monika podeszła, przecisnęła się przez tłum otaczający młodego elegancika z dosyć szeroką szpachelką do gładzi wystającą z jego głowy. Był martwy…

Wróciła do domu i zrobiła sobie drinka. Zaprosiła koleżankę do siebie i opowiedziała jej sen oraz dzisiejsze zdarzenie. Koleżanka odpowiedziała jej, że powinna iść się leczyć, na co Monika uniosła się gniewem i wyprosiła koleżankę z domu. Zrobiła kolejnego drinka, który ukoił jej rozkołatane emocje i przyniósł spokój. Zaczęła znajdować racjonalizm w tej niedorzecznej własnej historii, a raczej zaczęła na siłę przekonywać samą siebie, że to wszystko to tylko zbieg okoliczności. Wmawiała to sobie intensywnie, aż w końcu wmówiła i zasypiała już w spokoju, rozmyślając o kolejnym dniu.

Wiedziała, że śni i był to piękny sen. Poznała go, gdy skończyła pracę i zmierzała do swego samochodu. Zaczepił ją z pytaniem, czy nie wie, gdzie może zjeść coś smacznego. Odpowiedziała, że wie i zanim pokierowała przystojnego bruneta w stronę jej ulubionej restauracji, on zaprosił ją na kolację. Wyglądał przyjaźnie, wzbudzał zaufanie i Monika bez zawahania przyjęła zaproszenie. Udali się do restauracji spacerkiem. Szli przez miejski park, słońce zbliżało się ku horyzontowi – było po prostu bajecznie. Gdy wychodzili z parku Monika spostrzegła ogromną budowlę z pracami na wysokościach. Choć wiedziała, że to tylko sen, jak zahipnotyzowana przyglądała się budowli, wspominając zdarzenia ubiegłego dnia wraz ze snem ubiegłej nocy. Dostrzegła podobieństwo atmosfery snu z tym poprzednim, które zwiastowało niechybnie kolejne dramatyczne zdarzenia. Nie odwracając wzroku od nowo stawianego budynku złapała przystojnego mężczyznę z jej snu za rękę i odciągnęła go w drugą stronę, nie dostrzegając odkrytego wejścia kanalizacji, przy którym leżały na ziemi pozrywane taśmy odgradzające i sygnalizujące o niebezpieczeństwie. Monika dostrzegła to wszystko gdy już było za późno. Zapatrzona w budowlę jej nogi poniosły ją wprost w otchłań kanalizacji, w którą wpadła, pociągając za sobą jej towarzysza. Nie utrzymał jej, a ostatnim wspomnieniem Moniki było uderzenie głową w metalowe wejście kanalizacji, po czym się obudziła i wykrzyknęła w pełni świadoma faktu:

– O k…! Dziś moja kolej!

Koniec!


<< 12. „Jan z Siedmiogrodu” <<

>> 14. „Rytuał” >>


Opowieści na dobranoc