Przejdź do treści

Opowieści na dobranoc (11) – „Detektyw”

Sprawa licznych zaginięć mężczyzn rozwiązała się w zasadzie sama, dzięki tej szczęśliwej dziewczynie, która tak dzielnie sprostała swej trudnej sytuacji i zakończyła masową rzeź seryjnej morderczyni. Ale detektyw Jabłoński miał nadal poważny ból głowy, gdyż zakończona sprawa zabójczej Anny z ulicy Dębowej nie wyjaśniła równie licznych zaginięć kobiet w różnym wieku.

Zaczynała się już noc, kiedy wciąż młody i rosły detektyw odłożył w końcu teczki sprawy na swe biurko i położył na nim również swe nogi, rozprostowując swą pozycję na bardzo wygodnym krześle. Zaczął rozmyślać o tym wszystkim, co wydarzyło się w ostatnich dniach, składając swe ręce za głowę i nieśmiało rozpoczynając bujanie na swym krześle. Sprawa kobiet była w martwym punkcie, nie było nic konkretnego, o co mógłby zahaczyć. Tylko seria domysłów, które nie zbliżały nikogo do niczego. Cieszył się jedynie, że przy tych dramatycznych wydarzeniach zaiskrzyło pomiędzy nim , a tą dzielną Leną, która sama rzuciła się w jego objęcia, gdy tylko dotarł na miejsce rzezi. To on przyjął jej zeznania, po uprzednim towarzyszeniu jej w drodze do szpitala. Zaprosiła go również do siebie na kawę i spędzili przy niej wspólnie bardzo intymne chwile zrozumienia, w ciszy i spokoju. To zaowocowało tym, że Lena zapragnęła częstszego towarzystwa detektywa i to ona również zaproponowała kolejne spotkanie. Czekał właśnie na telefon od niej z wiadomością, że jest już gotowa na kolację we dwoje. Skorzystał z chwili spokoju i zaczął rozmyślać o niej w innym wymiarze. Bardzo podobała mu się i po raz pierwszy właśnie zaczął sobie wyobrażać ją bez ubrania. Jego ciekawość budowy jej ciała przerwana została głośno ustawionym dzwonkiem telefonu, a nasz detektyw został nim brutalnie wyrwany ze swego zmysłowego świata wyobrażeń, przy czym w swej reakcji na dźwięk bujnął się za mocno na swym krześle i wylądował na ziemi przetaczając się zwinnie fikołkiem w tył wprost pod drzwi jego biura.

Był bardzo sprawny fizycznie. Miał za sobą dwie tury w Afganistanie i jedną w Syrii. Jego wyjątkową specjalnością było tropienie, a o swą kondycję i sprawność dbał każdego dnia, dzięki opracowanemu przez samego siebie planowi treningowemu i żywieniowemu. Był mocny, upadek z krzesła nie wyrządził mu żadnej krzywdy. Odebrał telefon od niej:

– Witaj Leno, czekałem na ciebie – powiedział swym niskim, męskim głosem.

– Witaj Detektywie, już jestem dla ciebie – odpowiedziała zalotnie Lena, a to był dla niego jasny sygnał, że czas ruszać.

Ubrał się elegancko na tą wyjątkową okazję, w jasną koszulę i ciemne spodnie z jego najlepszymi pantoflami. Wsiadł do swego srebrnego BMW 3 i ruszył w stronę jej domu. Była wyraźnie bogatsza od niego, ale nie czuł się z tym źle. Miał w dupie to, kto i ile ma kasy, to było dla niego bez znaczenia. Wiedział, że stać go na to, na co mu potrzeba, a dziewczynie jedynie winszował jej życiowego szczęścia. Nie interesowały go jej pieniądze, interesowała go jedynie ona. Jadąc, z każdą chwilą coraz bardziej pragnął jej towarzystwa. Zaskoczyło go to, ale czuł się z tym wspaniale. Przyspieszył…

Podjeżdżając pod jej dom zadzwonił do niej na telefon, by już wyszła, jednak nie odebrała. Poczta… Spróbował jeszcze raz, ten sam efekt. Dostrzegł włączone światło przy wejściowych drzwiach i lekko uchylone drzwi. Jego żołnierski i detektywistyczny instynkt podpowiedział mu, że to koniecznie należy sprawdzić. Wyszedł z samochodu. Zbliżając się do drzwi dostrzegł na werandzie przewróconą donicę z jakimś nieznanym mu drzewkiem. Przyspieszył i wszedł do środka.

– Lena! – krzyknął. Cisza… – Lena! – powtórzył, z tym samym efektem. Obszedł jej dom, zaglądając w każdy zakamarek, wołając i szukając jakichkolwiek informacji o tym, co tutaj mogło zajść. Zaniepokoił się, nie było jej w domu. Wyszedł na zewnątrz i zaczął uważnie przyglądać się pozostawionym na podłożu znakom. Dostrzegł pozostawione ślady dwóch osób, jedne wyraźnie należały do kobiety (obcas), a rozmiar drugich wskazywał na mężczyznę. Dostrzegł pogięte i powyrywane gałązki tui rosnących wzdłuż werandy domku. Poszedł w tym kierunku, szukając w ciemności dalszych śladów i tu zmroziło go, gdyż wskazały mu one, że Lena została porwana. Odnalazł ślady krwi w trawie. Założył, że należą do Leny, gdyż dalej już widział jedynie bardziej wgłębione ślady męskiego obuwia. W duchu ucieszył się z tego powodu, gdyż doprawdy nie trudno ich przegapić.

Zgłosił do centrali możliwe porwanie, przedstawił w skrócie sytuację i ruszył tropem pozostawionych śladów. Zauważył, że prowadzą w prostej linii ku lasowi na obrzeżu miasteczka Szkarłatne Wzgórze. Nie miał przy sobie latarki, było ciemno. Przemknęła mu myśl, by wrócić po nią do samochodu, ale intuicja nakazywała mu nie tracić czasu. Odnajdzie ślady i w ciemności, do tego był wyszkolony. Ślady były wyraźne i bez pomocy światła. Nie zgubił tropu, dostrzegając przy tym, że Lena najwidoczniej robiła co mogła, by ją odnaleźć. Co kilka metrów dostrzegał ułamaną gałązkę lub większą gałąź. „Zuch dziewczyna” przemknęła mu myśl i przyspieszył kroku. Bardzo niedbały porywacz obrał równie bardzo długą trasę. Szedł już ponad godzinę, ślady nie kończyły się. Mijał gęstsze oraz rzadsze rejony rozległego lasu mieszanego i nagle zatrzymał się. Powodem postoju było uświadomienie sobie panującej w około niespotykanej ciszy. Nie słyszał tego, co powinien był słyszeć w nocy w lesie. Żadnego stworzenia, żadnego ruchu liścia choćby, kompletnie nic. Cisza… Poczuł lęk, którego nie czuł nawet na swych zagranicznych misjach…

Bardzo żałował, że nie ma przy sobie broni, jednak wierzył w to, że i bez niej poradzi sobie. Ślady urwały się, ale to tylko dlatego, że pojawiła się przed nim ubita ścieżka, prowadząca do widocznej już z daleka polany. Widział na niej zarys budowli, co zaskoczyło go jeszcze bardziej niż cokolwiek dotychczas. Gdyby nie chodziło o Lenę, zawróciłby już w tej chwili, gdyż cała ta atmosfera i widok przedstawiały się upiornie. Bał się, ale nie wyobrażał sobie pozostawienia jej samej sobie, z czymkolwiek teraz się mierzy. Doszedł do skraju polany i patrzył z niedowierzaniem na wielki dom, przypominający średniowieczny zamek. Zza zadaszenia budowli wyłaniał się ogromny księżyc w swej pełni, w wyjątkowo krwistym odcieniu. W ogromnych oknach dostrzegł ślady światła, najpewniej z jakichś świeczników, objawiające się charakterystycznym dla świec migotaniem. Światło przebijało się przez kotary przysłaniające okna, czujnie przyglądał się każdemu z nich w poszukiwaniu czyjejkolwiek obecności, jakiegokolwiek ruchu w tym koszmarnym w zamczysku. Dostrzegł…

Na górnym poziomie w jednym z okien zaświeciły się na czerwono dwie przerażające pary oczu. Nie przypominał sobie, by widział, słyszał lub czytał o czymkolwiek podobnym. Nie miał wątpliwości, że oczy te były zwrócone na niego. Wiedział, że jego obecność już jest odkryta i postanowił zmierzyć się z tym. Dla Leny…

Przy stawianiu odważnie pierwszego krok w kierunku budynku, został uderzony w tył głowy i stracił przytomność…

Obudził się w mrocznym, gotyckim pomieszczeniu. Leżał na zimnej podłodze przewiązany linami na różne sposoby, które zablokowały mu całkowicie wszystkie opcje ruchowe. Przez tępy ból głowy po uderzeniu nie widział wyraźnie, czuł jak wszystko wiruje mu przed nim. Chciał zwymiotować, ale nie miał czym. Po chwili dostrzegł Lenę. Leżała naga w oddali pięciu, może sześciu metrów na ogromnym, niewysokim stole przypominającym ołtarz otoczony mnóstwem świec. Nie w takiej sytuacji chciał ją zobaczyć nagą, jej ciało było przepiękne, ale zamiast pożądania poczuł jak jego serce zaciska się. Nad nią stały trzy niezwykle osobliwe postacie, ubrane w czarne habity z kapturem. W środku władczy, ogromny mężczyzna, z ciemnym zarostem. Po jego lewej stronie stał z opuszczoną głową niższy i krępy, którego ślady mogły przyprowadzić naszego detektywa do tego miejsca, a po prawej stronie stała dumnie nieziemskiej urody kobieta.

– Dziękuję Psie, spisałeś się znakomicie. Otrzymasz swoją nagrodę – zwrócił się władczy mężczyzna do swego sługi obok. – Klaudio, podaj proszę miksturę. Czas rozpocząć rytuał przywoławczy – dodał następnie do swej drugiej towarzyszki.

– Tak Panie, nadszedł czas powrotu ojca naszego – odpowiedziała Klaudia i przystąpiła do odegrania swej roli w tym wyjątkowym przedstawieniu…

C.d.n.


<< 10. „Ostatnia ofiara” <<

>> 12. „Jan z Siedmiogrodu” >>


Opowieści na dobranoc