Przejdź do treści

Opowieści na dobranoc (1) – „Jej imię”

To był gorący sierpień, lato w pełni, a Mazury wypchane po brzegi amatorami wody, zmysłowych wrażeń i zimnego piwa.

W jednej z mazurskich miejscowości, przy samym brzegu jeziora znajdował się ogromny namiot, pod którym regularnie odbywały się dancingi. Z grającą na żywo kapelą przyciągały one stale setki osób. W około dużego namiotu znajdowało się pole campingowe. Rozciągało się wzdłuż dosyć kamienistego brzegu jeziora na odległość około pięciuset metrów, a tuż przed namiotem można było pospacerować po pomoście bogatym w liczne ławeczki, na których można było posiedzieć sobie z zimnym piwem. Pole campingowe tętniło życiem. Zbliżał się wieczór, upał nie zelżał zbytnio, za to do wielu bywalców rozpoczynającego się dancingu dołączyły komary.

Z jednego z namiotów wynurzył się młody mężczyzna, w wieku około 24 lat. Popryskał się jeszcze sztandarowym zapachem Adidasa i otworzył kolejne, chyba już czwarte piwo z puszki. Przyjechał tu wraz z czterema kolegami, drugi rok z rzędu. Nie planował niczego, chyba po prostu chciał się napić i zapomnieć na trochę, zanim wróci do swojego rodzinnego miasta, do swojej nudnej i bez rozwojowej pracy. Może nie była aż taka, jak sam myślał o niej, ale czuł się w niej zduszony i nic na to nie mógł poradzić. W odróżnieniu od swoich kolegów nie napalił się na przygodę. Obserwował przed swym namiotem wiele kusząco ubranych młodych dziewczyn, które swymi stylizacjami krzyczały wręcz „bierz mnie, teraz”. Serce chwilami zabiło mocniej, ale od dzieciństwa był dosyć nieśmiały wobec dziewczyn i już wiedział jak sobie z tym radzić najlepiej – nie próbować…

Zawsze chodził swoimi drogami, nie potrafił też wpasować się w żadną z grup, także gdy koledzy siedzieli już na pomoście rozlewając schłodzoną w jeziorze wódkę, nasz bohater dzisiejszej opowieści opuścił teren swego namiotu i poszedł z piwem w ręku załatwić swoją potrzebę w pobliskim toy toyu. Wracając dokończył piwo i zahaczył o namiot z dancingiem. Choć czuł już wcięcie, to umysł pracował mu nadzwyczaj sprawnie. Tuż przy wejściu dostrzegł ją i ugięły się pod nim nogi…

Nie widział dotąd tak pięknych oczu, nie marzył nawet o tak wydatnych i ponętnych ustach, a jej szczupła sylwetka z delikatnie wciętą talią dopełniła dzieła i oto nasz młodzieniec przeżył coś, co widział jedynie w filmie i czytał w książkach. To było jak miłość od pierwszego wejrzenia, w pełnym znaczeniu, gdyż młoda dziewczyna, ubrana w jasne dżinsy i w szarą, obcisłą bluzeczkę spojrzała na niego i uśmiechnęła się. Jej uśmiech sprawił, że świat mu zawirował. Odwzajemnił uśmiech z niedowierzaniem, że to naprawdę się dzieje. Młoda dziewczyna zaczesała dłonią kosmyk swych prostych, brązowych włosów za ucho i choć koleżanka stojąca obok starała się przyciągnąć jej uwagę swoją opowieścią, to nie zdołała tego zrobić, gdyż najwyraźniej nasza kolejna bohaterka opowieści również była już w innym wymiarze. Nie potrafiła odwrócić wzroku od młodzieńca. Ten stwierdził jak nigdy dotąd, 'raz się żyje’ i podszedł do dziewczyny. Przedstawił się i poznał jej imię, które zostało w jego sercu wyryte na zawsze. Rozmowa z miejsca zaczęła się kleić, a młodzieniec chcąc, by to wszystko trwało jak najpełniej, zaprosił dziewczynę na spacer. Zgodziła się, zostawiła koleżankę i pospacerowali na obrzeże pola przy pobliskim lesie.

Rozmawiali dużo, poznawali się, a między nimi rodziła się więź tak silna, tak magiczna, iż młodzieńcowi przemknęła myśl, że mógłby teraz umrzeć. Ale ta myśl była w ułamku sekundy bez znaczenia, gdyż te dwie młode dusze złączyły się w jedno w tych kilku krótkich chwilach, a młodzieniec równie szybko odnalazł sens wszystkiego. Pragnął żyć i czuł całym sobą, każdą jedną komórką swego ciała, że oto właśnie żyje w pełni. Był szczęśliwy i spełniony, chyba po raz pierwszy w swym życiu.

Wziął jej dłoń w swoją dłoń, usiedli na leżącym przy skraju lasu pniu. Gwiazdy lśniły na niebie, jednak brakowało tej nocy światła księżyca i w około nich panował mrok. Mimo to widzieli siebie, patrzyli sobie w oczy w ciszy i ona pierwsza pocałowała go. Młodzieniec odpłynął w tą słodką rozkosz i przyciągnął swą piękność blisko siebie, objął jej talię i odwzajemnił pocałunek z całym swym uczuciem. Jednak po chwili stwierdził, że coś jest bardzo nie tak…

Bo oto nagle poczuł przeszywający ból głowy, jakby świeżo odbył czołowe zderzenie z czołgiem. Stracił na chwilę kontakt z rzeczywistością, ale szybko wróciło myślenie. Stwierdził, że leży, nie może się poruszyć i choć jeszcze nic nie mógł dostrzec, to słyszał jej tłumiony krzyk. To dało mu kopniaka energii większego niż siedem red bulli. Podniósł się i w odległości od siebie około dziesięciu metrów zobaczył trzy cienie zajęte najwidoczniej przyciąganiem jego pięknej do ziemi i unieruchomieniem jej. Już odgadł ich zamiary, nie było tu wątpliwości i poczuł furię, jakiej nigdy by nie podejrzewał, że może kiedykolwiek poczuć. Umysł oczyścił się ze wszelkiego lęku, zapomniał o bólu i szybko chwycił po leżącą obok grubą gałąź, którą z całej siły przypierniczył w głowę pierwszemu z cieni, próbującemu zdejmować dżinsy z przerażonej dziewczyny. Cień upadł i leżał w bezruchu. Młodzieniec nie zastanawiając się zamachnął ponownie sprawnie gałęzią, trafiając drugiego cienia w głowę. Ten sam efekt, jak za pierwszym razem. Trzeci cień puścił dziewczynę, syknął jakieś przekleństwo i zaczął machać przed sobą na oślep, najpewniej nożem. Dziewczyna uciekła, biegła jak najszybciej tylko mogła w stronę pola namiotowego, a nasz bohater patrząc za nią zapomniał na chwilę o tak bliskim niebezpieczeństwie i dostał cięcie nożem w ramię, tuż pod barkiem. Upuścił gałąź, poczuł jak jego koszulka nasiąka ciepłą krwią, ale w jego głowie kotłowała się w tym momencie już tylko jedna myśl – 'chcieliście ją skrzywdzić’. Myśl ta uwolniła w nim ponownie furię. To wszystko działo się tak szybko, że aż trudno opisać kolejność następnych zdarzeń. Dostał jeszcze z pięści w polik, poczuł bardziej obtarcie niż cios, ale to pozwoliło mu chwycić rękę napastnika, szybko ją wykręcić z całych sił i złamać w momencie, gdy już trzeci cień i tak wył z bólu zgięty w pół. Zabrał mu nóż i wbił go po rękojeść w plecy na wysokości prawej łopatki. Trzeci cień upadł bezgłośnie, a nasz młodzieniec poczuł w końcu lęk, a raczej upiorny strach, gdyż stwierdził, że trzy cienie leżą bez ruchu, najpewniej martwi. Strach po chwili został zastąpiony dojmującą troską o dziewczynę, zapragnął ją jak najszybciej odnaleźć. Jednak, gdy wrócił na pole namiotowe nie znalazł jej nigdzie. Nie było jej na polu, również na dancingu, nie było na pomoście, nie było jej…

Poszedł do swoich kolegów, zaczął pić z nimi wódkę. Pił szybko i dużo, pił na umór, gdyż już wiedział, że nie odnajdzie jej. Stracił ją…

Obudził się następnego dnia około południa. Spał przed namiotem w ubraniu, a kac oraz rany z poprzedniej nocy nie pozwoliły mu się podnieść o własnych siłach. Jeden z kolegów zapytał o ślady krwi, sińce i obtarcia. Młodzieniec odpowiedział, że za dużo wypił i że to była długa droga do namiotu. Wszyscy się roześmieli, a po kolejnej pijanej nocy wrócili następnego dnia do domu.

Młodzieniec każdego dnia śledził internet i wiadomości, jednak nigdzie nie znalazł informacji o jakichkolwiek trzech ciałach znalezionych w lesie. Młodzieniec również śledził internet z myślą, że jakimś cudem odnajdzie swoją piękną, jednak tu sam już miał jasność, że tak się nie stanie.

Wrócił do swojej dusznej pracy, wrócił do swojego życia, a jedyne co mu pozostało z tej nocy, to wspomnienie jej piękna i słodkich ust oraz jej imię wyryte głęboko w jego sercu.

Koniec!


>> 2. „Odkrywca” >>


Opowieści na dobranoc